Opowieści upiorne

Edith Nesbit

Choć Edith Nesbit jest autorką ponad sześćdziesiąt tomów prozy, jej opowieści niesamowite i niepokojące zawarte są w jedynie dwóch („Grim Tales” oraz „Something Wrong”), które stworzyła u początku kariery i z których wybór o tytule „Fear” został skompilowany siedemnaście lat później. I właściwie to wszystko, co w kontekście literatury grozy miała do powiedzenia klasyczka przede wszystkim literatury dziecięcej i młodzieżowej. Wystarczyły jednak te dwa skromne tomy, by pozostała w pamięci miłośników horroru do dzisiaj. „Opowieści upiorne” wydane w serii Biblioteki grozy oficyny C&T oparte są o współczesny wybór „The Power of Darkness. Tales of Terror”, zaś za przekład odpowiedzialny jest Tomasz S. Gałązka, którego sympatycy tego cyklu z pewnością znają z dawniejszych tłumaczeń.

Pośród trzynastu niedługich opowiadań trudno znaleźć takie, które nazwać można by rozczarowaniem, ale cała siła tomu leży w trzech czy czterech tekstach będących arcydziełami gatunku. Nesbit zdecydowanie najmocniej poradziła sobie z klasycznym ghost story, w których może niekoniecznie widać dużą inwencję i oryginalność, ale z pewnością zachwyca precyzją wykonania.

„Jak żywi, marmurowi”, najbardziej znana z historii niesamowitych autorki, zaczyna zbiór i robi to w wybitnym stylu. Historia młodego małżeństwa zamieszkałego na prowincji w starym domu o złej legendzie, to do bólu klasyczna opowieść o duchach. Wątek nadnaturalny związany jest z legendą towarzyszącą marmurowym posągom rycerzy, znajdującymi się w pobliskim kościele, które raz do roku, w wigilię Wszystkich Świętych, opuszczają świątynię. Samo to nie miałby szczególnej mocy, gdyby nie wspaniale wykreowana sielankowa i nieco melancholijna atmosfera, w jakiej odbywa się życie pary głównych bohaterów. Ich związek, rytuały i rozmowy wtopione w cudowne wiejskie krajobrazy tworzą w zderzeniu z nadprzyrodzoną grozą efekt, który mogę określić tylko jako doskonały.

Kolejne opowiadanie, „Hebanowa rama”, to znów ghost story. Z niewielkiego domostwa w zaścianku przeniesione w starą, dostojną posiadłość. Nowy dziedzic odkrywa na strychu bardzo starą parę obrazów, z których jeden przedstawia piękną kobietę, a drugi jego samego. Tu również nad warstwą nadnaturalną dominuje wybornie wykreowana atmosfera miejsca, lekki acz sugestywny język i przede wszystkim świetnie oddane relacje oraz konflikty między bohaterami.

Nie wiem, czy nie najlepszym momentem zbioru jest napisana w podobnym tonie historia czerpiąca z „Zagłady domu Usherów” i „Ligei” Edgara Allana Poego. W „Zza grobu” Nesbit opowiada znów o nieszczęśliwej miłości. Gdy protagonista dowiaduje się, że jego świeżo poślubiona małżonka posłużyła się manipulacją i kłamstwem, by zdobyć jego względy, popada we wściekłość i nim zdąży ochłonąć, robi awanturę, po której wychodzi z domu na długi spacer. Gdy wreszcie wraca i chce załagodzić konflikt, okazuje się, iż żona uciekła, nie chcąc stanowić dla niego ciężaru. Dopiero po wielu latach otrzymuje od niej list wysłany z odległego miejsca. Żona prosi go o przybycie nim zmorzona chorobą odejdzie w zaświaty. Doskonały i upiorny finał opowiadania balansuje na granicy nadnaturalności i opowieści okrutnej, nie pozwalając na jednoznaczną ocenę wydarzeń.

