Miłość

Tadeusz Oszubski

Miłość, jak zapewniała niekiedy słowami swoich bohaterów niezrównana Agatha Christie, to rzecz przerażająca. I w tej materii wszystko po staremu, mimo iż mamy już ten XXI wiek i od czasów „Agatki” zmieniło się przecież tak wiele. Tyle że obecność komputerów, telefonów komórkowych, kuchenek indukcyjnych, mikrofalówek czy innych wynalazków nie przeobraziła jakoś radykalnie najbardziej elementarnych emocji, które odczuwają ludzie. Dowodem na to jest choćby nowa powieść (cenionego przeze mnie za zbiór Drapieżnik) Tadeusza Oszubskiego, zatytułowana po prostu Miłość. Autor, człowiek dojrzały, doświadczony pisarsko, bardzo świadomy materii językowej, wyczulony na niuanse związane z budowaniem nastroju, stworzył rzecz interesującą, wpisującą się w dużym stopniu w konwencję kryminału współczesnego, w którym na pierwszym miejscu nie stawia się zagadki i śledztwa, lecz – jak w tym akurat wypadku – portrety psychologiczne, motywacje i relacje łączące poszczególnych bohaterów.
Tych zaś jest w powieści kilku, a ich historie ostatecznie splatają się w zgrabnie zmontowaną całość. Oszubski bardzo poprawnie konstruuje osobowości swoich protagonistów, aczkolwiek – i to mi niekiedy zawadza – nie zawsze są to wizerunki pogłębione, a co za tym idzie: wiarygodne. Nie przeczę, że postaci są interesujące, a ich losy, przeszłość czy teraźniejszość śledzi się z niewątpliwą przyjemnością. Rzecz tylko w tym, że to bardziej typy niż persony, bardziej szkice niż detaliczne portrety i to jest chyba to, co odrobinę zaburza moja lekturową percepcję. Po prostu akurat ja, Ksenia Olkusz, mam taką fanaberię czy też feblika – jak kto woli – na punkcie psychologii bohaterów (o co toczę bezustanne dysputy z moim lubym, dla którego konstrukcja świata ma o wiele większe znaczenie niż niuanse charakterologiczne) i wygodniej mi się przyswaja teksty, które jakoś mi tych bohaterów unaoczniają, a nie tylko uobecniają. Protagoniści u Oszubskiego mają jednak potencjał, bo bez wątpienia ich motywacje bywają intrygujące. Nie mogę tego odmówić ani młodemu, przerażająco konsekwentnemu w dążeniach gangsterowi, ani tym bardziej Janowi Wirskiemu, byłemu funkcjonariuszowi peerelowskich służb, a obecnie restauratorowi. Zwłaszcza rozmyślania tego ostatniego nad kwestiami związanymi z własnym życiem uczuciowym i osobliwym pociągiem do chudych i rudych niewiast wraz z przywołaniem przeszłych zdarzeń i wplątaniem w to wszystko nieopisanie wręcz pokomplikowanej Pani Doktorowej są ujmujące i sprawiają, że punkt ciężkości powieści zogniskowany zostaje właśnie wokół tytułowego uczucia.
Wszystkie zresztą wątki łączy topos miłości, interpretowanej i realizującej się w najróżniejszy sposób. Jest tu i obsesja, i mocne sceny erotyczne, i powidoki przeszłych emocji, i rodzące się zakochanie, i relacja rodzinna oraz różne inne warianty tytułowego motywu. Podkreślić tu trzeba walor artystyczny takiej konstrukcji, ponieważ aspekt miłosny wcale nie stanowi narzucającej się dominanty wynikającej z lektury. To tytuł w zasadzie uwypukla te kwestie, to on decyduje o tym, że nie zbrodnie, nie grzeszki i grzechy stają się najwyraźniej widoczne.
Te – dodać trzeba – mają rozmaity, że się tak wyrażę, kaliber. Od zdrady, po chciwość, od agresji, po tortury, od zaślepienia, po morderstwo. I tu ponownie podkreślę: nie zbrodnia, nie elementy kryminalne są tutaj najważniejsze. Na planie pierwszym czytelnik ma bowiem po prostu historie (a jakże) miłosne bohaterów, po prostu niekiedy „przyprawione” detalem mniej lub bardziej kryminogennym. Czasem nawet tak podanym, że gdybym była bardzo naiwną, bardzo optymistycznie oglądającą świat i ludzi, bardzo idealistycznie zorientowaną osobą, to po prostu rzekłabym, że „to niemożliwe! Ludzie tak nie mają! Ludzie tak nie robią!”. Tyle że… robią! Owszem, niestety robią, nawet jeżeli autor Miłości ździebko przesadzi, nieco przerysuje gwoli dramatyzacji wydarzeń i podkręcenia intrygi to, co czynią dla osiągnięcia celu i satysfakcji bohaterowie powieści. W centrum zainteresowania znajduje się bowiem obsesja, uwikłanie w nią, opętanie miłością i wszelkie tego konsekwencje. Pamiętacie, co pisała Agatha Christie, co przytoczyłam na początku recenzji? No właśnie. Miłość istotnie może przybrać literalnie przerażającą formę. W dodatku Oszubski, spec od konstruowania nastroju absolutnie obezwładniającej grozy, daje oszołomionemu czytelnikowi kilka tak mocnych scen, że trudno się nie przestraszyć na samą myśl o zapałaniu do kogoś uczuciem.
Bardzo wpisującym się w literacki krajobraz zainteresowań motywem jest historia malarza-seryjnego mordercy (nie, niczego nie spojleruję, to po prostu „wychodzi na jaw” niemal na samym początku powieści), który usiłuje odtworzyć portret ukochanej wyzyskując w tym celu nieco inne materiały niż przeciętny artysta plastyk. Ach, nie, wróć, przecież krew jest już passé, to już było, minęło i zostało nazwane sztuką. Oj tam, że kontrowersyjną, po prostu WSPÓŁCZESNĄ. Tak czy owak Oszubski zgrabnie wykorzystuje i reinterpretuje figurę szalonego twórcy mającą wszak w kulturze i świadomości popularnej bardzo zacną a długą tradycję.
Zadowolenie z lektury – niewątpliwie zasługującej na uwagę – wzmogło kilka detali, które (tu westchnę: niestety) wyłuska jedynie wyczulony na takie szczegóły czytelnik. Po pierwsze kwestie związane z garmażeryjną działalnością Wirskiego i mistrzowsko apetyczne opisy przygotowywania potraw w bardzo przyjemnej restauracji należącej do ludzi o nietuzinkowych aspiracjach. Druga kwestia to doskonałe a sugerujące dużą znajomość tematu deskrypcje związane z kwestiami odzieżowymi. Ponieważ luby mój ma obsesję (ach, znowu ta miłość) na punkcie tkanin, mody, ubioru, etc. i w mig wyłapuje wszystkie niuanse tego rodzaju, toteż co bardziej szczegółowe opisy czytałam mu na głos. Spec potwierdza, że pan Oszubski zna się na – nomen omen – rzeczy.
W zwieńczającym recenzję akapicie napisać by wypadało o scenach erotycznych, bujnie ozdabiających powieść. Tyle że jako czytelnik i jako badacz mam nieopisany problem z tego typu deskrypcjami. Nie zawsze wydają mi się potrzebne i choć tutaj w dużej mierze stanowią uzasadnienie i zobrazowanie obsesji bohaterów, to jednak więcej niż tych kilka słów na ten temat nie wypowiem. Miłość czytało mi się wszakże naprawdę przyjemnie, oczarowały mnie odniesienia do lat dziewięćdziesiątych XX w. i przemian społecznych, ekonomicznych, po części też tych obyczajowych. Te kwestie poruszone zostają w bardzo wiarygodny sposób i współtworzą niepowtarzalny klimat powieści.

