Wędrujące duchy

Marion F. Crawford

Urok “Upiornego uśmiechu” polega na tym, że nie jestem w stanie ocenić go zero-jedynkowo. Z jednej strony to raczej prosta historia gotycka, w której mamy stare krypty, zabraną do grobu tajemnicę, ducha-banshee, młodą i nieszczęśliwie zakochaną w sobie parę. Historia składa się z tego na tyle prosta, że nawet nie będę streszczać, szczególnie że można odnieść wrażenie, że strasznie się ona nie klei. Moje pierwsze odczucie po lekturze było takie, że trochę to słabe rozpoczęcie zbioru.

Jednocześnie jest w tym tekście coś ujmującego, coś co udało mi się zidentyfikować jako ducha prozy E.A. Poego. Masa pisarzy przyznaje się do inspiracji twórczością amerykańskiego klasyka, ale ilu udało się stworzyć coś równie niesamowitego, jak “Tajemnica domu Usherów”? Oba te teksty dzieli około 60 lat, mogę więc podejrzewać, że “Upiorny uśmiech” jest wprost klasykiem Poego inspirowany. Zamiast arabeskowej poetyki dostajemy w nim bardzo prostą, pulpową narrację, ale gdzieś przez nią, przez właśnie dziwne nieścisłości w fabule, ten niesamowity nastrój przesiąka i ostatecznie trafia gdzie trzeba. Rzeczywistość w której poruszają się bohaterowie tego pozornie banalnego opowiadania jest nierzeczywista, happy end wcale nie jest ani końcem ani końcem szczęśliwym, dziwny gotycki sen wcale się nie kończy. Nie wiem, czy inni znający ten tekst pukają się teraz w czoło, bo sam się dziwię tym, że pierwsza ocena poszła w niepamięć i jestem zwyczajnie oczarowany.

“Wrzeszcząca czaszka” była dla mnie po prostu ok. To udany i wprawnie napisany, choć może nieco przegadany retelling brytyjskiej legendy. Crawford historię osadził w nadmorskim domku o ponurej przeszłości, dodatkowo w czasie sztormu, w czasie którego dwójka mężczyzn wspomina historię sprzed lat. Może brakuje trochę puenty, ale na pewno nie mrocznego nastroju. Kolejny: “Człowiek za burtą” to wyjątkowo udany tekst. Jeszcze więcej marynistycznych klimatów, jeszcze lepiej skonstruowany element nadnaturalny i znakomity finał. Autor świetnie radzi sobie z budowaniem scen niesamowitości. Mimo iż opowiadania z “Wędrujących duchów” pozornie nie grzeszą oryginalnością, to Crawford wie jak sugerować rzeczy, które podane wprost nie wywołałyby podobnego efektu. W “Człowieku za burtą” znajdziecie chyba jedno z najlepszych użyć motywu zemsty po latach, jakie można trafić w klasycznych opowiadaniach grozy.

“Krew jest życiem” to udany horror wampiryczny, w którym można się dopatrzyć się oczywistych wpływów starszego o 8 lat “Draculi” i najlepszej opowieści wampirycznej, “Carmilli”, która wyprzedzała tekst Crawforda o lat 34. Trudno byłoby uniknąć tych wpływów, zresztą nikt nie ma chyba o nie pretensji, szczególnie że tutaj dostajemy po prostu bardzo udaną, klasyczną historię, podaną tak jak autor lubi, w formie przekazywanej o zmroku historii.

