Straceni

Jack Ketchum

Myślę, iż nie będzie przekłamaniem stwierdzenie, że spośród cenionych na świecie, a co za tym idzie czołowych twórców literackiej grozy, Jack Ketchum został odkryty w Polsce najpóźniej. Za przykład wystarczy podać tak znanych pisarzy w obrębie tego gatunku jak Stephen King, Dean Koontz czy Graham Masterton, których prozą możemy zaczytywać się już od dwóch dekad, gdy tymczasem równy im pokoleniowo Ketchum u nas zaistniał dopiero przed dwoma laty za sprawą słupskiego wydawnictwa „Papierowy Księżyc”. I choć ów pisarz ze swoimi kilkunastoma utworami na koncie nie jest tak płodny literacko jak wymienieni powyżej, to jednak ma szerokie grono fanów nie tylko za granicą, ale i w naszym kraju.

Dotychczas na polskim rynku ukazały się jego trzy powieści – osławiona „Dziewczyna z sąsiedztwa” oraz „Poza sezonem” i „Straceni” – a kolejna „Jedyne dziecko”, ku uciesze sympatyków pisarza, ma się wkrótce pojawić w księgarniach.

Prozę tego autora wyróżnia przede wszystkim bezkompromisowość fabuły, potęgowanie nastroju grozy i obnażanie ludzkiego zła. Ketchum słynie z kontrowersyjnych, nie tyle mocnych, co wręcz brutalnych opisów, a karty jego książek ociekają okrucieństwem z którym mogą zmierzyć się jedynie czytelnicy o stalowych nerwach. Nie inaczej rzecz się ma w przypadku przeczytanych przeze mnie ostatnio „Straconych”, dramatycznej historii opowiadającej o grupie amerykańskich nastolatków.

Senne i spokojne wydawać by się mogło miasteczko skrywa w sobie tragiczną historię sprzed kilku lat, która kładzie się cieniem na życiu mieszkańców okolicy. Brutalne zabójstwa dwóch dziewcząt i podejrzany o nie zwyrodnialec, nigdy nie skazany za swój bestialski wyczyn otwierają cały łańcuch ponurych wydarzeń w „Straconych”. Poznajemy środowisko miejscowej młodzieży uwikłanej w osobiste dramaty, igrającej zarówno z prawem jak i ze swoim życiem. Autor wprowadza nas w świat ludzi rozpustnych i wyuzdanych, chętnie zatracających się w świecie seksu i narkotyków, a czyni to nad wyraz obrazowo, posługując się prostym, potocznym językiem dla pełniejszego ukazania problemu dorastających nastolatków. Niemal na każdej stronie „Straconych” Ketchum gloryfikuje dosadne wulgaryzmy, a nierzadko też odwołuje się do lubieżnych scen łóżkowych, co czyni tę książkę najbardziej sprośną powieścią grozy, jaką czytałem. Dzięki takiej ekspresji słowa i obrazu, wzbogaconej o brutalne sceny zbrodni Jack Ketchum zyskał sobie miano twórcy kontrowersyjnego, nie owijającego w bawełnę swoich opowieści, gdzie wizytówką jest brak hamulców dla cenzury i słodkiego zamydlania oczu. Czytając książkę tego pisarza nurzamy się w złych emocjach bohaterów, jednocześnie poddających w wątpliwość takie uczucia jak przyjaźń, wierność czy miłość. Podejrzliwość i wrogość, a w rezultacie nienawiść grają pierwsze skrzypce w tym utworze zmuszającym do refleksji nad ciemną stroną natury człowieka i drzemiącym w nim okrucieństwem. Ketchum budzi więc skrajny niepokój bez odwoływania się do elementów fantastyki, widziadeł i demonów z zaświatów. Owszem, znajdziemy u tego pisarza monstrualne potwory, ale ku naszemu przerażeniu okazują się nimi być ludzie z krwi i kości! Wymowna groza w tak realistycznym ujęciu sprawia, iż ciarki przechodzą nam po plecach, a umysł próbuje jednocześnie bronić się przed tak olbrzymim ładunkiem zła.

„Straceni” istotnie są powieścią o konstrukcji tykającej bomby, która wraz z kolejnymi rozdziałami odmierza czas do nieuchronnego, dramatycznego finału. Po mocnym, wgniatającym w fotel prologu, dostajemy do rąk nieco łagodniejszą lekturę usypiającą naszą czujność. Posępny i pozbawiony cenzury dramat społeczny, jakim są w znacznym stopniu „Straceni” ukazuje nam na pozór banalne problemy młodych ludzi, ale oczywiście to tylko otoczka tego, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Wśród tych zakompleksionych, często niezrozumianych jednostek mości sobie miejsce charyzmatyczny człowiek bez skrupułów, odurzony narkotykami i nabuzowany żądzą wyuzdanego seksu, pozbawiony empatii zwyrodnialec, który pod wpływem kaprysu potrafi zamienić ludzkie życie w piekło. Sprowokowanego odmowną postawą silnych charakterów szaleńca, nic nie jest w stanie powstrzymać przed krwawą wendetą… i na tym wątku skupia się Jack Ketchum na kilkudziesięciu ostatnich stronach swojej powieści. Niniejsze sceny czytałem ze zduszonym okrzykiem zgrozy, zniewolony zarówno przez pisarza jak i samego oprawcę w ich brutalnym, koszmarnym świecie. Autor obnaża głębię ludzkiej nienawiści, wskazując przy tym, iż tak naprawdę banalny powód może doprowadzić do wielkiej, trudnej do ogarnięcia zmysłami tragedii. Finalne strony „Straconych” serwują prawdziwy festiwal makabry, zbywając szczęśliwe zakończenia w otchłań rozpaczy i beznadziei. Nic więc dziwnego, iż sam Stephen King wskazuje Jacka Ketchuma na najbardziej przerażającego faceta w Ameryce.

Po lekturze tej powieści, pomimo jej mocnej i drastycznej wymowy mam wielką ochotę sięgnąć po kolejne utwory Ketchuma. Przyznam, że udało mu się mnie zaszokować i wciągnąć do swego przerażającego świata. Żywię tylko nadzieję, że będę dał radę wyrwać się z niego w odpowiednim momencie…

  • Autor: Jack Ketchum
  • Wydawca: Papierowy Księżyc
  • Data publikacji: 2010-07-15
  • Cena: 31,90
  • Opis z okładki:
    Być może, gdyby Jennifer i Tim wiedzieli, że kilka piw i dobry skręt nie wystarczą ich kumplowi, by w pełni cieszyć się latem, nigdy nie pojechaliby na kemping nad zbiornikiem Turnera. Ray Pye śmiertelnie poważnie traktuje wszystko, co robi. Nawet zabawę…
    Cztery kule dla brunetki. Ramię, twarz, szyja, oko.
    Dwie dla rudej.
    Nigdy nie został skazany.
    Cztery lata później detektywa Schillinga nadal prześladują wspomnienia ofiar. I nie ma zamiaru spocząć, póki ich zabójca nadal żyje. Jennifer i Tim myślą, że najgorsze mają już za sobą.
    Nawet nie wiedzą, jak bardzo się mylą.
    Ray Pay jest mistrzem ceremonii. Zabawa dopiero się zaczyna…