Ulotna dosko­na­łość

Gian­rico Carofiglio

Lekcja pokory

Kiedy przeczytałem pierwszą powieść Gianrico Carofiglio, stwierdziłem, że włoski pisarz napisał tak genialny thriller prawniczy, iż skutecznie przełamał moją nieufność do wszelkich powieści z tego gatunku. Dzisiaj, kiedy jestem już po czwartej części serii z mecenasem Guerrierim, muszę nieco sprostować moją opinię. Owszem, nadal uważam ten cykl za przełom w moim podejściu do takich pisarzy jak Grisham czy Rotenberg, jednak z perspektywy czasu widzę, że popełniłem błąd nazywając utwory Carofiglio thrillerami prawniczymi. Po lekturze Ulotnej doskonałości, jego najnowszego dzieła, jestem skłonny stwierdzić, że Włoch pisze raczej gorzkie utwory obyczajowe ukryte pod płaszczykiem, a raczej togą powieści prawniczej.

Do mecenasa Guerrieriego przychodzi z nietypową prośbą zamożne małżeństwo. Ich córka zaginęła bez śladu kilka miesięcy wcześniej, a prokuratura, z braku poszlak jest coraz bardziej skłonna umorzyć śledztwo. Zrozpaczeni rodzice proszą głównego bohatera, aby ten jeszcze raz przejrzał akta sprawy i znalazł uchybienia w śledztwie, które uniemożliwiłyby odłożenie go do archiwum, a co za tym idzie, podtrzymywałyby nadzieje na odnalezienie Manueli. Guerrieri początkowo niechętnie przyjmuje zlecenie, jednak z biegiem czasu zaczyna się w nie coraz bardziej angażować, by w końcu przeprowadzić prywatne śledztwo, które przynosi coraz więcej niepokojących śladów: okazuje się, że córka jego klientów mogła mieć powiązania z narkotykami.

Tak samo jak w poprzednich częściach cyklu, w Ulotnej doskonałości najmocniejszym punktem jest główny bohater oraz prowadzona przez niego narracja. Protagonista jest osobą niebywale inteligentną, wrażliwą, a przy tym wypełnioną goryczą kryzysu wieku średniego, co objawia się gorzką, ale niezwykle trafną ironią. Guerreri zdaje sobie sprawę ze swoich problemów i stara się od nich dystansować poczuciem humoru, jednak jest to tylko prowizoryczny make up, który nie ukryje bolączek życia. Czytając tę powieść nieustannie przychodziło mi do głowy skojarzenie z genialnym Życie jest piękne Benigniego: co i rusz wybuchałem podczas lektury szczerym i niewymuszonym śmiechem, który jednak tylko potęgował głęboki smutek.

Jeśli chodzi o aspekty prawnicze, to fani gatunku znajdą tam wszystko, co uwielbiają: opisy pracy adwokata, przepyszne ciekawostki pokazujące, w jaki sposób interpretacja prawa może ocierać się absurd, zapach sal sądowych czy realistycznie ukazane środowisko instytucji stojących na straży prawa: bez fałszywego wybielania, ale pozbawione również zbędnego demonizowania. Nieco gorzej jest w przypadku wątku kryminalnego: od samego niemal początku wiedziałem, kto jest zamieszany w zaginięcie Manueli. W normalnych okolicznościach tryumfowałbym i czuł swoją wyższość nad autorem, jednak tutaj było inaczej. Po pierwsze, jak wspomniałem, nie traktuję tej serii jako powieści akcji, ale jako utwory obyczajowe. Po drugie, Carofiglio dał mi niemałą lekcję pokory.

Rzadko mi się zdarza, bym podczas lektury czuł, że obcuję z kimś pełnym mądrości życiowej, którą zdobywa się (oczywiście nie zawsze) dopiero w pewnym wieku. Czułem się za młody tę książkę: nie ze względu na sceny przemocy czy erotyki, bo tego tam brak, ale ze względu na świadomość, że tak naprawdę nie pojmę tego, co jest tam opisane. Jeszcze nie teraz.

Oczywiście, na poziomie logicznym rozumiem wszystkie motywacje psychologiczne głównego bohatera, jego przemyślenia, rozterki. Brakuje jednak zrozumienia na poziomie emocjonalnym. To onieśmiela. Jest to jednak ten potrzebny rodzaj nieśmiałości, związany nie z poczuciem wstydu czy wrażenia, że jesteśmy jacyś gorsi, ale wynikający z szacunku i podziwu dla osoby, z którą obcujemy. Nie lubię patosu, ale w tej książce naprawdę można znaleźć esencję mądrości życiowej, która, wydawałoby się, jest oczywista, ale uświadamiamy ją sobie dopiero wtedy, kiedy ktoś inny nam ją przekaże.

Ulotna doskonałość jest powieścią, którą się smakuje. Dominuje tam posmak goryczy, którego się nie pozbędziemy nawet mimo spokoju i dystansu, z jakimi mecenas Guerreri opisuje nam swoją historię. Ta książka będzie jeszcze długo we mnie siedzieć i bez wahania uważam ją – mimo przewidywalnego wątku kryminalnego – za wzór doskonałości. Bynajmniej nie ulotnej, ponieważ w przypadku tego utworu ona trwa i trwa: dokładnie przez trzysta dwie strony. A jeżeli włoski pisarz planuje kolejne części cyklu, to zaryzykuję stwierdzenie, że będziemy mieli okazję jeszcze nieraz obcować z trwałymi doskonałościami, jakimi są jego powieści.

  • Autor: Gian­rico Carofiglio
  • Tytuł oryginalny: Le perfezioni provvisorie
  • Przekład: Joanna Wachowiak-Finlaison
  • Wydawca: W.A.B.
  • Data publikacji: wrzesień 2012
  • Cena: 34,90
  • Format: s. 304
  • Opis z okładki:

    Mecenas Guido Guerrieri, samotnik, intelektualista i erudyta, a przede wszystkim specjalista od spraw karnych, otrzymuje kolejną delikatną sprawę do rozwiązania. Do jego kancelarii zgłaszają się zamożni państwo Ferraro. Pół roku wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła ich córka, Manuela. Wszystkie tropy prowadzą donikąd, a jedynym ewentualnym podejrzanym jest jej były chłopak, który ma mocne alibi. Z braku poszlak policja umorzyła śledztwo.
    Rodzice dziewczyny nie chcą jednak rezygnować. Czy mecenas Guerrieri zdoła rozwikłać zagadkę i znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się z Manuelą? To było porwanie? Gwałt i morderstwo? A może ucieczka z domu?

    Pełen ironii, melancholii i cierpkiego humoru kryminał, w którym miłośnik przystojnego mecenasa odnajdzie zarówno kryminalną intrygę, jak i życiowe rozważania głównego bohatera. Carofiglio stworzył kolejną wciągającą historię, w której niuanse włoskiego prawa przeplatają się z trzymającymi w napięciu zagadkami.