Moriarty

Anthony Horowitz

Przypuszczam, że niemal każdy wielbiciel literatury kryminalnej zetknął się z powieściami sir Arthura Conan Doyle’a i ich bohaterem, bowiem to właśnie Sherlocka Holmesa uważa się za najważniejszego z protoplastów znanego współcześnie archetypu detektywa. Dodać też trzeba, że zdumiewa liczebność adaptacji filmowo-serialowych, a także tekstów kultury inspirowanych postacią, dlatego miłą niespodzianką w natłoku holmesopodobnych i reinterpretujących go produkcji okazała się powieść Anthony’ego Horowitza zatytułowana po prostu Moriarty.

Jej akcja rozpoczyna się krótko po tym, jak detektyw wszechczasów spada wraz ze swoim adwersarzem do wodospadu Reichenbach i ostatecznie ginie. A przynajmniej schodzi ze sceny, albowiem każdy miłośnik literatury kryminalnej wie, że nieszczęsny sir Arthur Conan Doyle męczył się na próżno fundując Sherlockowi spektakularny zgon, ponieważ czytelnicy przekonali później pisarza, aby „zwrócił” im ulubioną postać literacką, co też autor (jako urodzony dżentelmen) zrobił, ponownie czyniąc detektywa protagonistą w opowiadaniu Pusty dom. Tymczasem jednak wypada powrócić do przerwanego wątku i wodospadu Reichenbach, w okolicy którego pojawia się, wkrótce po niefortunnych zdarzeniach z udziałem Holemsa i Moriarty’ego, śledczy z Agencji Pinkertona, zainteresowany sprawą  ze względu na możliwe powiązania tego ostatniego z bardzo przebiegłym a bezwzględnym przestępcą z Ameryki. Wspomniany śledczy łączy siły z sympatycznym inspektorem Jonesem z angielskiej policji i razem starają się rozwikłać zagadkę tożsamości i zamiarów Clarence’a Devereaux.

Powieść Horowitza jest niezwykle pomysłowa, wpisująca się jednocześnie w poetykę Cona Doyle’owskich utworów. Inspirację widać tu wyraźnie choćby w dość pretensjonalnych i frymuśnych niekiedy nazwiskach i imionach a to przestępców, a to zwykłych obywateli, jednak te detale zrównoważone zostają bardzo współczesnym pod względem psychologicznym, oszczędnym sposobem prowadzenia narracji. Ta jest zresztą pierwszoosobowa i przynosi niespodziankę tak wielką, że rozmiarami porównywalną tylko ze znaną admiratorom gatunku a wyjątkowo szokująca powieścią Agathy Christie. Horowitz nie podąża jednak śladami Holmesa, a choć jego bohaterowie rozpoczynają swoją przygodę w miejscu, w którym skończyła się ona dla wielkiego detektywa, to nie jest to opowieść wtórna, lecz jedynie związana z motywami pojawiającymi się w Ostatniej zagadce. Manifestacją podobnej tendencji wydaje się wprowadzenie protagonisty pochodzącego nie z Anglii, lecz Stanów Zjednoczonych, będącego literackim nawiązaniem do innego z tytanów gatunku kryminalnego, Dashiella Hammetta (właśc. Samuel Dashiell Hammett), który nie tylko sam pracował dla Agencji Pinkertona, lecz również stworzył kilka utworów, których bohaterem uczynił śledczego pracującego dla agencji. Decydując się na owo nawiązanie, Horowitz niejako połączył klasyczny kryminał z tzw. czarną jego odmianą, wyrosłą właśnie na amerykańskim gruncie i związaną przede wszystkim z artystycznym responsem na brutalne poczynania gangsterów kierujących grupami przestępczymi o rozbudowanych strukturach. Wprowadzenie zarówno agenta śledczego pracującego dla Pinkertona, jak i uczynienie przedmiotem jego poszukiwań właśnie super-gangstera z USA nie są chwytami przypadkowymi, jako że pisarz doskonale orientuje się nie tylko w konwencjach, lecz i w historii gatunku, wydaje się także wytrawnym znawcą tego typu literatury. Te właśnie niuanse są w powieści Moriarty najbardziej zachwycające. Jak rzekłam, dla admiratora kryminału jest to rzecz pasjonująca, bowiem można w niej odnaleźć subtelne, niekiedy nieoczywiste powiązania i aluzje, zanurzyć się w nich i obserwować, jak misternie łączy Horowitz różne odmiany literatury detektywistycznej i kreuje z nich zupełnie nową jakość. Zaznaczyć jednak trzeba, że dla czytelnika, który nigdy wcześniej nie zetknął się z twórczością sir Arthura Conan Doyle’a (oraz pozostałymi wymienionymi), to również nie będzie lektura nudna. Horowitz zadbał, żeby wszystkie niezbędne informacje znalazły się w pierwszych rozdziałach powieści i żeby akcja rozwijała się w taki sposób, żeby elementy inspirowane opowiadaniami o Holmesie nie były dla odbiorcy przytłaczające czy wręcz niezrozumiałe. Aluzji do Hammetta – uważanego zresztą za twórcę konwencji czarnego kryminału – po prostu taki czytelnik nie dojrzy, lecz i to odbędzie się bez szkody dla kwestii poznawczych; po prostu odbiór powieści zostanie nieco zubożony o pewne detale, które uradują fascynata, ot, tyle.

  • Autor: Anthony Horowitz
  • Tytuł oryginalny: Moriarty
  • Przekład: Maciej Szymański
  • Wydawca: Rebis
  • Data publikacji: 2015-03-03
  • Format: s. 288; okładka twarda
  • Opis z okładki: "Sherlock Holmes nie żyje. Zapada mrok” Stało się! W pamiętnym starciu nad wodospadem Reichenbach przepadli Sherlock Holmes i jego arcywróg, profesor James Moriarty. Policjanci ze Scotland Yardu opłakują największego z detektywów, a przestępcza brać Londynu tęskni za swym hersztem - zwłaszcza że na horyzoncie pojawia się nowa, brutalna siła zza oceanu, gotowa przejąć kontrolę nad półświatkiem: gang Clarence’a Devereux. Śledczy Frederick Chase z Agencji Detektywistycznej Pinkertona, który podąża jego tropem, znajduje sprzymierzeńca w osobie inspektora Athelneya Jonesa, gorliwego naśladowcy samego Holmesa. Wkrótce jednak zaczną ginąć ludzie, a gra pozorów, w którą uwikłają się bohaterowie, doprowadzi ich do zaskakującego finału.