Obejrzyj się Królu

Agnieszka Pietrzyk

Debiutancka powieść Agnieszki Pietrzyk choć wydana schludnie i elegancko nie przykuwa uwagi ani tytułem, ani okładką. Choć może znajdująca się na czwartej stronie okładki wypowiedź profesora Józefa Bachórza powinna skłonić jeśli nie do przeczytania książki, to choć do zainteresowania się utworem. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, ale taka rekomendacja zmusiła mnie do sięgnięcia po „Obejrzyj się Królu” i sprawiła, że kilka godzin z mego życia zostało oddane Agnieszce Pietrzyk. Bohaterem utworu jest Mateusz Król, student czwartego roku historii, a przy tym leń, kombinator i cwaniak tak podłej klasy, że nigdy nie chcielibyśmy spotkać takiego na drodze, ani tym bardziej śledzić jego losów, gdyby nie sprytny zabieg autorki, która uczyniła narrację pierwszoosobową i tym samym przybliża nam sposób myślenia, metody działania i motywację Mateusza. A ta jest niezwykle prosta. Jak najszybciej się dorobić, najlepiej tak, by nic nie robić. Bohater ślizga się po studiach i przez życie głównie dzięki swej zamożnej dziewczynie, której notabene jest utrzymankiem. Nie przeszkadza mu to jednak kochać się w innej koleżance, oraz nie grać fair z partnerką. Ewidentnie cierpi na kompleks ojca alkoholika, który zrujnował życie całej jego rodzinie, jednak stara się zadbać przy tym tylko o siebie. Jest egoistyczny, zadufany w sobie, pełen pseudointeligenckiego snobizmu, który tak naprawdę jest zwykłym cwaniactwem. Pewnego dnia, trafia do tajemniczego antykwariatu, w którym znajduje ogromną ilość naprawdę starych, a często też zakazanych książek. Tam też spotyka dziewczynę o niezwykłych umiejętnościach. Postanawia wykorzystać ją dla własnych celów, nie wie jednak, że przekraczając próg antykwariatu, wkroczył na bardzo niebezpieczną ścieżkę. Chciałoby się wręcz zacytować Bogusława Wołoszańskiego – „ale czy na pewno?”

Nic bowiem w powieści Agnieszki Kopacz nie jest takie jakie by się wydawać mogło. Jest to ostatnimi czasy dość często stosowany zabieg, autorka wykorzystuje go jednak w nieco inny sposób, dzięki wspomnianej wcześniej narracji pierwszoosobowej. Świat oglądany oczyma Mateusza może czasem szokować, szczególnie dzięki jego dość kontrowersyjnym poglądom i wręcz odpychającej osobowości, możemy jednak za pomocą tego zabiegu dać się wciągnąć w zawzięty pościg bohatera za lepszym życiem, choćby po trupach i wbrew wszystkim. I choć jego zachowania staje się coraz bardziej obmierzłe i zakrawające o niepoczytalność, nie sposób odmówić autorce wnikliwej obserwacji studentów, szczególnie tych płci męskiej, którzy jawią się albo jako kombinujący nieudacznicy, romantycy czy też po prostu biedacy, albo jako „wszystkomającyiwiedzący” szpanerzy, którzy idą przez życie przebojem, inteligencję zostawiając wraz z zasadami w szafie w domu. I choć obraz Mateusza jawi się jako nieco przerysowany, jestem pewien, że każdy z czytelników przynajmniej jednego takiego Króla w życiu poznał i niekoniecznie chce utrzymywać z nim kontakt.

Cóż jednak powieść o studentach robi na naszym portalu? Wszystko za sprawą Dominiki potrafiącej zjadać druk oczami (ba, żywiącej się nim) i antykwariatu, w którym nawet półki nie stoją zawsze tak samo jak poprzednio. Antykwariat ten jawi się niemal jak sklepy cynamomowe u Bruno Schulza, zakrzywia i wypacza rzeczywistość bohatera, aż wreszcie on, a my wraz z nim tracimy poczucie tego co prawdziwe. Przynajmniej w większości przypadków, bo o ile autorka znakomicie radzi sobie z opisywaniem rzeczywistości, w tym codziennego życia bohatera jak i jego otoczenia, to już elementy nierzeczywiste, fantastyczne czasem stają się zbyt kanciaste. Ale może i taki był zamysł, bowiem na początku istotnie podział na dwa światy jest aż nadto wyraźny, by w końcówce niemal zlać się w jedno. Właśnie – niemal. Powieść wciągnęła mnie niemal od pierwszej strony, jednak zakończenie nieco rozczarowało. Narastająca problematyka, piętrzenie się kłopotów, stworzenie wielu możliwości interpretacji, sugerują dość spektakularne zakończenia, którego jednak nie otrzymujemy. Choć wszystko rozstrzyga się w sposób klarowny i zdawać się może logiczny, to jednak końcówka pozostawia z uczuciem pewnego niedosytu i niespełnienia. Biorąc jednak pod uwagę konwencję i rozwiązanie wszystkich zagadek w powieści, jest to zabieg bardzo słuszny, tym bardziej nieprzyjemny, że wtedy zdajemy sobie sprawę na ile zżyliśmy się z bohaterem.

Powieść posiada kilka drobnych potknięć i zgrzytów, jednak całościowo potrafi przykuć uwagę na tyle, że dopiero po zakończonej lekturze zastanawiamy się nad pewnymi niedociągnięciami. A skoro myśli się o książce po jej przeczytaniu zamiast sięgać natychmiast po kolejną, to chyba dobrze? Niewątpliwie udany debiut Agnieszki Pietrzyk, który już rozpalił we mnie zapał do kolejnej książki autorki.

  • Autor: Agnieszka Pietrzyk
  • Wydawca: Replika
  • Data publikacji: 7 lutego 2008
  • Cena: 19,90
  • Format: 185 s.
  • Opis z okładki:
    Thriller pełen klaustrofobicznych korytarzy, mrocznych zakamarków, niepokojących książek, niewytłumaczalnych zjawisk i dziwacznych postaci. Wszystko to obraca się wokół budzącej grozę tajemnicy.
    Niebanalna i wciągająca współczesna powieść grozy.
    Gdybym wtedy nie wszedł do tej księgarni, nie spotkałby mnie później ten cały koszmar. Z zewnątrz księgarnia wyglądała niepozornie. Za szybą ustawiono kilka książek, które nie wabiły ani kolorem, ani tytułem. Poszedłbym dalej, gdyby nie to, że otworzyły się drzwi i wionął na mnie zapach druku, drewna, kurzu i jeszcze czegoś, co określiłbym jako woń starości.