Opactwo

Chris Culver

Emocjonujący kawałek prozy

Wydawać by się mogło, że przeciętny zjadacz chleba na hasło „muzułmanin” ma przed oczami obraz terrorysty gotowego wysadzić co większy obiekt w danym mieście. Poza tego typu uprzedzenia postanowił wyjść amerykański debiutant – Chris Culver w swojej debiutanckiej powieści Opactwo. Jej bohaterem jest bowiem właśnie mahometanin – były detektyw wydziału zabójstw Ash Rashid.

Ash wiedzie spokojny żywot u boku żony i kilkuletniej córki. Kończy prawnicze studia i już za rok planuje zakończyć służbę w policji, kosztem ciepłego prokuratorskiego fotela. Sielankowe plany krzyżuje jednak śmierć jego siostrzenicy. Dziwna opieszałość wymiaru sprawiedliwości prowokuje Asha do podjęcia własnego śledztwa, wbrew odgórnym zaleceniom. Wszystko wskazuje na to, że komuś zależy, aby urwać głowę tej sprawie. W międzyczasie pada kolejny trup, a nasz bohater orientuje się, że sprawa może być dużo bardziej skomplikowana niż przypuszczał. Trzeba zakończyć ją na tyle szybko, aby nie ucierpiał nikt inny…

Culver skonstruował fabułę w prosty sposób. Mamy podejrzane morderstwo, wątek osobistej zemsty, grę z czasem. Niby nic nowego, wszystko ograne w tysiącach innych thrillerów kryminalnych. Jednak Amerykaninowi udało się poskładać to wszystko w zaskakujący sposób. Wir akcji niesie nas z obłąkańczą prędkością przez kolejne rozdziały. Sukces Culvera za oceanem, gdzie jego powieść została najpierw wydana w formie elektronicznej, ma wiele wytłumaczeń. Sama fabuła niewątpliwie nim nie jest. Amerykanin z rozmysłem wplótł w intrygę wampiryczne odniesienia (chociaż chodzi tu raczej o zabawę bogatych nastolatków), wpisując się tym w krąg miłośników pewnego popularnego cyklu. Kolejną niewątpliwą drogą do sukcesu był kontrowersyjny bohater. Dla Amerykanów o wiele bardziej kontrowersyjny niż dla Europejczyków…

Ash Rashid to muzułmanin, ale nietypowy. Nie szczędzi sobie alkoholu, tłumacząc to jego leczniczymi właściwościami. Właściwie to pije jak, nie przymierzając, sam Philip Marlowe: na śniadanie, na obiad i kolacje. Czasami potrafi skłamać, nie ma też oporów do popełniania innych, cięższych grzechów. Poza tym jest przykładnym mahometaninem. Culver skroił postać nietypową, wielowymiarową i sympatyczną. Czytelnik z zaciekawieniem patrzy na trochę odmienne od stereotypowych motywacje działań, na zmagania Asha samego ze sobą i z dziedzictwem swojej kultury, która często jest dla innych niezrozumiała. Mimo, że Amerykanin skroił swojego protagonistę bardzo oryginalnie, to jednak pozostaje niedosyt. Można było to rozegrać wszystko lepiej i głębiej. Chociaż patrząc na to z innej strony, to czy nie jest tak w większości religii? Bóg swoją drogą, a życie swoją… Wszystko utrzymane pozostaje w wąskich ramach politycznej poprawności i na próżno by szukać jakichś przełamujących tabu popisów.

Wracając do fabuły, to stanowi ona jedno wielkie pasmo akcji rodem z hollywoodzkiej superprodukcji. Amerykanin ma lekkie pióro i dar do tworzenia emocjonujących opisów, co w przypadku thrillera jest umiejętnością wręcz niezbędną. Mamy tu włamania w środku nocy, spektakularne morderstwa i policyjne akcje. Na nudę nie ma co narzekać. Powieść jest dodatkowo ułożona bardzo logicznie i w przemyślany sposób. W tym świetle tym bardziej boli, że cała zaprezentowana intryga dąży do przewidywalnego finału. Trzeba oddać, ze Culver próbował grać na emocjach czytelnika, zrobił to jednak z w sposób najgorszy z możliwych. Sposób wtórny i z góry zdradzający, jaki będzie jego koniec. Finał przynosi też jeden wątek, który chociaż go determinuje, nie jest później zupełnie wyjaśniony. Być może niedopatrzenie, ale równie dobrze może być to przepustka do kontynuacji.

Culver skonstruował emocjonujący kawałek prozy z mocnym, wyrazistym bohaterem. Opactwo wyróżnia się na plus na tle innych thrillerów kryminalnych – nie tylko ekscentrycznym protagonistą. Powieść Culvera trzyma w rzeczywistym napięciu i wywołuje syndrom „jeszcze jednego rozdziału”. To najlepsza rekomendacja dla tego typu prozy. Tylko szkoda, że tego impetu zabrakło do lepszego zakończenia tej niewątpliwie sympatycznej powieści.

  • Autor: Chris Culver
  • Tytuł oryginalny: The Abbey
  • Przekład: Jan Hensel
  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Data publikacji: 11 września 2012
  • Cena: 34,00
  • Format: 368 s.
  • Opis z okładki:
    Łamiący tabu kryminał o detektywie-muzułmaninie, który by dojść do prawdy, nie waha się działać poza prawem.
    Ash Rashid jest byłym detektywem wydziału zabójstw, który nie może znieść myśli o poprowadzeniu następnego śledztwa w sprawie morderstwa. Za rok zakończy służbę w policji na dobre. Taki ma przynajmniej plan, do momentu gdy w domku gościnnym jednego z najbogatszych obywateli w mieście zostaje znalezione ciało jego siostrzenicy. Koroner stwierdza, że dziewczyna zmarła z przedawkowania, ale coś w tej sprawie nie gra. Wbrew rozkazom, Ash wszczyna własne śledztwo, by znaleźć mordercę, ale im dłużej szuka, tym bardziej wplątuje się w sprawę, a ta coraz mocniej dotyka jego życia. Jeżeli nie rozwiąże zagadki szybko, siostrzenica może nie być jedynym członkiem rodziny, którego będzie musiał pochować.