Ostatnia wyrocznia

James Rollins

Zanim sięgnąłem po „Ostatnią wyrocznię”, miałem wielkie obawy, że oto czeka mnie kolejny thriller historyczny a’la Dan Brown. Mój sceptycyzm wziął się pewnie po części z faktu, iż nie przepadam za fenomenem pisarskim autora „Kodu Da Vinci”, a także dlatego, że zarówno sam tytuł jak i zwiastun powieści Rollinsa wydał mi się nieco zbieżny z prozą Browna. Jakież więc były moje miłe zaskoczenie, westchnienie ulgi i radość z lektury, gdy wreszcie sięgnąłem po „Ostatnią wyrocznię”. Książka wciągnęła mnie od pierwszego akapitu i co najważniejsze, momentalnie rozwiała moje obawy, jakobym miał do czynienia z pisarskim sobowtórem Dana Browna twórcy „Aniołów i demonów”.

Amerykanin James Rollins jest autorem kilkunastu powieści o tematyce przygodowo-sensacyjnej, w tym cyklu „Sigma Force” z komandorem Gray’em Piercem w roli głównej. Wspomniana seria liczy sobie siedem tytułów, z czego „Albatros” – polski wydawca książek tego pisarza – opublikował dotychczas sześć pozycji, a najnowsza „Kolonia diabła” jest już w przygotowaniach wydawniczych. Powieści te łączy militarny oddział Sigma, zajmujący się odnajdywaniem i zabezpieczaniem technologii mogących zagrozić ludzkości. Miejscem działania zespołu są różne zakątki świata i ich starożytne tajemnice, zaś plany jednostki próbują krzyżować bractwa religijne oraz nie przebierający w środkach szaleńcy, o globalistycznych, nacechowanych rządzą władzy aspiracjach.

W „Ostatniej wyroczni” – piątej książce z rzeczonego cyklu – Rollins prowadzi czytelnika poprzez sieć współczesnych intryg powiązanych z wydarzeniami sprzed dziesięcioleci, a nawet sięgających czasów starożytnych. Akcja powieści rozpoczyna się na dobre, gdy członkowie oddziału Sigma próbują ustalić przyczynę zagadkowej śmierci wybitnego naukowca, Arhibalda Polka. Wikłając się w tajemnicach z dziedzin nauki i historii będą zmuszeni rozpocząć niebezpieczną wyprawę z Waszyngtonu do odległych Indii oraz skażonych promieniowaniem rejonów Ukrainy i Rosji. Jak się wkrótce okaże, obce kultura i obyczaje będą najmniejszym zmartwieniem agentów Sigmy i towarzyszących im cywilów. Dociekliwych bohaterów Jamesa Rollinsa czekają bowiem zarówno przygody, jak i dramatyczne sytuacje, w których przyjdzie im walczyć już nie tylko o rozwiązanie tajemnic, ale i o własne życie… Równolegle do tych wydarzeń, czytelnikowi emocji dostarczą losy mężczyzny pozbawionego pamięci, który wespół z trójką dzieci będzie musiał ratować się ucieczką przed tropiącymi go oprawcami. Ów wątek, jak się później okaże, będzie jednym z najistotniejszych dla końcowej wymowy powieści.

Utwór Jamesa Rollinsa stanowi więc świetne połączenie powieści sensacyjnej i awanturniczej – znajdziemy w niej całe mnóstwo elementów przygodowych, ciekawych, szokujących wręcz faktów ze świata nauki, dramaturgii w poszczególnych wątkach, zawieszeń akcji w pełnych napięcia momentach, a także niemałą porcję humoru, jaka towarzyszy bohaterom.

Jeśli już mowa o bohaterach, to spośród wszystkich postaci występujących w tej powieści, najbardziej wyróżnia się komandor Grayson Pierce, strateg całej operacji w terenie i opiekun towarzyszącej mu grupy badawczej. Dla mnie osobiście ten sprytny i odważny agent stanowi mieszankę Jamesa Bonda z Indianą Jonesem. W działaniach Pierce’a można by doszukiwać się szczęśliwych zbiegów okoliczności, doskonałej taktyki i niezwykłej sprawności fizycznej, jednakże w ramach przygodówki takie elementy bynajmniej nie rażą po oczach, a wręcz sprzyjają wartkiej akcji, którą emocjonujemy się niemalże na każdej stronie.

Autor postraszy też całym szwadronem okrutników, jacy przewijają się na kartach jego powieści – od wyzutych z moralności naukowców, po pełnych pogardy dla ówczesnego świata wizjonerów, chcących zmienić ludzkość według własnych zasad i egoistycznych potrzeb, kosztem milionów istnień. I mimo iż „Ostatnia wyrocznia” nie jest żadnym mrocznym thrillerem, to dla dramatycznej wymowy tego utworu istotny jest fakt, że James Rollins pokazuje, iż starcie dobrych ze złymi wcale nie jest łatwym zadaniem, a nierzadko wręcz okupione zostaje tragedią współtowarzysza.

Całą powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, gdyż książka Jamesa Rollinsa to świetna rozrywka pełna wielu niespodzianek fabularnych i dynamicznej, wciągającej akcji, a o to przecież chodzi w tego typu literaturze. Autor nie nuży, unika dłużyzn, posługuje się wyrazistymi opisami, a to również sprawia, że jesteśmy ciekawi, co wydarzy się na każdej kolejnej stronie i jakim trudnościom będą musieli sprostać jego bohaterowie. Stylem ów pisarz przywodzi mi na myśl dokonania literackie duetu Preston & Child, więc jeśli lubicie prozę tychże autorów, to i na książkach Rollinsa nie powinniście się zawieść, a nawet z ochotą sięgać po kolejne jego utwory.

  • Autor: James Rollins
  • Tytuł oryginalny: The Last Oracle
  • Przekład: Bogusław Stawski
  • Wydawca: Albatros – Andrzej Kuryłowicz
  • Data publikacji: 16 czerwca 2010
  • Cena: 33,90 zł
  • Format: 480 s.
  • Opis z okładki:

    Co by się stało, gdyby ktoś pozbawiony skrupułów uzyskał możliwość sztucznego stworzenia nowego Buddy albo Mesjasza, wyhodowania fałszywego Zbawiciela w biologicznym zbiorniku? Zaczyna się niewinnie. Zwykły dzień w Waszyngtonie. Na komandora Graya Pierce’a, członka elitarnej Sigma Force, wpada starszy człowiek. Postrzelony śmiertelnie przez snajpera, umiera nim zdąży wyznać, kim naprawdę jest. Przed śmiercią przekazuje Pierce’owi zakrwawioną grecką monetę. Rychło okazuje się, że artefakt, związany z delfijską wyrocznią, znajduje się na celowniku ludzi, którzy nie będą przebierać w środkach, by go odzyskać, zaś zastrzelony na ulicy mężczyzna to profesor Polk, współzałożyciel Sigma Force… Trop wiedzie do jego córki, Elizabeth. Gray Pierce będzie musiał uruchomić wszystkie siły organizacji, by zapobiec knowaniom demonicznego szaleńca, który chce rządzić światem niczym Bóg. Od delfijskiej świątyni, poprzez indyjskie slumsy, aż po napromieniowane ruiny Czarnobyla – Gray Pierce będzie musiał przemierzyć świat, by rozwikłać zagadkę, której korzenie sięgają starożytnej Grecji.