Pan Lodowego Ogrodu t.1

Jarosław Grzędowicz

Jarosław Grzędowicz wielkim „kucharzem” jest – taka myśl zakiełkowała mi w głowie po skończonej lekturze najnowszej na rynku książki autora – „Pan Lodowego Ogrodu – tom I”. Brzmi to co najmniej dziwnie – w końcu Jarosław Grzędowicz jest pisarzem, jego zawód z kuchnią ma raczej mało wspólnego… Przynajmniej teoretycznie.

Prawda jest taka, że Vuko ‚Nitj’sefni’ Drakkainena wypluły gwiazdy. Wylądował na Midgaarddzie z celem jasno sprecyzowanym przez dowództwo – odnaleźć członków stacji badawczej i wrócić na Ziemię w jednym kawałku. Zadanie z pozoru łatwe, jednak, co się okazuje z czasem, planeta ogarnięta jest Wojną Bogów.
   
„Jest pan dzieckiem starego świata i urodził się pan w przekonaniu, że istnieje tylko to, co na Ziemi, że jesteśmy jedynym bytem rozumnym we wszechświecie, a prędkość światła jest nieprzekraczalna. Według mnie lepiej pan się dostosuje do tamtych i do ich mentalności, bo oni myślą tak samo, miarą swojego świata. Do tego pańska matka była Polką, ojciec Finem, a wychował się pan w Chorwacji. Szok kulturowy to dla pana codzienność. Poza tym, pan, jako jeden z niewielu, zrobił sobie religię z niezależności. Pan nie wierzy w państwo, przepisy ani rozum zbiorowości. Jest pan samotnikiem. Wierzy pan w to swoje prawo moralne i rozsądek. Miał lecieć zespół, i wtedy pan zostałby na Ziemi. Ale musimy wysłać jednego. Jednego człowieka. Sądzę, że pan przeżyje. Przynajmniej jest na to jakaś szansa.”

Składnik pierwszy – główny bohater. Jak na prawdziwego herosa „ostatniej akcji” przystało, Drakkainen jest cyniczny oraz sarkastyczny, potrafi ocenić otaczającą go rzeczywistość jednym, często humorystycznym, zdaniem. Wschodnie sztuki walki opanował perfekcyjnie, z bronią (miecz, łuk, sztylet) nie rozstaje się nawet podczas snu. Ale jak powszechnie wiadomo, siła mięśni to jedno, trzeba mieć również poukładane w głowie. Dlatego też Drakkainen jest poliglotą, posiada bogatą wiedzę oraz umiejętność błyskawicznego odnalezienia się w każdej sytuacji. Jednak i to za mało, by misja mogła zakończyć się powodzeniem. Heros zostaje wyposażony w specjalne „wspomaganie”, oczywiście organiczne, w postaci Cyfrala, dzięki czemu mrok nie stanowi już problemu, a walka staje się łatwiejsze dzięki hiperadrenalina wyostrzającej wszystkie zmysły. Wypisz, wymaluj, prawdziwy bohater książki fantasy początku XXI wieku.

Składnik drugi – planeta. Midgaard jest Ziemią widzianą w krzywym zwierciadle. Na jej powierzchni wykształciła się cywilizacja politeistyczna, mająca w sobie coś z wikingów. Cały kontynent podzielony jest na krainy, a strefy wpływów są jasno określone. Porządek, który utrzymywał się przez wieki, został zachwiany przez Wojnę Bogów. Obecnie ludzie żyją w ciągły strachu przed nieznanym, boją się obcych i… mgły.

Składnik trzeci – konflikt. Midgaard nie jest przyjazną planetą, nawet dla świetnie wyszkolonego komando Drakkainena. Wszelkie urządzenia elektroniczne, nie wiadomo dlaczego, przestają działać. Rozwój cywilizacyjny zatrzymał się na średniowieczu i nic nie wskazuje na to, aby miał zamiar posunąć się dalej. Co więcej Vuko, człowiek XXI wieku, pod groźbą kary, ma nie ingerować w życie na planecie. Mieszkańcy posiadają własną mentalność, kodeks etyczny, prawo, posługują się dziwnym językiem oraz ważą wstrętne piwo, któremu daleko do „Heinekena” czy nawet „Tyskiego”. Główny bohater musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, od tego zależy jego życie.    

