Utopce

Katarzyna Puzyńska

Jak tak spojrzeć na opis „Utopców” Puzyńskiej, to nietrudno się nakręcić. Powieść kryminalna, która obiecuje zwodzić czytelnika wątkami nadnaturalnymi, połączenie opowieści niesamowitej z prozą realistyczną. Bomba, chciałoby się rzec, a do tego mamy mocne tło obyczajowe i autorkę, która podobno słynie z kreowania złożonych postaci, bo skończyła psychologię. Niestety, to tylko puste hasła. Ale po kolei.

Zacznijmy od najważniejszego elementu kryminału, czyli zagadki. Tym samym od razu wskażę też to, co w powieści Puzyńskiej zagrało najlepiej. Opowieść o morderstwie ojca i syna, które wstrząsnęło małymi Utopcami w latach osiemdziesiątych, jest może dość prosta, ale w porównaniu do wątku współczesnego dość wciągająca, całkiem znośna w lekturze i, łącznie z zaskakującym finałem, prezentuje się nie najgorzej. Kluczowe są tutaj te słowa: znośna, nie najgorzej, dość wciągająca. Nawet zaskakujące zakończenie jest słodko-gorzkie, bo zwyczajnie niemożliwe do odgadnięcia: Puzyńska nie podrzuca czytelnikowi żadnych tropów, nie daje najmniejszej możliwości, by mógł ubiec detektywów w rozwiązaniu sprawy. Samo w sobie nie byłoby to wielką wadą, jednak ogólnie poczynania policjantów badających sprawę są wyjątkowo nieporadne, a całe śledztwo posuwa się do przodu tylko dzięki temu, że ktoś w jakimś momencie postanawia powiedzieć jedno słówko więcej niż dotychczas. Zazwyczaj w kryminałach dokonuje się to w obliczu przedstawienia takiej osobie nowych dowodów, tutaj jednak nie ma tej zasady. Nuda, w dodatku pamięć bohaterów książki jest niesamowita, a równać się z nią może tylko wiara detektywów w to, że człowiek jest zdolny po trzydziestu latach opowiadać w szczegółach o nieistotnych wydarzeniach. Wierzą na przykład, że pracownicy obwoźnego cyrku są w stanie rozpoznać chłopca, który w czasie jednego z występów kłócił się z inną kobietą. I jeszcze może zapamiętać, o co się kłócili albo opisać szczegółowo wygląd jego towarzyszki, bo takie informacje były im potrzebne.

Za to bardzo podobała mi się ironia, jaką udało się autorce wycisnąć dzięki prowadzeniu dwóch linii czasowych jednocześnie. Czasami mieliśmy w książce momenty, gdy świadek w czasie teraźniejszym wspominał o czymś, czemu zaraz przeczyła scena z lat osiemdziesiątych. Bardzo przyjemny zabieg, podobnie jak ciągłe naprowadzanie czytelnika na inne rozwiązanie zagadki. Jedno i drugie przynajmniej częściowo rehabilituje Puzyńską jako autorkę kryminałów. Dobrze wypada również pojawiające się co jakiś czas przesłuchanie Emilii Strzałkowskiej; realizacja tego dość prostego zabiegu nie porywa, ale wprowadza całkiem przyjemną dawkę suspensu.

Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o psychologicznych aspektach książki. Nie doczekałam się tych pogłębionych portretów, bo postaci z książki są raczej zwyczajne, nieszczególnie się czymś wyróżniają. Powiedziałabym raczej, że Puzyńska odrysowuje je od prostych szablonów: gwiazda cierpiąca z braku rozrywek na wsi, zazdrosny o sukces kolegi lekarz, miejscowa dewotka, odtrącony przez matkę pierworodny syn, uparty Niemiec, który zrobiłby wszystko, żeby odkupić stary dworek. Gdyby postaci te stały się częścią ciekawszej intrygi, może nie zwracałoby się uwagi na ich banalność, niestety są co najwyżej znośne, a nie godne pochwał. Natomiast nazywanie „Utopców” powieścią psychologiczną wyraźnie bierze się tylko stąd, że śledztwo opiera się praktycznie wyłącznie na zeznaniach świadków.
Najbardziej nietypowa i faktycznie kontrowersyjna postać, Klementyna Kopp, doprowadzała mnie do szału. Jej maniera mówienia: „Spoko! Ale!” oraz doklejane do każdego niemal zdania „co?” są nie tylko arcyirytujące, ale też stanowią mizerną próbę uczynienia jej kimś oryginalnym. Jej dialogi z niektórymi postaciami pobocznymi są prowadzone beznadziejnie. Klementyna przerywa rozmówcom, wkurzając nie tylko ich, ale też – a może przede wszystkim – czytelnika. Z kolei to, do czego się dopuściła w trakcie powieści, jest tak słabo uzasadnione, że bardziej nieprawdopodobna była chyba tylko stoicka niemal reakcja otoczenia.

Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać dość rozwlekły sposób pisania Puzyńskiej. Autorka w jednym z wywiadów chwali się, że lubi długie książki, więc sama takie pisze. Niestety szkoda, że sprowadza się to do rozpisywania długich scen i dialogów, które nie są ani zajmujące, ani nie wnoszą nic konkretnego do fabuły. W dodatku wydawca znowu przyoszczędził na redakcji, więc bardziej wyczulonego czytelnika czeka niestety kolejne rozczarowanie (wierzę, że dobry redaktor w mig wybiłby z głowy autorce sposób wypowiadania się Klementyny, a już na pewno poprawiłby powtarzające się często błędy i niezgrabne zdania).

A wracając do tematu krwiożerczego wampira i wątków grozy w powieści, motto zaczerpnięte z „Drakuli” Stokera wydaje się umieszczone na początku książki zupełnie na wyrost, zwłaszcza z punktu widzenia wielbiciela horroru. Puzyńska ogranicza się do rzadkich wtrąceń o „dziwnych wrażeniach” itp., a także do praktycznie jednej dłuższej sceny na cmentarzu. Ma ona jednak ze strachem ma niewiele wspólnego, natomiast wypada bardzo zabawnie, głównie dzięki upartemu wciskaniu wykrzykników na końcu każdego zdania w kwestiach wypowiadanych przez mieszkańców zebranych na cmentarzu. W tym miejscu raz jeszcze Puzyńską zawodzi warsztat.

Nie wspominam miło lektury „Utopców” i nieszczególnie mam ochotę sięgnąć po kolejne powieści Puzyńskiej. Jak na autorkę poczytnych podobno kryminałów, ma zaskakująco nieciekawy styl i sposób budowania śledztwa. Kryminał to wymagający gatunek, a niestety w przypadku tej książki jest za mało ciekawej intrygi czy akcji, a o wiele za dużo paplaniny.

  • Autor: Katarzyna Puzyńska
  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Data publikacji: 2015-11-03
  • Cena: 38 zł
  • Format: okładka miękka; s.600
  • Opis z okładki: W pamięci mieszkańców odciętej od świata wsi Utopce lato tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku pozostanie na zawsze. Wówczas ofiarą krwiożerczego wampira padły dwie osoby. Czy za ich gwałtowną śmiercią naprawdę stoi upiór? Czy może w puszczy pełnej leśnych duchów łatwiej uwierzyć w siły nadprzyrodzone? A może za zabójstwami stoi ktoś z mieszkańców wioski? Po trzydziestu latach wyjaśnieniem zagadki wampira zajmują się Daniel Podgórski i kontrowersyjna Klementyna Kopp. Bez względu na kłopoty w życiu prywatnym śledczy starają się dotrzeć do prawdy. Czy uda im się odkryć mordercę? A może obudzą przyczajonego wampira i nic już nie powstrzyma nadchodzącego zła? "Utopce" to piąty tom sagi o policjantach z Lipowa, która porównywana jest do książek Agathy Christie i powieści szwedzkiej królowej gatunku, Camilli Läckberg. Historie łączą w sobie elementy klasycznego kryminału i powieści obyczajowej z rozbudowanym wątkiem psychologicznym osadzonym w szerokim kontekście społeczno-obyczajowym. Książki Katarzyny Puzyńskiej są cenione za wyjątkowy styl narracji, trzymającą w napięciu fabułę oraz dopracowane portrety psychologiczne bohaterów.