Opowieści niesamowite 4 (3) 2012

Opowieści niesamowite

Niegroźna ciekawostka

Tego jak prezentuje się polski rynek prasy skupionej wokół fantastyki, miłośnikom tego gatunku przedstawiać nie trzeba. Przedstawiać go natomiast całej reszcie świata zwyczajnie nie ma sensu. I tak nie wzbudzi jego zainteresowania. To działka nieprzychylna i siłą rzeczy nadal mocno niszowa. Tym trudniej przebić się z nowymi inicjatywami. Kto jednak myśli, że takich nie ma, ten się grubo myli. Nie tak dawno od Czwartego wymiaru oderwały się Opowieści niesamowite – magazyn skupiony wokół szeroko rozumianej fantastyki oraz kryminału.

Przyznam szczerze, że Opowieści niesamowite dotąd kojarzyły mi się jedynie z nazwiskiem E. A. Poe. Ignorancja ta wywołana była przede wszystkim „podłączeniem” magazynu rzeczonej nazwie do pisma-matki, która swoja tematyką skutecznie trzyma mnie z daleka od siebie. Dobrym w tym świetle pomysłem więc wydaje się usamodzielnienie pisma, co może stanowić dobry pretekst do poszerzenia grupy swoich odbiorców.

Zaczyna się od relacji z tegorocznego Polconu autorstwa Roberta Włodarka. Tekst to przyjemny, rzetelny i wyczerpujący – aż miło czytać. Po nim następuje krótka prezentacja powieści Monsa Kallentofta Piąta pora roku – bardziej reklama niż pełnoprawny tekst, aczkolwiek miły to akcent w zdominowanej przez polskich twórców rubryce prozy. Opowiadań jest tu sporo. Spory jest też misz-masz jaki serwują czytelnikowi. Śpieszę jednak donieść, że zachwytów tu szukać na próżno. Ot, trochę przyzwoitych tekstów i sporo debiutanckich zapychaczy, które aż się proszą o dopracowanie. Na uwagę zasługuje tekst Joanny Kułakowskiej Druga szansa – mariaż elementów fantastyki podlany sporą dozą grozy, napisany z wyczuciem i stylem. Kazimierz Kyrcz trzyma poziom opowiadaniem W potrzasku, serwując czytelnikowi po raz kolejny niezawodny horrorowy duet, złożony z miłości i śmierci. Reszta z opowiadań albo nudzi, albo wręcz odrobinę mierzi swym półamatorskim, pretensjonalnym stylem, jak choćby Dobranoc Barbary Januszewskiej – ckliwa historyjka o odczuciach człowieka pogrążonego w śpiączce. Na plus należy jednak odnotować różnorodność prezentowanych tekstów – od quasi kryminalnych po fantastykę i horror zaprezentowaną w szerokim spektrum. Dobrze też, że jest sporo debiutantów, sporo nieznanych nazwisk. Gdzieś młodzi twórcy startować bowiem muszą. Z drugiej strony, tak jak pisałem już wcześniej, część tekstów, mimo, że nawet jeśli się bronią pomysłem na fabułę, ciekawym konceptem, to wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Numer zamykają teksty publicystyczne, począwszy od „opowieści niesamowitej” Katarzyny Enerlich o klątwie ślubu pod Diablą Górą. Tekst to chyba bardziej pasujący do Czwartego wymiaru, niemniej jednak całkiem sympatyczny, trochę w stylu ogniskowych opowieści o duchach. Zaskoczył mnie natomiast bardzo pozytywnie tekst Przemysława Mazura o Adamie Wiśniewskim -Snergu. Miło, że ten genialny, chociaż zapomniany trochę twórca, znalazł się znów przez chwilę w centrum uwagi chociażby na chwilę. I chociaż Mazur tekst napisał rzetelny, to trochę skromny… Raczej żaden z miłośników polskiej fantastyki, rodem jeszcze z poprzedniego ustroju, nie znajdzie tu nic dla siebie nowego. Dla mniej obeznanych jednak może być to dobre wprowadzenie do twórczości autora Robota. Na koniec dostajemy jeszcze polecanki książkowe oraz mały przegląd portali o fantastyce.

Patrząc całościowo na Opowieści niesamowite ciężko się wyzbyć wrażenia, że to rodzaj eksperymentu, niegroźnej ciekawostki. Widać jednak determinacje twórców, całość patrząc pod kontem edytorskim wydana jest bez zarzutu. Nieduży, niemal kieszonkowy format sprawdza się świetnie tak podczas lektury, jak i podczas transportu – miesięcznik mieści się z łatwością w większej kieszeni marynarki. Mimo mankamentów jakie posiadają Opowieści… powinny znaleźć swoją niszę na rynku. Zwłaszcza osoby średnio zaznajomione z fantastyką, tacy „niedzielni” jej czytelnicy, powinni czuć się w klimatach oferowanych przez magazyn, jak ryba w wodzie. Bo jest tu i różnorodnie i mimo wszystko lekko, łatwo i nawet momentami przyjemnie. Gdyby tylko jeszcze selekcja prozy była odrobinę ostrzejsza…