Najdłuższa noc

Marek Bukowski, Maciej Dancewicz

Czasami zasiadamy do lektury, nie wiedząc, czego się spodziewać. Zdarza się jednak, że promocja książki lub zasłyszane opinie tworzą w naszej głowie konkretne wyobrażenia na temat tego, co nas będzie czekać w trakcie lektury. Tak było w moim przypadku z „Najdłuższą nocą” Marka Bukowskiego oraz Macieja Dancewicza, a wszystko za sprawą faktu, że powieść ta była reklamowana jako „inspirowana wydarzeniami z serialu „Belle epoque”. Obaj Panowie są współautorami scenariusza tej produkcji, zatem założyłem, że będziemy mieli do czynienia z przeniesieniem całości lub części wydarzeń znanych z serialu na karty książki i… pomyliłem się. Obejrzawszy parę odcinków serialu, już od pierwszych stron zauważyłem liczne różnice – czasem drobne, czasem poważniejsze. Począwszy od innego czasu akcji (rok 1904, a nie 1908), a na kluczowych z punktu widzenia fabuły „Belle epoque” zmianach w obrębie wątku obyczajowego skończywszy.
Może się Wam wydawać, że zacząłem swój tekst od końca, jednak dla dobrego scharakteryzowania książki warto nakreślić jej związek z serialem. Choćby dlatego, że wielu potencjalnych czytelników może się obawiać powtórki z rozrywki albo wątpić w jakość samej książki – w końcu chyba każdy z nas miał w życiu do czynienia z literacką adaptacją filmu lub gry i wiemy jak często wychodzi to źle. A jak wypada „Najdłuższa noc”? Jak już wspomniałem, z serialem powieść łączy szkielet, lecz różni osnuta na nim historia, która moim zdaniem jest bardziej interesująca i lepiej poprowadzona. Tam już w pierwszym odcinku mieliśmy wszystko – przedstawienie kilku różnych postaci, dużą sprawę kryminalną, wątek osobisty, wątki historyczne. I to spowodowało, że większość tych elementów ucierpiała. W powieści Bukowski i Dancewicz mieli zdecydowanie więcej miejsca na wprowadzenie postaci, pokazanie ich motywacji, rozwinięcie tej historii. I choć nie uniknęli potknięć, to w tym aspekcie książka wypada zdecydowanie ciekawiej niż serial. Tym samym, jeżeli jesteście po seansie „Belle epoque” i całość Wam się spodobała to śmiało możecie po książkę sięgnąć, bez obaw o prostą powtórkę znanych już historii.
Warto jednak spróbować odpowiedzieć na inne ważne pytanie: czy jeżeli serial nie przypadł Wam do gustu, lub w ogóle Was nie zainteresował, „Najdłuższa noc” to dobra powieść? Czy warto po nią sięgnąć?
Początkowo akcję powieści śledzimy dwutorowo. W pierwszym wątku poznajemy Jana Edigeya-Koryckiego. Śledzimy jego losy jako marynarza, poznajemy przyczynę jego wyjazdu z Krakowa i obserwujemy jego przemianę. Jednocześnie w Krakowie policja, w tym dwoje przyjaciół Jana z jego młodości, rozpoczyna śledztwo w sprawie brutalnych zabójstw kobiet. Kiedy Korycki dostaje wiadomość o śmierci matki, decyduje się na powrót do miasta, nie wiedząc, że wkrótce przyjdzie mu połączyć siły z dawnymi kolegami w celu odnalezienia tajemniczego mordercy.
Przyznacie, że brzmi to intrygująco, przecież już samo miejsce i czas akcji wydają się być prostą receptą na sukces. I tu pojawia się pierwszy i jeden z największych moich problemów z tą powieścią. Teoretycznie autorzy dobrze odrobili lekcję historii. Dostajemy sporo ciekawostek na temat rodzącej się nowoczesnej kryminalistyki (rodzeństwo Skarżyńskich, przyjaciele Jana, to patolodzy i chemicy), a twórcy starają się uwiarygodnić całość licznymi smaczkami z epoki, w tym dotyczącymi stosunków społecznych czy obyczajowych. Jednocześnie przez sposób narracji i praktycznie zerową stylizację w warstwie językowej całość czyta się raczej jak powieść współczesną, w której ten historyczny sztafaż sprawia wrażenie dekoracji, a nie prawdziwego świata. Przeszkadza to szczególnie mocno na początku, bo nowoczesny i dość prosty język zestawiony z czasem i miejscem akcji potrafi wywołać dysonans. Na szczęście całość jest na tyle sprawnie napisana, że w którymś momencie po prostu przymknąłem na ten aspekt oko i skupiłem się na samej opowieści.
A ta jest poprowadzona całkiem nieźle, przy czym od razu warto zaznaczyć, że to jest tak naprawdę powieść łącząca kryminał i obyczajówkę niemalże w równych proporcjach. Mamy oczywiście główny wątek kryminalny, ale Bukowski i Dancewicz dużo miejsca poświęcają postaciom i relacjom pomiędzy nimi. Mamy możliwość poznania poszczególnych bohaterów, polubienia ich i zrozumienia ich motywacji. Ciekawie wypada wątek rodziny Edigeyów-Koryckich, w porządku zaprezentowana jest przeszłość Jana i to jak bardzo konkretne wydarzenia go uformowały. Podobał mi się sposób rozegrania całego wątku romansu pomiędzy Janem i arystokratką, Konstancją Morawiecką – całość jest poprowadzona w mojej ocenie może prościej, lecz dużo sensowniej niż w serialu. Ogólnie warstwa obyczajowa wypada nieźle, tym bardziej, że autorzy potrafią to wykorzystać w fabule. Dlaczego jednak tylko nieźle? Niektóre postaci zostały zarysowane bardzo grubą kreską, sprowadzone do jednej konkretnej cechy. No i o ile wątek romansowy pomiędzy Janem i Konstancją został zaprezentowany dobrze, o tyle pozostałe elementy romansowe to niestety wytarte klisze, pokroju egzotycznej przygody na jedną noc lub standardowej „damy w opałach”.
Ale powieść przecież była reklamowana przede wszystkim jako mroczny kryminał z rytualnymi morderstwami w tle. I w tym miejscu muszę podkreślić, że jeżeli spodziewacie się typowego śledztwa to możecie się srodze rozczarować. Teoretycznie już otwarcie jest mocne i powoduje wszczęcie przez policję dochodzenia. Ale przez znaczną część książki praca policji ogranicza się do odnotowania kolejnych śmiertelnych przypadków. Morderca jest nieuchwytny, nie pozostawia żadnych śladów, nie widać poszlak, a funkcjonariusze organów ścigania są zaprezentowani w niezbyt przychylnym świetle. Ten wątek nabiera zdecydowanie tempa i bardziej klasycznego kierunku dopiero od momentu połączenia sił rodzeństwa Skarżyńskich i Jana w swego rodzaju prywatnym śledztwie. I choć czyta się to z zainteresowaniem, to często odnosiłem wrażenie, że nasi bohaterowie wpadali na trop zupełnie przypadkiem i niemalże do końca byli raczej prowadzeni przez mordercę. Sam finał dla mnie jest w porządku, choć przyznam, że bardziej mnie kupiły chyba te wszystkie wątki poboczne. I w ramach tego wątku jest też jeden kolosalny problem. Epilog. Szczerze? Chyba odradzam wszystkim jego lekturę. Autorzy bowiem zdecydowali się na zabieg w mojej ocenie wręcz karygodny. W króciutkim epilogu serwują nam bowiem ogromny twist, który stawia w zupełnie innym świetle wszystkie wydarzenia, jakie mieliśmy okazję śledzić, sugerując rozwiązanie z punktu widzenia całej tej opowieści po prostu nieakceptowalne.
Całościowo „Najdłuższa noc” to niezła, choć niepozbawiona wad. Na pewno poleciłbym ją czytelnikom, którym spodobał się serial. A pozostałym? Jeżeli zaintrygował Was historyczny sztafaż i lubicie lekkie kryminały to można spróbować. Nie spodziewajcie się jednak jakieś rewolucji – autorzy chcieli się pobawić historycznym wystrojem, wzbogacić całość o wątek kryminalny i dostarczyć niezobowiązującej rozrywki. I to się chyba udało.