Nie inaczej jest we “Górnej koi”, w której wracamy znów na wielką wodę i znów nurkujemy w opowieści o duchach. Ta jest naprawdę bardzo udana. Fabuła jest bardzo prosta, po prostu narrator dostaje na statku pasażerskim miejsce w kajucie, z którą ewidentnie jest coś nie tak. Załoga darzy to miejsce wyjątkową niechęcią, nie potrafią jednać wyperswadować pasażerowi nocowania w niej, nawet po tym, jak jego współlokator nocą wybiega z niej w przerażeniu i wyskakuje za burtę. Siłą tego tekstu nie jest sama fabuła, Crawford nie buduje szczególnie wyrazistych finałów, nie zajmuje go wyjaśnianie nam opisywanych fenomenów, w zasadzie mam wrażenie, że wielu pisarzy chętnie wzięłoby jego opowiadania za wstęp do głównej historii. Ale to nie ma znaczenia, bo siła tych tekstów tkwi w samych opisach nadnaturalności. A Crawford naprawdę wie jak to robić: dajcie mu legendę o duchu, wampira, cokolwiek, on już sobie z tym poradzi. Nawiedzona lalka? Też zero problemu, ale o tym poniżej.

Dwa ostatnie teksty też najlepiej omówić w parze, bo nieprzypadkowo wydają się stać obok siebie. “U wód raju” i “Duch lalki” nie są klasycznymi opowiadaniami z dreszczykiem, bliżej im raczej do mrocznych baśni. Mam na myśli raczej te Hoffmanna niż Burtona, tak gwoli uściślenia. Mamy w obu elementy horroru, nawet całkiem wyraźne, ale też w obu przypadkach akcent stawiany jest na ostateczne zwycięstwo jasnej strony mocy. Nie będę wchodził w spoilery, ale różnica jest naprawdę znaczna. Nawet jeśli planujecie czytać ten zbiór za jakiś czas (bo nie wierzę, że nie czujecie się zachęceni), to te dwa teksty zaplanujcie sobie na grudzień, to jest idealnie ten klimat, w którym melancholię i strach zwycięża dobro i miłość. Ja to kupuję, mimo iż jeszcze listopad. A porcelanowa lalka z ostatniego tekstu jest przerażająca mimo, iż historia kończy się dobrze.

Obok zbioru Doyle’a i “Pięciu flakoników” Jamesa, to jeden z tych tomów serii, które świetnie mogą trafić do młodszego czytelnika. Opowiadania ozdobione są typową dla młodzieżowych antologii narracją, w której częste są zwroty bezpośrednio do czytelnika. Na bardziej doświadczonych odbiorcach literatury grozy nie będzie to oczywiście robiło wrażenia, a mam wrażenie, że jako nastolatek temu kupiłbym to w stu procentach. Jako czytelnik dojrzalszy muszę po prostu stwierdzić, że to kolejny udany tom Biblioteki grozy. Jeśli wydaje się wam, że to chłodna i mało entuzjastyczna jak na ostatni akapit ocena, to być może nie wiecie jak jest to moim zdaniem ważna i udana seria.

  • Autor: Marion F. Crawford
  • Tytuł oryginalny: Wandering Ghosts
  • Przekład: Beata Długajczyk
  • Wydawca: C&T
  • Data publikacji: 2018-07-31
  • Cena: 27,00
  • Format: s. 200
  • Seria: Biblioteka Grozy
  • Opis z okładki: KAŻDY ZNA „GÓRNĄ KOJĘ” I „WRZESZCZĄCĄ CZASZKĘ”, ALE CZAS POZNAĆ RESZTĘ TEKSTÓW Z KULTOWEGO JUŻ ZBIORU OPOWIEŚCI AMERYKAŃSKIEGO MISTRZA GROZY. Francis Marion Crawford (1854-1909) to amerykański pisarz zaliczany do ścisłej czołówki twórców opowieści niesamowitych. Przede wszystkim jako autor legendarnego opowiadania „Górna koja”, które trafia zwykle do antologii najlepszych utworów grozy. Polskim czytelnikom do tej pory znany był także z drugiej słynnej noweli „Wrzeszcząca czaszka” – zawartej w tomie „Opowieści z dreszczykiem. Noc druga”. Jednak dopiero zbiór „Wędrowne duchy” (wydany pośmiertnie w 1911 roku), gdzie oprócz tych tekstów zamieszczono pięć innych opowiadań grozy, pokazuje w całej pełni mistrzostwo Crawforda w kreowaniu nadnaturalnych klimatów.