Warta wyróżnienia jest też stylizowana na opowieść przy kominku gawęda „Numer 17”, w której przewrotna puenta wzbogaca sztampowe, ale znakomicie sugestywne ghost story z lekkim ale czarnym humorem. Uwagę warto zwrócić też na ostatni tekst ze zbioru, „Altanę”, ze względu na zaskakujący motyw morderczej rośliny, który większą popularność zyskał w późniejszych latach w pulpowej prozie i kinie z gatunku monster movie. W wykonaniu Nesbit wydaje się może wykorzystany w niewystarczającym stopniu, ale umieszczenie go w scenerii wiejskiej rezydencji początku XX wieku sprawia, że czyta odkrywa się go z niekłamaną przyjemnością.

Pośród innych tekstów w zbiorze znaleźć można makabreski, pozbawione elementów nadnaturalnych, przewrotne opowiadania grozy, ale również utwory, które można by określić jako proto-science-fiction, w których Edith Nesbit eksploruje temat wyostrzenia zmysłów czy nieśmiertelności, mające być efektem działania para-alchemicznych substancji. Jakkolwiek nie wyróżniałbym szczególnie żadnego z tym opowiadań, nie są to utwory nieudane, a raczej po prostu przeciętne. Ich lektura może nie dostarczy tak wielu emocji, jak w przypadku wcześniej opisanych, ale nie będzie też czasem straconym.

„Opowieści upiorne” określiłbym jako tom o niezwykle niskim progu wejścia i osoby nie mające wcześniej kontaktu z serią albo wręcz nie znające dawniejszej literatury grozy mogą go potraktować jako dobry wstęp do tematu. Inni z pewnością docenią kunszt kilku wybitniejszych tekstów i choć Nesbit brakuje filozoficznego i metafizycznego artyzmu Machena, Chambersa czy Lovecrafta, bezsprzecznie zasłużyła na miejsce w równie nobilitującej serii choćby dla samych opowiadań „Jak żywi, marmurowi” i „Hebanowej ramy”, które mogłyby być stawiane jako przykłady wzorowych opowieści o duchach.

  • Autor: Edith Nesbit
  • Przekład: Tomasz S. Gałązka
  • Wydawca: C&T
  • Seria: Biblioteka grozy
  • maszynistaGrot

    >>>Nie wiem, czy nie naj­lep­szym momen­tem zbioru jest napi­sana w podob­nym tonie histo­ria czer­piąca z „Zagłady domu Ushe­rów” i „Ligei” Edgara Allana Poego.<<<

    W tym miejscu pozwolę sobie wyrazić inne zdanie tej ciekawej recenzji. Wydaje mi się, że zdecydowanie pierwsze opowiadanie jest najlepsze w zbiorze – "Jak żywi, jak marmurowi". Żaden inny utwór nie przysporzył mnie o tak wyrafinowanego dreszczyku emocji, choć oczywiście reszta też jest warta uwagi.

    • Postawiłbym oba te utwory chyba na tym samym miejscu na podium. „Jak żywi, marmurowi” to jest rzeczywiście niemal ideał ghost-story – banał, ale doprowadzony do perfekcji. „Hebanowa rama” jest pod wieloma względami zupełnie inna, bardziej uderzająca a mniej może wycyzelowana – ale ta puenta, no coś wspaniałego! W ogóle te dwa utwory pewnie jeszcze nie raz przeczytam choćby dla ich wspaniałej atmosfery.

      • maszynistaGrot

        Napisze tak. Gdyby Nesbit miała więcej utworów na tym poziomie co marmurowi to chyba zaliczyłbym ją do klasy pisarstwa ghost stories Edith Wharton albo i wyżej. W każdym razie na pewno jeszcze do niej kiedyś powrócę

  • old weirdman

    Dzięki za świetną recenzję Panie Pawle (tomik oczywiście już kupiony choć nie przeczytany jeszcze). Proszę dać znać gdy pojawi się info o zbiorze A.C. Doyla. P.s. Przy okazji;w lipcowej Nowej Fantastyce (jutro trafi do kiosków)jest esej :”Niesamowity klasyk Artur Machen”.