Pan Higgins wraca do domu

Na polską premierę najnowszego komiksu ze scenariuszem Mike’a Mignoli czekałem blisko siedem miesięcy. Przesyłka dotarła w ciągu dwóch dni. Lektura całości zajęła mi 20 minut.

Komiksowa ofensywa polskich wydawców trwa. Najnowsze dzieło Mignoli (Hellboy, B.B.P.O.) – „Pan Higgins wraca do domu” – zadebiutowało w USA przed ubiegłorocznym Halloween, a już w maju tego roku, za sprawą wydawnictwa Non Stop Comics, pojawiło się także w Polsce. Jak słusznie zauważa scenarzysta, fabuła komiksu inspirowana jest „Nieustraszonymi pogromcami wampirów” Polańskiego i wampirycznymi filmami z wytwórni Hammer.

Na zamku wampirzego hrabiego Golgi trwają przygotowania do balu z okazji Nocy Walpurgii, zaś w okolicznym klasztorze profesor Meinhard i pan Knox namawiają pana Higginsa, który padł niegdyś ofiarą działań hrabiego, by udał się z nimi do zamku i pomógł zgładzić krwiopijców. Higgins zgadza się wesprzeć łowców wampirów, lecz wówczas na drodze mężczyzn zjawia się hrabina i zaprasza ich na kolację na zamku, gdzie czeka już gromada potworów.

Na komiks składa się zaledwie 49 plansz, toteż historia nie jest szczególnie rozbudowana, a postacie są raczej jednowymiarowe. Jedynie pan Higgins posiada przeszłość, motywację i skrywa pewien sekret. Meinhard i Knox to po prostu wariacja na temat pogromców z filmu Polańskiego, a hrabia Golga to przeciętny wampirzy mistrz, jakich w popkulturze wiele. Losy bohaterów zmierzają w kierunku zaskakującego finału, zwieńczonego smutnym morałem, co jest o tyle ciekawe, że komiks nie stroni od – czasem czarnego – humoru.

Lekka, zabawna opowieść otrzymała adekwatną oprawę graficzną, za którą odpowiada Warwick Johnson-Cadwell. Rysownik umieścił lekko karykaturalne postacie w gotyckiej scenografii rodem z kreskówki i opatrzył wszystko raczej jasnymi barwami. Odrobinę kanciaste twarze doskonale oddają emocje postaci, zaś pełne detali tła przykuwają wzrok czytelnika. Choć – nie licząc wielkiego finału – ilustracje nie epatują mrokiem czy posoką, komiks potrafi wywołać napięcie i wzbudzić ciekawość odbiorcy. Ostatnie plansze zaskakują zaś na tyle, że choć na pewien czas zapadną nam w pamięć.

Omawiane dzieło to zgrabnie rozpisana i ładnie zilustrowana nowelka, która da wszystkim fanom wampirów odrobinę rozrywki, jednak przez wzgląd na swoją prostotę i objętość nie skłoni do głębszej refleksji i nie zdąży zachwycić. Po dwudziestu minutach lektury „Pan Higgins…” wróci na półkę, a my do codziennych zajęć. I do oczekiwania na kolejne komiksowe premiery.