Prawnik z Lincolna

Michael Connelly

„Prawnik z Lincolna” jest moim czwartym spotkaniem z prozą Michaela Connelly’ego. Poprzednie trzy powieści, jakie miałem okazję przeczytać, były kryminalnymi historiami z detektywem Harry’m Boschem w roli głównej – kultową już postacią w twórczości rzeczonego pisarza. Tym razem autor uraczył mnie pierwszym w swoim dorobku literackim thrillerem prawniczym, choć wspomnieć należy, że książka ta już wcześniej była dostępna na polskim rynku. Ukazała się przed pięcioma laty nakładem wydawnictwa „Prószyński i s-ka” pod tytułem „Adwokat”, obecna zaś edycja „Albatrosa” przywraca niniejszemu utworowi tytuł zgodny z oryginalnie brzmiącym „The Lincoln Lawyer”.

Biorąc tę powieść do ręki zastanawiałem się, jakie wywrze na mnie wrażenie w kontekście moich wcześniejszych przygód z twórczością Connelly’ego, szczególnie, że śledztwa Harry’ego Boscha pozostawiły w mej pamięci bardzo pozytywne wrażenie. Jak się wkrótce okazało, moje obawy co do „Prawnika z Lincolna” zaczęły rozwiewać się z każdą kolejną stroną niniejszej książki. Co więcej, zarówno tytułowy bohater – adwokat Michael Haller, jak i cała prawnicza struktura utworu zaciekawiły mnie bardziej niż wcześniej przeczytane powieści Connelly’ego. Ta nowatorska bądź co bądź konwencja fabularna nadała jego prozie swoistego powiewu świeżości, dzięki czemu autor swobodnie może konkurować nie tylko z asami literackiego kryminału, ale i z samym Johnem Grishamem – światowej sławy specjalistą od thrillera prawniczego. Warto przy tym dodać, iż Connelly „Prawnikiem z Lincolna” zyskał sobie niemałe uznanie wśród krytyki, czego dowodem są nominacja jego powieści w 2006 roku do „British Book Award” oraz do prestiżowej nagrody Edgara Allana Poe w kategorii Najlepsza Powieść Kryminalna Roku.

Ów utwór, choć pozbawiony scen strzelanin, pościgów oraz maniakalnych seryjnych morderców, dostarcza czytelnikowi nie mniej wrażeń i  emocji, jak nastawiona na akcję, sensacyjna powieść z suspensem. Autor po prostu w miejsce dynamicznych fajerwerków zaprasza nas na salę rozpraw, gdzie towarzyszyć nam będzie szereg prawniczych potyczek na linii oskarżenie-obrona. Michael Connelly niesamowicie klarownie łączy dramat sądowy z literaturą kryminalną, dzięki czemu „Prawnika z Lincolna” czyta się z niekłamaną satysfakcją. Ogromnym atutem prozy tego pisarza jest dbałość o realizm przedstawionej przezeń historii; książka ta pozbawiona jest przedziwnych zbiegów okoliczności, jakie nierzadko możemy wyłapać w wielu powieściach sensacyjnych. Tutaj echo autentyzmu jest tak wielkie, jakby miało się wrażenie uczestniczenia w prawdziwych zdarzeniach, a nie chłonięcia ich z kart literackiej fikcji! Opowieść amerykańskiego pisarza jest dzięki temu niezwykle przejmująca oraz pełna dramaturgii fabularnej. Niemały wpływ na to ma wzrost poziomu napięcia w miarę odkrywania kolejnych matactw i tajemnic, jakie skrywają w sobie poszczególni bohaterowie książki.

Trudno w tym utworze doszukiwać się krystalicznie czystych postaci; w świecie prawniczych afer i skandali biel zlewa się z czernią, tworząc komponent ponurej szarości. Tutaj oczekujący na proces zbrodniarz, świadom swego karygodnego występku, dzięki sprawnej i przebiegłej grze mecenasa może odzyskać wolność, a człowiek niewinny zarzucanych mu czynów stać się kozłem ofiarnym prawniczej machiny i ugiąć się pod naciskiem oskarżeń prokuratora. Sala rozpraw przypomina więc wielkie pole walki, na którym toczone są nieustannie bitwy adwokatów z prokuratorami nie szczędzącymi sobie nawzajem kąśliwych i sarkastycznych uwag.

W wirze tych zmagań znajdzie się miejsce dla tytułowego bohatera, adwokata Micka Hallera. Jest to postać wielce kontrowersyjna, która zwraca na siebie uwagę nie tylko poprzez fakt posiadania kancelarii adwokackiej w luksusowym aucie marki Lincoln, ale także za sprawą podejmowanych przezeń spraw i obrony osób pochodzących z półświatka czy też marginesu społecznego. Jego klientelę stanowią najczęściej handlarze narkotyków, naciągacze systemu oraz narkomanii, raz po raz będący z prawem na bakier. Dla Hallera takie środowisko to chleb powszedni – najważniejsze, aby broniąc je przed stawianymi im zarzutami, czerpać jak największy profit finansowy. Istota ich niewinności to dlań kwestia drugorzędna, najważniejszą rolą adwokata Connelly’ego jest neutralizacja dowodów obciążających jego klientów. W tej profesji Haller jest po prostu mistrzem nie mającym sobie równych, gdyż powołując się na wszelkie możliwe kruczki prawne, jest w stanie przesunąć szalę przegranej, wydawać by się mogło, sprawy na swoją korzyść. Prawnik z Lincolna działa na sali rozpraw niczym chytry lis, bezczelnie doszukując się jakichkolwiek uchybień w postępowaniu prokuratury, zawsze argumentuje zachowanie swoich klientów tak, aby oczyścić ich z zarzutów jeszcze przed rozpoczęciem procesu, a nawet w trakcie rozprawy zdobyć uznanie ławy przysięgłych, a w efekcie usłyszeć od sędziego uniewinniający bądź łagodzący wyrok.

