Profanacja

S. J. Parris

Powieści kryminalne są moim ulubionym literackim daniem, o tyle niezawodnym, że zawsze oferującym zagadkę, odkrywanie tajemnic bohaterów, a przede wszystkim ujawniającym kunszt pisarski i precyzję autora, który wszak musiał wymyślić i drobiazgowo rozplanować intrygę oraz przebieg zdarzeń. Mimo że wielu czytelnikom nie wydaje się wcale skomplikowaną pracą, w rzeczywistości stworzenie oryginalnej i interesującej realizacji literackiej nie jest wcale zadaniem banalnym. Tu nie tylko trzeba pisarskiego talentu, lecz również uporządkowanego umysłu, który z – nomen omen – morderczą logiką zaplanuje kolejne sceny, tropy, oczywiście także trupy, jak również w sposób zadowalający ukaże portrety psychologiczne i motywacje bohaterów. Wszystko jest żmudnym, wymagającym procesem, o czym można przekonać się śledząc z uwagą fabułę jakiejkolwiek  (nawet jedynie w miarę dobrze napisanej) powieści z tego gatunku.

Wyraźnie widać tę prawidłowość także na przykładzie Profanacji autorstwa  S.J. Parris (właśc. Stephanie Merrit). Książka ta stanowi trzecią z czterech dotychczas wydanych powieści kryminalno-historycznych, w których w rolę detektywa „wciela się” Giordano Bruno.  Nie przepadam wprawdzie ani za tym okresem w dziejach, ani za ideą reinterpretacji biografii znanych postaci (choć faktycznie zdarzają się utwory, w których mi to nie przeszkadza : vide choćby Klub Dantego Matthew Pearla. Sądzę jednak, że moją uwagę przykuły w tym wypadku raczej znakomite opisy metod popełniania zbrodni oraz cudowny wprost klimat intelektualny XIX-wiecznego Bostonu niż Longfellow, ale co tam!), jednak Parris uczyniła ze spodziewanej przeze mnie quasi-dydaktycznej tortury prawdziwie niezwykłą podróż w czasy elżbietańskie. Bo nie idzie tu zupełnie o osobę protagonisty – którym mógłby być każdy inny osobnik znający filozofię, zainteresowany okultyzmem czy mnemotechnikami – ale o klimat tamtej epoki, tło historyczne, autentyfikujące zresztą motywację badanej zbrodni. Parris z dużym wdziękiem nakreśliła ówczesne nastroje polityczne, jak i przepyszną scenerię, którą staje się architektonicznie przecież zjawiskowe Canterbury.

Wysmakowana, ze swadą kreślona intryga wiedzie głównego bohatera właśnie w te rejony; Bruno jedzie tam na prośbę Sophii, kobiety, którą darzył (i wciąż darzy) uczuciem, a która została oskarżona o zabójstwo męża. Ten ostatni okazuje się zresztą takim arcy-draniem, że czytelnik nie uroni nad nim ani jednej łzy, bo łotr dostał to, na co w pełni zasłużył. Ta mroczna opowieść o okrutnym małżonku dręczącym niewiasty, nieco przypominająca w klimacie romanse gotyckie, na szczęście rozmywa się w natłoku innych informacji, jednak nadal pozostaje prawie najsłabszym elementem utworu. Prawie, bo wątek dotyczący relacji między Sophią a Giordanem jest raczej naiwny i mocno kiczowaty.

Tym, co jednak nie zawodzi, jest korowód barwnych, intrygujących postaci, z których każda ma do opowiedzenia własną, niekiedy tragiczną, niekiedy ponurą historię. Wszystkie szczegóły dopracowała Parris z ogromnym wyczuciem i dbałością, niekiedy tylko uwspółcześniając reakcje czy determinanty. Szczególnie udany jest wątek kryminalny, który do samego końca pozostaje emocjonujący, a jego finał nikogo raczej nie rozczaruje.

Sam główny bohater – w przeciwieństwie do tych drugo- trzecioplanowych – nie wydaje się jakoś wyjątkowo interesujący. Raczej bezbarwny, niekiedy przegadany, czasem też niepotrzebnie ckliwy i jakby odrobinę… Czy ja wiem… Niewyraźny… Autorce chyba zabrakło weny na stworzenie mocno nakreślonego portretu bohatera, a szkoda, ponieważ samo wrzucenie postaci znanej z historii nie wystarczy, aby stworzyć zeń protagonistę z krwi i kości. Trzeba tu nie tylko wiedzy o tym, kim Giordano był i czym się zajmował, trzeba tu jeszcze wykoncypować osobowość, psychikę, nadać dynamiki działaniom i motywacjom. Bruno jest w powieści Parris po prostu nazwiskiem, nie osobą, co sprawia, że czytelnik zadaje sobie pytanie, czy nie wystarczyłoby samo Canterbury, które w powieści nieuniknienie staje się jednym z ważniejszych bohaterów. W przeciwieństwie do filozofa, który wcale nie musiałby nazywać się Bruno i być eks-dominikaninem (co autorka powtarza przynajmniej raz na 30 stron. Z ponad 450).

  • Autor: S. J. Parris
  • Tytuł oryginalny: Sacrilege
  • Przekład: Magdalena Słysz
  • Wydawca: Albatros
  • Data publikacji: luty 2015
  • Format: s. 464; okładka miękka
  • Opis z okładki:
    W pogoni za władzą nic nie jest święte.
    Fascynująca panorama Londynu z czasów Williama Szekspira, świat pełen intryg, zdrajców i tajemnic. Błyskotliwe dialogi i żywy obraz elżbietańskiej Anglii.
    Profanacja zachwyci fanów twórczości C.J. Sansoma oraz powieści Umberta Eco „Imię róży”. To trzeci thriller historyczny z serii z Giordanem Brunem – heretykiem, filozofem i detektywem – w roli głównej.
    Miłość wciąga niepokornego filozofa w niezłe tarapaty. Gdyby nie Sophia Underhill, Giordano Bruno nie opuściłby Londynu, aby ścigać tajemniczego mordercę. Nie zostałby też oskarżony o zabójstwo aptekarza doskonale orientującego się w recepturach trucizn. I nie znalazłby się w centrum politycznego spisku mającego na celu obalenie królowej Elżbiety I. Wypadki rozwijają się w błyskawicznym tempie, a Bruno nie zawsze umie zachować do nich filozoficzny dystans. Ale nieustannie włada ostrzem piekielnie inteligentnego dowcipu.