„Nie znajdę ich. Potrzebny jest trop. Ślad. A ja nie mam nic. Potrzebna jest hipoteza. Robocze wyjaśnienie. Bez tego będę po prostu gapił się z otwartą gębą na coraz dziwniejsze wydarzenia. Szukam czworga ludzi, wśród tysięcy, na dzikim kontynencie. Miliony hektarów lasów, gór i wrzosowisk. Tysiące osad i żadnej mapy. Nie istnieją dokumenty ani władza. Człowiek nazywa się tak, jak się przedstawia. Tutaj, jeżeli nikt cię nie zapamięta, to znaczy, że nie istniejesz.”

Składnik czwarty – męska wersja Achaji. Nad królestwem Tygrysiego Tronu wisi widmo zagłady. Od pół roku państwo nęka susza, brakuje wszystkiego, ludność odwraca się od Tronu przechodząc na stronę nowego, mrocznego kultu. W pobocznej (na razie) historii poznajemy Odwróconego Żurawia, młodego następcę tronu cesarskiego, który zmuszony jest wkroczyć w świat dorosłych w wieku lat -nastu.
Składnik piąty – konwencja. Fantastyka daje szerokie pole do popisu dla wyobraźni autora. Jarosław Grzędowicz w pełni skorzystał z szansy jaka przed nim stanęła. „Pana Lodowego Ogrodu” nie da się sklasyfikować jednoznacznie. Autor żongluje konwencjami, raz mamy do czynienia z powieścią na wskroś fantasy, kilka stron później obcujemy z grozą w najlepszym wydaniu, posypaną szczyptą SF, by nieco dalej rozkoszować się opisem walki wprost z kinowego ekranu. O dziwo miszmasz jaki serwuje nam Grzędowicz świetnie się broni. Opowieść ani przez chwilę nie traci rozpędu, nie nuży, czytelnik „gna” w zastraszającym tempie przez 550 stron wraz z bohaterami.

Wszystkie wymienione składniki mieszamy i podajemy do stołu. I tu pojawia się niestety główny mankament, jedyny zarzut jaki mogę postawić autorowi. Książka została napisana według sprawdzonej recepty, nie zaskakuje niczym nowym. Jednak Jarosław Grzędowicz to czarodziej słowa, mistrz posługiwania się piórem – obcowanie z nową książką to czysta przyjemność! „Pan Lodowego Ogrodu” to rozrywka w najlepszym polskim wydaniu.

Niestrawność? Wszystko pięknie, ale jednak jestem pełen obaw, w jaką stronę pójdzie tom II. Zakończenie tomu I nie napawa mnie optymizmem, prawdę powiedziawszy w drugim tomie może zdarzyć się wszystko i autor może się zagalopować. Cóż, to najwyraźniej furtka dla jego bogatej wyobraźni. Czekam z niecierpliwością.

  • Autor: Jarosław Grzędowicz
  • Wydawca: Fabryka Słów
  • Data publikacji: 10 czerwca 2005
  • Cena: 29,99 zł
  • Format: 560 s.
  • Opis z okładki:
    Drakkainen ląduje samotnie na odległej planecie, na której odkryto młodą cywilizację. Ma sprowadzić zaginiony zespół swoich poprzedników, badaczy, i pod żadnym pozorem nie ingerować w rozwój nieznanej kultury. Trafił na zły czas – wojnę bogów, w której giną śmiertelnicy. Być może, by odnaleźć towarzyszy, Drakkainen będzie musiał złamać drugą regułę swojej misji…
    Planeta powitała go mgłą i śmiercią.
    Dalej jest tylko gorzej.