Książkę kupicie w dobrej cenie w księgarni internetowej Czytam.pl pod tym linkiem.

  • Autorzy: Marek Bukowski, Maciej Dancewicz
  • Wydawca: Muza
  • Data publikacji: 2017-02-15
  • Format: s. 384, ok. miękka
  • Opis z okładki: Krwawa belle époque. Kraków, grudzień 1904 roku. Na Plantach zostaje znalezione brutalnie okaleczone ciało kobiety. Nie ma przy nim żadnych dokumentów ani rzeczy osobistych, więc zidentyfikowanie ofiary jest niemożliwe. Trzy miesiące później dochodzi do kolejnej zbrodni. Czyżby miasto terroryzował seryjny morderca? Kraków paraliżuje strach. Miasto huczy od plotek. Mordercę należy znaleźć, zanim popełni kolejną zbrodnię. Początek XX wieku, belle époque, czas rozkwitu nie tylko sztuki, ale także techniki. Teatr miejski przy placu Świętego Ducha posiada własną elektrownię, po ulicach miasta jeżdżą już pierwsze automobile. W Krakowie otwiera się nowoczesne laboratorium kryminalistyczne, a informacje zdobyte dzięki nowym metodom będą miały ogromne znaczenie dla prowadzonego śledztwa. Nawet najwięksi sceptycy przyznają wkrótce, że działalność laboratorium jest doprawdy imponująca. Misternie skonstruowana intryga, morderstwa popełniane z zimną krwią, przestępczy Kraków i tajemnicza symbolika – „Najdłuższa noc” to książka, której lektura usatysfakcjonuje nawet najwytrawniejszych czytelników kryminałów. Autorzy Marek Bukowski i Maciej Dancewicz, nie tylko przedstawiają mroczną historię i tworzą pełnokrwistych bohaterów. Pokazują również, jak rodziła się nowa epoka, jak wyglądało zderzenie postępu cywilizacyjnego i przełomu obyczajowego ze światem biedy i zabobonów.