Ślepa Bogini

Anne Holt

Przeczytałam w swoim życiu już tyle kryminałów i thrillerów, że czasami trudno mi oprzeć się wrażeniu, iż głębsze zainteresowanie mnie czymkolwiek w tym gatunku jest niewykonalne. „Ślepa bogini” ze swoimi dwoma marniutkim morderstwami i jakąś aferą narkotykową w tle nie napawała szczególnym entuzjazmem. Główni bohaterowie – śledczy i prokuratorzy (w Norwegii do pewnego szczebla policjant jest jednocześnie prokuratorem) z Oslo – nie stanowili też dodatkowego wabika, bo lesbijski związek Hanne Wilhelmsen jest tak nudnie ustabilizowany, że nie może się równać z chociażby psychiatrą-impotentem z książek szkockiej pisarki Val McDermid, a partneruje jej tak samo nużąco grzeczny Hakan – kawaler bez nałogów. Oboje pracują nad sprawą martwego narkomana, która wkrótce zatacza znacznie szersze kręgi, obejmując swoim zasięgiem najbardziej znane nazwiska z adwokackiego światka. 

I wiecie co? Uwielbiam tych śledczych. Właśnie za ten brak nachalności, normalność i zdrowe podejście do życia i pracy. Za to, że nie są kolejnymi rozwodnikami topiącymi smutki w wieczornej brandy, których pełno szlaja się po innych kryminałach i thrillerach, roztaczając wszędzie woń nieświeżych ubrań i dymu papierosowego. Anne Holt nie próbuje na siłę tworzyć ani fajnych, rzucających dowcipami lekkoduchów, ani nieprzyjemnych typów w rodzaju choćby Erlendura z powieści Indridasona. Nawet jej kryminaliści nigdy nie są źli do szpiku kości, a jednego nawet czytelnikowi może się zrobić żal. Poza tym autentycznie rozbroiła mnie postać dziennikarza Fredricka, który był jednocześnie tak cwany, wkurzający, niezdarny i bezczelny, że wręcz nie da się go nie lubić. „Ślepa bogini” pod tym względem jest zaskakująco realistyczna – teoretycznie nie powinno to dziwić, skoro sama Anne Holt była dziennikarką, młodszym prokuratorem, adwokatem, a nawet ministrem sprawiedliwości, ale często nawet pisarze z tak dużym doświadczeniem próbują tę rzeczywistość podkolorować. 

Tymczasem Anne Holt postawiła na rzemiosło – od początku do końca wątek kryminalny „Ślepej bogini” jest prowadzony znakomicie, a podrzucane czytelnikowi kolejne kąski rozplanowane tak, że ciężko się od lektury oderwać. Pozornie nie ma w tej powieści żadnych fajerwerków, a nawet dość dramatyczny finał nie stanowi niczego, z czym wyrobiony wielbiciel kryminałów nie spotkałby się w tej czy innej książce, a jednak całość jest tak dobrze zgrana, że mam ochotę napisać do Anne Holt i szczerze pogratulować za kawał świetnej roboty. Nawet mimo kilku zastanawiających zbiegów okoliczności, których nie udało się jej uniknąć. 

Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż niepozorny thriller, który okazuje się doskonałą lekturą. Czytanie „Ślepej bogini” sprawiło mi znacznie więcej frajdy niż się tego spodziewałam. Gdy zaczynałam czytać, nie miałam zielonego pojęcia, że po przewróceniu ostatniej strony od razu będę miała ogromną ochotę znowu podopingować Hanne i Hakanowi w ich zmaganiach z norweską przestępczością. Nie pozostaje mi nic innego jak wypatrywać kolejnych książek Anne Holt w zapowiedziach. 

  • Autor: Anne Holt
  • Tytuł oryginalny: Blind Gudinne
  • Przekład: Iwona Zimnicka
  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Data publikacji: 2011-01-25
  • Cena: 35 zł
  • Format: 336 s.
  • Opis z okładki:
    W Oslo, nad rzeką Aker, policja znajduje martwego narkomana z raną postrzałową. Jego śmierć nie trafia na nagłówki gazet. Dopiero gdy kilka dni później adwokat ofiary zostaje zamordowany we własnym mieszkaniu, sprawa wzbudza większe zainteresowanie. Powoli zaczyna wyłaniać się obraz brutalnej mafii narkotykowej, której rozpracowanie prowadzi do odkrycia mrocznych sił działających w społeczeństwie.
    „Ślepa Bogini” to pierwszy tom cyklu o Hanne Wilhelmsen, śledczej z Komendy Okręgowej Policji w Oslo, „obdarzonej intuicją, jaką posiada tylko jeden na stu policjantów”.