  • Autor: Tadeusz Oszubski
  • Wydawca: Instytut Wydawniczy ERICA
  • Data publikacji: lipiec 2015
  • Cena: 34,90
  • Format: s. 240; okładka miękka
  • Opis z okładki: Do pewnej bydgoskiej galerii sztuki trafiają akty pięknej rudowłosej kobiety. Z pozoru zwykłe obrazy stają się przyczyną serii okrutnych zabójstw. W centrum dramatycznych wydarzeń znajduje się Jan Wirski – właściciel restauracji, miłośnik dobrej kuchni i kinoman. Wirski, który po latach wrócił do rodzinnego miasta, pragnie spokojnego życia, lecz jego mroczna przeszłość i rodzinne koneksje sprawiają, że musi się zająć rozwiązaniem ponurej zagadki wstrząsających Bydgoszczą zbrodni. Co wspólnego mają ze sobą córka senatora, alkoholik malujący szyldy, młody gangster i jego ukochana żona? Jak daleko każde z nich może się posunąć w imię miłości, uczucia, które nie tylko uwzniośla, ale też zabija?
  • Piotr Borowiec

    Przepraszam, czy to TEN Oszubski, od „Sfory”, „Mesjasza” i „Drapieżnika”? To biorę w ciemno, nie dlatego, że to jakiś genialny pisarz (bo „Mesjasz” był słaby, „Sfora” świetna a „Drapieżnik” nierówny….) ale mam do niego cholerny sentyment.