Rzeka szaleństwa

Marek P. Wiśniewski

„Rzeka szaleństwa” to debiut Marka P. Wiśniewskiego, niemal 40-letniego historyka. Na początek chciałbym przyznać, że jestem poniekąd uprzedzony do późnych debiutów książkowych, gdyż często zdarza mi się zakładać, że książce zabraknie werwy, rozmachu, wyobraźni, odwagi, niecodziennych pomysłów i świeżości charakterystycznej dla młodych umysłów, a ich miejsce zajmie chłodne wyrachowanie, skrupulatność i powściągliwość. I choć recenzowana powieść Wiśniewskiego, wydana pod egidą wydawnictwa Sol, również nie powala błyskotliwością pomysłów, to jednak nie można jej odmówić pewnych ciekawych cech i obecności powiązanych w oryginalny sposób elementów.

Jest to opowieść o Michale Marlowskim, którego Mariusz Kurtz, właściciel firmy spedycyjnej, wynajmuje do przewiezienia barką wzdłuż Warty pewnego tajemniczego ładunku pod Sieradz. Nazwiska i sama fabuła przywodzą na myśl „Jądro ciemności” Conrada i faktycznie można znaleźć sporo elementów wspólnych. Marlowskiego czeka po drodze wiele tajemniczych zdarzeń, których kulminacją jest dłuższy pobyt w pewnym pałacu, ale więcej zdradzać nie będę. Dodam tylko, że dziwi mnie nazywanie tej powieści „powieścią rzeki”, gdyż sama żegluga zajmuje odrobinę mniej niż jedną trzecią książki, a poza tym odgrywa ona co najwyżej rolę pewnego preludium do właściwych wydarzeń.

Kluczowa idea, sam rdzeń fabuły wychodzi na jaw dopiero na ostatnich stronach powieści. Przyznam, że pomysł jest ciekawy i pozwala zaklasyfikować „Rzekę szaleństwa” jako thriller psychologiczny, mimo iż przez całą akcję książki odnosi się wrażenie, że lada moment pojawi się coś stricte fantastycznego, co zburzy wyjątkowo realistyczne podłoże całej historii. Bo trzeba przyznać, że fabuła wiernie naśladuje otaczający nas świat. Styl wypowiedzi bohaterów nie posiada literackiej ogłady i jest wyraźnie charakteryzowany na mowę potoczną, język narracji również nie jest zbytnio upiększany, a do tego wszystkiego dochodzi realistyczne tło współczesnej Polski. Dostajemy zwięzły i wierny obraz rzeczywistości, w której postacie są nieszablonowe. I właśnie dlatego tym bardziej dziwi mnie, że rozwiązanie oraz uzasadnienie wszystkich tajemniczych wydarzeń powieści jest tak mało wiarygodne i nadmiernie zagmatwane. Myślę, że niepotrzebne przekombinowanie to główna wada „Rzeki szaleństwa”. Mało przekonujące wyjaśnienia niezwykłych zdarzeń po prostu nie współgrają z atrybutami powieści realistycznej.

Jeśli już jestem przy wadach, to chciałbym zwrócić uwagę warstwę tekstową: miejscami w książce pojawiają się dziwne usterki typograficzne. Prócz tego czasem ciężko zorientować się, kto mówi w dialogach — autor gdzieniegdzie nie wyróżnił, kto zabiera głos, mimo że nie zawsze można to wywnioskować z kontekstu.

Poza tym trudno mówić o jakichś poważniejszych błędach. Powieść jest — jak już ktoś wcześniej stwierdził — zgrabnie napisana, trzyma w niepewności (można wręcz powiedzieć, że w zdezorientowaniu) do samego końca, stara się być oryginalna, całkiem dobrze buduje napięcie… Aczkolwiek jak dla mnie nurt „Rzeki szaleństwa” nie był na tyle silny, by książka mnie porwała, ot — kolejny niezły thriller, któremu jednak brakuje sporo do znakomitości. Mimo to Marek P. Wiśniewski, jak na debiutanta, stworzył całkiem obiecujące dzieło, które może być dobrym wstępem do jego dalszej kariery literackiej.

  • Autor: Marek P. Wiśniewski
  • Wydawca: SOL
  • Data publikacji: 12 sierpnia 2010
  • Cena: 34 zł
  • Format: 336 s.
  • Opis z okładki:
    Michał Marlowski – współczesny człowiek-nikt, jako pracownik firmy spedycyjnej bierze udział w nietypowym dla siebie przedsięwzięciu – przetransportowaniu barką ze Szczecina do Sieradza kilkudziesięciometrowej, bazaltowej rzeźby. Podczas rejsu dochodzi do serii dziwnych zdarzeń, sensu których Marlowski nie potrafi zrozumieć.
    Odbiorcą ładunku okazuje się niezwykła kobieta; przedziwna Kirke, niszcząca ludzi, jednocześnie wydobywająca ich z osobistych piekieł.
    To powieść o psychomanipulacji, która jednocześnie leczy, i jednocześnie patroszy ludzi, zmieniając ich w uzależnione od „Pani” roboty. To historia romansu kobiety i młodszego od niej mężczyzny; miłości i poszukiwania swego miejsca w świecie. To w końcu opowieść o kobiecie, która chciała zmienić świat, choćby za wszelką cenę.