Z Archiwum X. Wyznawcy

Chris Carter, Joe Harris, Michael Walsh

Kiedy w marcowy wieczór w 1996 roku siadałem przed telewizorem, nie wiedziałem, że właśnie rozpoczynam przygodę z jednym z najlepszych seriali w historii telewizji. Pierwszy odcinek był dla mnie szokiem, bo czegoś takiego się absolutnie nie spodziewałem. Porwania przez kosmitów, rządowe spiski, jednostka FBI zajmująca się sprawami paranormalnymi, a wszystko to zamknięte w niespełna 45 minutach. Dla piętnastolatka zaczytującego się w horrorach, kryminałach i science fiction (w tym także – możecie się śmiać – „naukowymi” książkami Danikena) to było spełnienie marzeń, bo serial łączył wszystkie te konwencje, a dodatkowo podlewał je szczyptą humoru i okraszał klimatem paranoi.

Po latach, choć niewielu kwestionuje przełomowość produkcji Chrisa Cartera, mówi się często, że wszystko co najlepsze serial miał do zaoferowania w ramach odcinków z „potworem tygodnia”, a mitologia serialu to niestrawny bełkot. Osobiście kiedyś też wolałem epizody z tej pierwszej grupy, ale kiedy zabrałem się do powtórki serialu na dziesięciolecie zakończenia jego emisji, to oglądając całość chronologicznie, doceniłem i polubiłem wiele wątków mitologicznych. Oczywiście niektóre rozwiązania nadal bronią się średnio, ale nie zmienia to faktu, że znając całość wydarzeń, zdecydowanie łatwiej i przyjemniej oglądało mi się wątki spiskowo-konspiracyjne.

Niecierpliwi zapytają, po co ten autobiograficzny wstęp. Otóż, chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że siadając do recenzji komiksu „Z archiwum X: Wyznawcy”, który właśnie ukazał się nakładam Wydawnictwa SQN, robię to z pozycji fana serialu i osoby, która jest w miarę na bieżąco z wydarzeniami z poprzednich serii. A to w moim odczuciu ma dość kluczowe znaczenie w odbiorze powyższego komiksu. Z prostego powodu – „Wyznawcy” to pierwszy album zbiorczy stanowiący integralną część dziesiątego sezonu serialu i skupia się on w całości na rozwijaniu istniejącej już mitologii. A dziesiąta seria to oficjalna kontynuacja, za którą odpowiada między innymi sam twórca serialu, Chris Carter. Warto też podkreślić, że całość wydarzeń, które przyjdzie nam śledzić, uznawana jest za kanoniczną część „Z archiwum X” (zważywszy na coraz silniejsze pogłoski o powrocie produkcji na ekrany telewizorów nie wiem jak długo tak będzie, ale to dywagacje na inną okoliczność).

Scenarzystą serii (która note bene nadal się ukazuje) jest Joe Harris. Nie jestem specjalnie obeznany z jego pracami, ale w mojej ocenie z niełatwym zadaniem napisania kontynuacji kultowego „Z archiwum X” wywiązał się więcej niż dobrze. Nie uniknął paru kontrowersyjnych wyborów, ale dla mnie najważniejsze jest, że w zasadzie od samego początku mamy poczucie, że serial powrócił. Komiks zaczyna się w chwili, gdy spokojne życie Muldera i Scully, którzy ukrywają się aktualnie jako Państwo Blake, zakłóca informacja o tajemniczym włamaniu do siedziby FBI. Tajemniczym, bo wygląda na to, że celem była kradzież danych, w tym osobowych, dotyczących zamkniętego Archiwum X. Jak się wkrótce okaże agenci znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a co gorsze, najwyraźniej nieznani włamywacze chcą też dosięgnąć syna Scully.

Wydarzenia rozgrywają się już po zapowiadanej na 22 grudnia 2012 kolonizacji Ziemi przez kosmitów (co na razie nie zostaje wyjaśnione) i w zasadzie od początku jesteśmy wrzuceni w sam środek akcji, która nie zwalnia aż do ostatniej strony. Widać, że twórcy zdecydowali się na mocne otwarcie i w tych pierwszych pięciu zeszytach, które składają się na tom „Wyznawcy”, postawili na szybkie tempo i liczne zwroty akcji. I obu tych kwestii mogą dotyczyć wzmiankowane przeze mnie kontrowersje. Po pierwsze, stawiając na szybkie tempo, w mojej ocenie komiks ma dość wysoki „próg wejścia”. Mimo że całość jest dobrze i klarownie rozpisana to bez znajomości serialu wiele rzeczy może wydać się nie do końca jasnych, a pewne motywy, które z perspektywy fanów są szalenie mocne, po prostu mogą nie zadziałać. Wynika to z faktu, że Joe Harris odrobił lekcje i w scenariuszu umieścił naprawdę sporą liczbę odniesień i nawiązań do wcześniejszych wydarzeń. Czasem są to smaczki, które wyłapią fani, a dla świeżego czytelnika nie będą one miały znaczenia, jednak czasem znajomość wcześniejszych wydarzeń daje dużo dodatkowego kontekstu. Jeszcze raz podkreślę: dla mnie to plus. Cieszyłem się jak dziecko na te wszystkie mrugnięcia okiem do fanów, ale rozumiem, że dla zwykłego czytelnika, który sięgnie po komiks, może to być problem. Poważniejsze kontrowersje tyczą się jednak zwrotów akcji i wynikają z tego, że Carter z Harrisem zanegowali (czy na pewno?) kilka kluczowych rozwiązań fabularnych z ostatnich sezonów serialu, tym samym mocno zaskakując fanów. Z drugiej strony sam mam wątpliwości, czy próbując szokować czytelników, twórcy nieco nie przedobrzyli.