Można więc powiedzieć, że Mick Haller jakiego poznajemy na początku „Prawnika z Lincolna”, to postać, do której ciężko zapałać entuzjazmem z etycznego punktu widzenia. Jawi się nam jako pyszałkowaty arogant; cwaniaczek, dla którego mechanizmy prawa istotne są tylko po to, by nagiąć je dla wygrania sprawy i zdobycia pokaźnego honorarium od klienta, jakiego w danym momencie reprezentuje. Tak postępujący adwokat jest przy tym prawdziwą zmorą dla organów prokuratury Los Angeles, gdzie na dźwięk jego nazwiska prawnicy reagują z niesmakiem i pogardą.

W momencie, gdy zaczynamy lekturę utworu, Haller kolejny raz wykopie topór wojenny przeciw przedstawicielom oskarżenia, podejmując się obrony nowobogackiego playboya Louisa Rouleta, zatrzymanego pod zarzutem brutalnego pobicia i próby zabójstwa kobiety do towarzystwa. Jakkolwiek sprawa wydaje się być kontrowersyjna z punktu widzenia zajęcia zarobkowego ofiary, o tyle jej zmasakrowana twarz nie pozostawia złudzeń co do autentyczności zdarzeń, w jakich niefortunnie dane było jej uczestniczyć. Haller, choć świadom fali krytyki, jest zdecydowany bronić tajemniczo zachowującego się Rouleta z jednego głównego powodu – ów klient sam w sobie wart jest znacznie więcej, niż jego poprzednicy razem wzięci. Dla mecenasa jest to wymarzona okazja, aby zdobyć fundusze na spłatę kosztownego domu, kupionego pod hipotekę. Jednak ta radość już wkrótce ma się okazać złudna, ponieważ biorąc oskarżonego w obronę, Mick Haller stanie się prawdziwym adwokatem diabła, wystawiając na ogromne ryzyko nie tylko swoją karierę, ale i całe życie oraz bezpieczeństwo najbliższych.

Dodam w tym miejscu, iż liczyłem na to, że takie wprowadzenie w akcję utworu zagwarantuje mi wielkie emocje w trakcie czytania i nie pomyliłem się. Lektura „Prawnika z Lincolna” to czysta przyjemność w brudnym świecie walki o trudną do zweryfikowania prawdę. Powieści nie brakuje zagadkowości i napięcia, a jakby tego było mało, Michael Connelly dorzuca czytelnikowi wyścig z czasem i uwikłanego weń bezdusznego, wydawać by się mogło, adwokata. Cóż jeszcze mogę dodać, jeśli nie to, iż mamy do czynienia ze świetnym dziełem z arcyciekawą sylwetką prawnika, którego popularność na pewno szybko nie osłabnie – wszak na ekranach kin zagościła w tym roku filmowa adaptacja z Matthew McConaugheyem w roli głównej. Pozostał mi więc film, ale Wam polecam przede wszystkim książkę; sięgnijcie po nią i rozkoszujcie się tak jak i ja, każdą chwilą spędzoną z Mickiem Hallerem.

  • Autor: Michael Connelly
  • Tytuł oryginalny: The Lincoln Lawyer
  • Przekład: Łukasz Praski
  • Wydawca: Albatros
  • Data publikacji: 13 maja 2011
  • Cena: 33,90
  • Format: 448 s.
  • Opis z okładki:

    Mickey Haller nie należy do adwokackiej elity Los Angeles. Jego biuro mieści się na tylnym siedzeniu lincolna (jednego z czterech), którym jeździ od sądu do sądu, by bronić kolejnych szemranych klientów: dilerów narkotykowych, pijanych kierowców i recydywistów. W systemie sprawiedliwości Mickeya kwestie winy i niewinności schodzą na dalszy plan; liczą się jedynie skuteczne negocjacje i manipulacje. Nieoczekiwanie trafia mu się zlecenie, o jakim marzy każdy prawnik: obrona zamożnego playboya z Beverly Hills, oskarżonego o pobicie i gwałt. Początkowo sprawa wygląda na banalnie prostą. Gdy jednak Haller zagłębia się w zagmatwaną przeszłość oskarżonego, na jaw wychodzą niepokojące fakty. Mickey zaczyna zdawać sobie sprawę, iż staje oko w oko ze złem w najczystszej postaci. On i jego bliscy znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie...