Obcy

Mort Castle

Mort Castle należy do grona twórców, którzy nie mają szczęścia do polskich wydawców. Pomimo sporego dorobku pisarskiego (siedem powieści i ponad trzysta pięćdziesiąt opowiadań) oraz uznaniowego (dziesiątki nominacji do najważniejszych nagród), w kraju doczekaliśmy się jedynie dwóch tytułów, między którymi była aż szesnastoletnia przerwa. Z tego wniosek wypływa jeden: albo Castle to marnej jakości pisarz, albo coś jest nie tak z naszymi wydawcami. Osobiście skłaniałbym się do drugiego stwierdzenia, gdyż zapoznając się z niedawno wydanych „Obcych”, trudno jest odmówić temu pisarzowi kunsztu i literackiego wdzięku.

Bohater powieści, Michael Louden, jest wzorowym przedstawicielem klasy średniej, posiadającym żonę, dwójkę dzieci, piękny dom na przedmieściu i szeroko uśmiechających się przyjaciół. Jednak pod płaszczem typowych, wyćwiczonych zachowań, gestów i reakcji kryje się osoba żądna krwi i cierpienia, będąca przedstawicielem Obcych. Przyczajony w cieniu ludzkich emocji oczekuje na swój czas, kiedy to wraz z innymi sobie podobnymi będzie mógł dać upust trawiącym go żądzom. Castle od pierwszych stron po mistrzowsku buduje napięcie i atmosferę używając oszczędnych, lecz świetnie dobranych słów oraz szokując niezwykle sugestywnymi obrazami uśmiercania. Sposób, w jaki Louden (w wielu aspektach bardzo przypominający serialowego Dextera Morgana) patrzy na świat – mrozi krew w żyłach i elektryzuje, a jednocześnie intryguje i zachwyca. Każde zdanie sprawia wrażenie niezbędnego i przemyślanego, dzięki czemu przez karty powieści pędzi się niczym wicher, a fabuła i postawione zagadki są tak skonstruowane, że nie sposób przewidzieć finału.

Mort Castle to prawdziwy mistrz grozy, którego płynność stylu, elegancja zwrotów i opisów zasługują na uznanie. Nie dziwi więc fakt, że znalazł się w pierwszej piątce „Top Terror Tales Of All Time”: pokonali go jedynie Clive Barker, E.A. Poe (dwa miejsca) oraz H.P. Lovecraft. Z kolei „Obcy” to powieść, która efektownie przeraża od początku do końca i na długo pozostaje w pamięci. Przydałoby się, aby nazwisko Castle’a częściej pojawiało się również w pamięci polskich wydawców.

  • Autor: Mort Castle
  • Wydawca: Replika
  • Data publikacji: wrzesień 2008
  • Cena: 29,90
  • Format: 296 s.
  • Opis z okładki:
    Powieść „Obcy” ukazuje jedną z najbardziej niepokojących i prawdziwych personifikacji zła, jakie można znaleźć w horrorach. Zło jest tu nie jakimś łatwo identyfikowalnym stworzeniem przyczajonym w cieniu, lecz czymś wszechobecnym i nieuchwytnym, czymś, co może mieszkać spokojnie w głowach ludzi, których najmniej o to podejrzewasz – sąsiada, najlepszego przyjaciela, współmałżonka – i pozostaje niezauważone do czasu, aż… jest za późno.
    Warto odnotować, że powieść „Obcy” ukazała się po raz pierwszy w roku 1984, gdy mieszkańcy Stanów Zjednoczonych byli poważnie ogarnięci ksenofobią. Media nierzadko przedstawiały zagrożenia wobec naszego stylu życia właśnie jako coś „obcego”. Jednak w tej książce niebezpieczeństwo czai się w naszych własnych domach, a Michael jest niczym dobrze zakonspirowany robak w gnieździe rodzinnym, gotów zabijać, aby przekształcić wersję „amerykańskiego marzenia” w coś bardziej podstępnego i niszczycielskiego, niż potrafiłby to zrobić jakikolwiek alternatywny ustrój polityczny.
    W miarę rozwoju akcji autor bynajmniej nie uśmierza naszych lęków, usprawiedliwiając zachowanie Michaela na przykład duchowym opętaniem lub ujawniając, że Louden w rzeczywistości cierpi na rozdwojenie jaźni. Nie, Michael jest po prostu zły, ponieważ taki się urodził, gdyż jest produktem bliżej nieokreślonego „czegoś”, co tkwi w naszych genach lub w środowisku i co pozwala mu – oraz tysiącom takich jak on – bez wysiłku i bezlitośnie ciągnąć swoją maskaradę dzień po dniu. Co gorsza, typ zła, który reprezentuje bohater, może bez przeszkód istnieć, ponieważ reszta z nas nie przyjmuje do wiadomości jego egzystencji.
    Ale to zło istnieje. W „Obcych” Mort Castle bada ten zatrważający i niewyjaśnialny aspekt ludzkiej natury w sposób, który daleko wykracza poza gatunek zwany horrorem.