Komiks to jednak nie tylko scenariusz, ale także jego sposób podania i oczywiście strona graficzna. I jeżeli chodzi zaprezentowanie opowieści to jestem bardzo zadowolony. Zeszyty zaczynają się zawsze od mocnego otwarcia, a kończą solidnym cliffhangerem, a do tego podoba mi się rozplanowanie poszczególnych plansz i kadrów. Czasem mamy kadr na całą stronę, a czasem cztery – pięć, ale widać, że to zostało przemyślane tak, aby cała historia płynnie się rozwijała. Do tego należy podkreślić coś, o czym niektórzy twórcy komiksów nadal zapominają – tutaj w zasadzie nie ma zbędnej ekspozycji przekazywanej w dymkach, czy dodatkowych opisach. Bardzo często konkretny kadr posuwa nam akcję do przodu i to pozornie błaha rzecz cieszy.

Niestety sama strona graficzna to zupełnie inna historia. Za rysunki odpowiada nieznany mi wcześniej Micheal Walsh i powiem szczerze, że pierwsze chwile z owocami jego pracy są dość traumatyczne. Pozornie nie jest źle, bo wszystkie postaci z serialu możemy poznać dość szybko (choć fakt, że mimo upływu lat wyglądają tak jak dekadę temu wygląda na spore niedopatrzenie), ale reszta to w mojej ocenie dramat. Rysunki są dość umowne i uproszczone. Dopóki Walsh trzyma się prostych, statycznych kadrów, które nie wymagają dużej ilości szczegółów, jest jeszcze w miarę znośnie. Jednak kiedy mamy zbliżenia, bardziej szczegółowe kadry, albo mimikę twarzy, jest już bardzo źle. Na szczęście, i jest to dla mnie swoisty paradoks, dość szybko opowieść mnie wciągnęła na tyle, że strona graficzna przestała mi przeszkadzać. A dodatkowo sprawę nieco uratowała ceniona kolorystka Jordie Bellaire, która podała całość w klimatycznych, brudnych barwach, świetnie pasujących do tej historii.

Na koniec przejdźmy do samego wydania, a to zasługuje moim zdaniem na pochwały. Całość ukazała się w twardej oprawie, na dobrym jakościowo papierze, a oprócz komiksu zaserwowano nam jeszcze dziesięć stron dodatków w postaci alternatywnych okładek i ilustracji. Zaś swoistą wisienką na torcie jest też dodawany do komiksu słynny plakat „I want to believe”, w jego okrwawionej wersji. Świetny dodatkowy bonus. I tylko proszę nie czytajcie opisu komiksu na okładce, bo zdecydowanie wykracza poza krótką zachętę i zdradza kilka ważnych zwrotów akcji, psując zabawę.

Reasumując, pierwszy epizod nowego sezonu „Z archiwum X” to świetna rzecz, ale chyba nie dla każdego. Jeżeli ktoś chciałby się zapoznać z komiksem jako dziełem autonomicznym, może spróbować i nie wykluczam, że tak „Wyznawcy” też się bronią. Mi niestety trudno to ocenić, bo zbyt nasiąknięty jestem serialem. Fanom polecam jednak z całego serca, bo myślę, że będą się w trakcie lektury świetnie bawić, nawet pomimo słabej strony graficznej. I mam naprawdę szczerą nadzieję, że SQN nie da nam długo czekać na kontynuację.

  • Autorzy: Chris Carter, Joe Harris, Michael Walsh
  • Tytuł oryginalny: X-Files. Season 10, vol. 1
  • Przekład: Bartosz Czartoryski
  • Wydawca: Sine Qua Non
  • Data publikacji: 2015-02-04
  • Cena: 39,90 zł
  • Format: s. 128, okładka twarda
  • Opis z okładki: Przez całe lata agenci specjalni Fox Mulder i Dana Scully pracowali w Archiwum X – tajnej komórce FBI, zajmującej się sprawami uznanymi za niewyjaśnione i powiązane z niewytłumaczalnymi zjawiskami. Oboje w końcu opuścili swoje małe biuro i rozpoczęli nowe życie, ciesząc się spokojną anonimowością. Aż do teraz. Kiedy wróg przeniknął sieć FBI i pozyskał poufne dane z akt Archiwum X, Skinner został zaatakowany, Scully porwana, a agent Doggett zaginął w akcji, Mulder musi ponownie wkroczyć na scenę. Nieoczekiwanie powraca również Palacz, który jest w posiadaniu istotnych informacji na temat  wroga – tajemniczych akolitów. Rozpoczyna się nowa era. Era technologicznej paranoi, międzynarodowego niepokoju i pozaziemskiej groźby. Oficjalna kontynuacja legendarnego już serialu, okrzykniętego telewizyjnym fenomenem XX wieku. Jej pomysłodawcą i opiekunem jest Chris Carter, twórca „Z Archiwum X”.
  • maszynistaGrot

    Też kiedyś się oglądało ten kultowy serial, złote czasy telewizji. Ostatnio słuchałem audycji w radiu że wracają stare seriale w nowych wersjach. Cóż ja osobiście dość sceptycznie na to patrze, o komiksie pierwszy raz słyszę. Nigdy jakimś wielkim fanem komiksu nie byłem, zdarzało się w dzieciństwie czytać Batmana czy Supermena ale to już bardzo dawno. Może dla fanów tej formy literackiej będzie to gratka pod warunkiem że na wysokim poziomie zrobione.

    • Myślę, że sporo osób pierwszy raz słyszy o tym komiksie, więc ode mnie tym większy plus dla SQN, że odważyli się go wydać.

      A co do komiksów to może trochę ich wróci na Carpe Noctem, więc będzie częściej okazja o nich poczytać :)