Pan Deszczu

Tom Bradby

Przyznam się bez bicia, że choć o panu Bradby słyszałem co nieco, to jednak nie miałem dotąd okazji zapoznać się z żadną z jego książek. I otwierając jego najnowszą powieść „Pan Deszczu”, poczułem się dokładnie tak samo jak jej bohater. Jest nim młody detektyw Richard Field, pełny wiary we własne siły i otaczający go świat. Nie ma jednak pojęcia z czym przyjdzie mu się spotkać w największym molochu Chin, Szanghaju. Tam bowiem przenosi nas autor, dodatkowo cofając czas do początków ubiegłego stulecia.

Warto pamiętać, że Tom Bradby jest z wykształcenia historykiem, który bardzo drobiazgowo stara się odzwierciedlić epokę, którą opisuje. A Szanghaj w roku 1926 nie był spokojnym miastem. Rozdarty przez ścierające się mniej i bardziej otwarcie frakcje i narodowości, pełen tajemnic, zakamarków, piękna i śmierci. Barwny korowód gangsterów, detektywów, komunistów, prostytutek i zbrodniarzy przewinie się przed oczyma Fielda i na zawsze zmieni jego życie. Bradby stopniuje napięcie powoli i metodycznie. Początkowe sceny nie zapowiadają tego co nastąpi później.

Młody detektyw Richard Field rozpoczyna karierę śledczego. Prowadzony przez opryskliwego i zgnuśniałego Caprisiego odkrywa, że w mieście nie panuje oficjalna władza, tylko Lu Huang, okrutny i bezwzględny gangster kontrolujący każdy przejaw działalności przestępczej i oficjalnej w mieście. Nic nie dzieje się bez jego wiedzy, na wszystkim zarabia miliony. Field wierzy, że uda mu się dopaść gangstera. Wbrew korupcyjnym układom podejmuje śledztwo w sprawie okrutnego zabójstwa młodej Rosjanki i od razu głównym podejrzanym czyni Lu Huanga, który nie kryje swojej nienawiści do komunistów. Miłość do przyjaciółki zamordowanej, Nataszy, sprawia, że czuje się coraz bardziej niepewnie w tym ogromnym molochu. Z czasem też dochodzi do wniosku, że za całym złem miasta nie stoi Lu Huang, tylko tajemniczy, mityczny Pan Deszczu. Czy ma rację?

Nie ma potrzeby rozpisywać się nad tą powieścią, bowiem połyka ona czytelnika, przeżuwa i wypluwa nim się zorientuje. Niczym gargantuiczna bestia, jaką jawi się tu Szanghaj. To miasto jest bowiem głównym bohaterem utworu, to ono napędza nie tylko głównych bohaterów, ale setki, miliony, miliardy bocznych, epizodycznych postaci, snujących się po niezliczonych, pięknych i śmiertelnie niebezpiecznych zaułkach miasta. W „Bogu Chaosu” Bradby ożywił Kair z okresu II wojny światowej i uczynił to znakomicie. Tu jego Szanghaj wprost zniewala. Nieodparte wrażenie żywotności i wieczności tego miasta są największymi z doznań jakich można doświadczyć w trakcie lektury. Nie można oczywiście zapomnieć o postaciach, czy intrydze, która prowadzona w iście diabelski sposób prowadzi nas do bardzo przewrotnego zakończenia. To jednak Szanghaj jest powodem dla którego należy sięgnąć po ową powieść. I dać się zaczarować jego urokowi.

  • Autor: Tom Bradby
  • Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
  • Data publikacji: czerwiec 2008
  • Cena: 29,90
  • Format: 431 s.
  • Opis z okładki:

    Szanghaj, lata 20. W świetle prawa toczy się tutaj wojna między brytyjskim wywiadem, ulicznymi gangami, sympatykami komunistów i bolszewikami, uciekinierami z Rosji. Do tego chorego miasta przybywa niejaki Richard Field, policjant-idealista z Yorkshire, Anglik z urodzenia i z charakteru. Field, który zostaje zmuszony do przeprowadzenia śledztwa w sprawie morderstwa rosyjskiej prostytutki, dość szybko odkrywa, że to jedna z wielu podobnych zbrodni popełnionych w ciągu ostatnich miesięcy. Wszystkie ofiary były młode, ładne, sprzedawały swoje ciało, pracowały w klubie Majesty i pochodziły z Kazania nad Wołgą. Wszystkie też były zależne od jednego gangstera – Lu Huanga – który rządzi Szanghajem, kontroluje wszystkie najważniejsze „biznesy” i zarabia miliony dolarów na nielegalnym przemycie opium z Indii do Chin. Oczywisty trop okazuje się jednak nietrafiony…