Ostatnią kartą jest śmierć

Anna Klejzerowicz

Z reguły, pisząc o kryminałach zwykłem powtarzać różne frazesy: że to lektura dobra na jesienny wieczór pod kocem, na wakacje. Nie bez powodu, bo delikatny literacki dreszczyk emocji doskonale odpręża. Miło jest, nie wychodząc z ciepełka, rzucić się w środek sprawy kryminalnej, wciągnąć się w zgrabnie prowadzoną intrygę. Nawet od średniej jakości dreszczowca niełatwo się oderwać, jeśli pisarz nie popełnił elementarnych błędów. Lekka i bezpretensjonalna rozrywka zawsze jest w cenie.

Nowa powieść Anny Klejzerowicz plasuje się właśnie gdzieś pośrodku skali ocen. Od wcześniejszego „Sądu Ostatecznego” na pewno jest lepiej napisana, mniej w niej niedoróbek, ale nadal jest to tylko mały krok w przód.

Rzecz jest przede wszystkim bardzo krótka – powieść nie ma nawet dwustu stron niedużego formatu. Chciałem uniknąć kolejowego nawiązania, ale jednak: w dwugodzinną podróż pociągiem można by ten kryminał spokojnie pochłonąć. Tak akurat: czytadło lekkie, przyzwoicie napisane, wciągające, nie zmuszające do intensywnego myślenia. W tym jednak przewrotnie tkwi podstawowa słabość książki.

Weronika Daglewska jest dziennikarką rubryki kryminalnej, która w przededniu przytycia, spuchnięcia i osiwienia – parafrazując Świetlickiego – postanawia zafundować sobie wizytę u wróżki, z której nomen omen wynika niezła kabała: w kilka dni później posługująca się tarotem wieszczka umiera w sposób, który może budzić ambiwalentne uczucia: morderstwo to czy samobójstwo? Główna bohaterka zostaje zatrudniona przez męża denatki do wyjaśnienia sprawy. Na dalszych stronach znaleźć można sceny poszukiwań, przesłuchiwań, pościgów i sceny miłosne, które najmniej z tego wszystkiego mi się podobały. Implikowała to może nie tylko ich lekka harlequinowość, ale przede wszystkim miałkość bohaterów, którzy na tyle byli szablonowi, że i ich wzajemne relacje nie miały w sobie zbyt wiele namiętności. Szybkie zakochanie, szybki seks, szybkie wzajemne spoufalenie – a przy tym słodko i romantycznie. Powtórzyła się więc słabostka znana mi już z „Sądu Ostatecznego”.

Na plus zaliczyć można z kolei interesujący i tajemniczy motyw przewodni powieści – tarot. Jednak w jednotorowo prowadzonej intrydze zabrakło miejsca na ciekawsze jego ujęcia. Autorka na pewno rzetelnie poprowadziła research, ale zdobytej wiedzy nie wykorzystała w stu procentach. Zabrakło przede wszystkim przestrzeni czy to dobrych a nastrojowych opisów, jakichś smaczków, pobocznych wątków czy chęci wzbudzenia w czytelniku gwałtownych uczuć – strachu, frustracji, radości, smutku. Po zamknięciu książki niewiele zostaje w głowie.

Choć tak naprawdę trudno nazwać powieść „Ostatnią kartą jest śmierć” produktem formalnie udanym, jednocześnie budzi on we mnie uczucia podobnie sympatyczne, jak i poprzednia powieść autorki. Czytadło mało angażujące, lekkie z wszech miar pozbawione wybitności, za to znakomicie przyzwoite. Można polecić, można odradzić, bo wyszły w ostatnim czasie powieści zarówno lepsze jak i gorsze. Ja jestem przekonany, że mimo wszystkich niedoróbek po kolejną powieść Anny Klejzerowicz sięgnę – i uczynię to z przyjemnością.

  • Autor: Anna Klejzerowicz
  • Wydawca: Oficynka
  • Data publikacji: wrzesień 2010
  • Cena: 24,90
  • Format: 192 s.
  • Opis z okładki:

    Prawdopodobnie najlepsza kobieca agencja detektywistyczna w Polsce! Weronika Daglewska, dziennikarka i autorka rubryki kryminalnej, postanawia zrobić sobie prezent – idzie do wróżki, by ta przepowiedziała jej, co ją czeka w życiu. Ekscentryczna wróżka Semiramida po rozłożeniu tarota ostrzega ją przed niebezpieczeństwem. Nieprzekonana i sceptyczna Weronika wraca do domu, by po paru miesiącach usłyszeć przez radio, że wróżka zginęła, wypadając z okna. Weronika od razu podejrzewa, że coś jest nie tak. Utwierdza ją w tym przekonaniu mąż wróżki, który prosi ją o odkrycie mordercy żony. Dziewczyna, której największym marzeniem jest posiadać agencję detektywistyczną, przyjmuje zlecenie. I tak rozpoczyna swoje pierwsze w życiu prawdziwe śledztwo. Co ją na tej drodze czeka? Gdzie kryje się bezlitosny morderca? I jakie w tym wszystkim znaczenie ma tarot?