Mężczyzna z lasu

Scott Spencer

Wspomnienie z głębi lasu

Najnowsza książka Scotta Spencera jest dziwną powieścią. To chyba najlepsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy. Dziwna nie jest tu jednak warstwa fabularna. Nie ma żadnych treściowych ani formalnych eksperymentów. Mimo to ta „dziwność” bierze się z tego, że Amerykanin powieść zwyczajnie przekombinował. Za dużo tu wątków, za dużo znaczeń, które nie mają logicznego pokrycia w treści lub o których tylko można gdybać. Wszystko to powoduje, że tak właściwie ciężko jest powiedzieć, co u Spencera jest najważniejsze. Jest dużo wszystkiego, ale w tej ilości zabrakło metody i ekspresji. Zaczynając jednak od początku…

Paul Phillip zabija mężczyznę. Zbrodnia ma miejsce jesienią, w cichych lasach Winchester. Na drodze do zbrodni doskonałej staje jednak para nastolatków oddających się uciechom w pobliskich zaroślach. Powód zabójstwa jest oryginalny – Paul zabija w afekcie, widząc psa katowanego przez swojego właściciela. Tak przedstawia się początkowy rys fabuły. Paul naiwnie stara się uciec od przeszłości. Myśli, że uniknie traumatycznych wspomnień, uciekając na Alaskę. Jednak uratowany pies staje się jego szczekającym „wyrzutem sumienia”. Ostatecznie wraca, znajduje dom i szczęście w prowincjonalnym miasteczku Leyden, u boku pisarki Kate.

Jak mówiłem, jest w tej powieści chaos niemal totalny. Powyższa intryga starczyłaby na niezłe tomiszcze przynajmniej na przyzwoitym poziomie. Tymczasem Spencer niepotrzebnie komplikuje sprawę. A właściwie nie komplikuje, tylko wprowadza nudne i czasami zupełnie zbędne wątki. Nieumyślne zabójstwo to za mało według autora, aby zagmatwać życie (i osobowość) bohatera. Serwuje dla swojego protagonisty traumatyczną młodość w postaci powracającego widma matki lekomanki i wspomnienia o odnalezieniu ciała martwego ojca. To nie wszystko. Amerykanin wrzucił do tego kociołka jeszcze kilka wątków. Kate, pisarka i była alkoholiczka, wydaje książkę o tematyce religijnej, która przynosi jej medialny sukces. Czasami na pierwszy plan wychodzi odratowany pies, który urasta niemal do rangi swoistego dawcy katharsis. Jest tu ilość, która nie idzie w parze z jakością.

Dziwi fakt, że proza Spencera jest mdła i tak właściwie traktuje o niczym. Przecież wątków, jakie nam serwuje, wystarczyłoby na co najmniej trzy powieści. Intrygi nie współgrają tu ze sobą. Wydają się być nałożone na siebie na siłę i pozbawione głębszego zamysłu. Patrząc z drugiej strony, być może autor chciał uczynić Mężczyznę z lasu prozą wymagającą. Nie udało się, niestety. Ostatecznie otrzymujemy produkt, który wprawia w stan konfuzji. Jest to książka o zbrodni i poczuciu winy? O nieudanym życiu i próbie wyjścia na prostą? O tym, że pieniądze i sława szczęścia nie dają? Takie pytania po lekturze powieści Spencera można mnożyć bardzo długo. Tylko po co? Przecież na żadne z nich nie znajdziemy w powieści zadowalającej odpowiedzi…

Jednak, niewątpliwie, Mężczyzna z lasu ma jedną, podstawową zaletę. Mianowicie drobiazgowo i wnikliwie ukazany obraz amerykańskiego społeczeństwa, jakie zamieszkuje Leyden. Widać tu rosnące podziały i przepaść między sferą bogatych i biednych. Segregacja dzieje się za sprawą masowo napływającej ludności z różnych stron kontynentu. Inną konsekwencją tego faktu jest brak poczucia ciągłości i wykorzenienie ludności miasteczka. Nikt w miasteczku nie jest „stąd”. Każdy jest obcym, szukającym swojego miejsca. Dostajemy więc ciekawy i rzetelny społeczny przekrój, doskonale zobrazowany przez opisy spotkań i bankietów.

Mężczyzna z lasu cierpi na przypadłość przekombinowania, która ma na celu zakamuflowanie treściowej pustki, jaka z niej wieje. Powiem szczerze – po odłożeniu tej powieści, nie wiem, co właściwie autor chciał mi jako czytelnikowi przekazać. Mam jednak nadzieję, że coś chciał. W literaturze pojęcie „sztuka dla sztuki” rzadko się sprawdza.

 

  • Autor: Scott Spencer
  • Tytuł oryginalny: Man in the Woods
  • Przekład: Anna Rajca-Salata
  • Wydawca: Muza
  • Data publikacji: 22 lutego 2012
  • Cena: 34,99
  • Format: 288 s.
  • Opis z okładki:

    Paul już jako nastolatek radził sobie ze wszystkim sam. Prowadził życie człowieka wolnego i niezależnego, nie zawdzięczając nic nikomu. Odważny i stanowczy kierował się własnymi zasadami moralnymi. Kiedyś sądził, że jego życie toczyć się będzie od przypadku do przypadku, a kontakty z innymi ludźmi pozostaną jedynie przelotne. Tak się jednak nie stało, bo spotkał piękną i kochającą Kate Ellis i jej córkę, które ofiarowały mu miłość i poczucie bezpieczeństwa. Pewnego dnia w drodze do domu zjeżdża z autostrady do parku stanowego, gdzie natyka się na mężczyznę bijącego psa. Zaledwie kilka chwil wystarcza, by wciągnięty w wir agresji uruchomił serię wydarzeń, podczas których pozna samego siebie, doświadczy poczucia winy i odrzucenia.