Małodobry

Andrzej Pilipiuk, Eugeniusz Dębski, Jacek Komuda, Jacek Piekara, Jarosław Grzędowicz, Maja Lidia Kossakowska, Szczepan Twardoch, Tomasz Kołodziejczak, Hubert Spandowski, Kamil C. Alster, Mateusz Bandurski

Doprawdy dość sceptycznie podszedłem do pomysłu wydania przez Fabrykę Słów antologii, której tematem przewodnim byłby kaci żywot. Biorąc pod uwagę „Demony”, nietrudno mnie zrozumieć, gdyż efekt okazał się mocno średni. Koniec końców jednak niepomiernie się zdziwiłem (by być bliższym prawdy, muszę napisać, że moje zdziwienie narastało wraz z postępem lektury). Nadmienię, iż było to zaskoczenie całkiem miłej i przyjemnej natury, gdyż w odróżnieniu od „Demonów” „Małodobry” przypadł mi do gustu. Autorzy mieli ograniczone pole do popisu, niemniej poradzili sobie bardzo dobrze. Właściwie każdy tekst jest inny; mimo iż kręcą się wokół tej samej osi, to w odmiennych kierunkach, a w niektórych przypadkach nawet w innych wymiarach! Ale przejdźmy do konkretów.

Zbiór zaczyna tekst Mai Lidii Kossakowskiej, jedynej kobiety wśród czcigodnego grona autorów. „Spokój Szarej Wody” to dobry i ciekawy wstęp, przezornie i inteligentnie wystawiony na pierwszą linię ataku. Mimo iż przewidywalna, historia opowiedziana jest zgrabnie – od razu polubiłem głównego bohatera, czyli mistrza katowskiego rzemiosła Ambrosiusa. Co ciekawe, autorka obdarzyła katów specjalnym darem czy też mocą „widzenia cudzych grzechów” oraz „godzenia zwaśnionych dusz” podczas trwania egzekucji. Ambrosius zachowuje się jak średniowieczne połączenie Jamesa Bonda i Sherlocka Holmesa, nie zapominając o swoich obowiązkach. Postać to jednocześnie skora do uciech i szlachecka, a ja takie lubię, bo są bardzo ludzkie. Jak widać temat antologii podjęty odpowiednio i uzupełniony świetnymi pomysłami pisarki.

Andrzej Pilipiuk jako drugi w kolejności przedstawia nam opowiadanie „Grucha”, które jak mniemam traktuje motyw przewodni z wielkim przymrużeniem oka, zabawiając się konwencją i lekko z niej drwiąc. Tak więc młody chłopiec, którego „katuje” szalona historyczka, ma szansę odpłacić się jej pięknym za nadobne z pomocą pewnego jegomościa, którego fachu zapewne już wszyscy się domyślili. W porównaniu do reszty tekst jest zdecydowanie najmniej poważny i najlżejszy w odbiorze, niemniej do antologii pasuje, bowiem dodaje jej kolorytu.

Następne opowiadanie, tym razem Eugeniusza Dębskiego – „Dzień rozliczenia” przedstawia dosyć drastyczne, ale też innowacyjne podejście do problemu przeludnienia. W bliżej nieokreślonej przyszłości, w związku z programem kontroli nad liczebnością społeczeństwa wprowadzony zostaje tzw. dzień rozliczenia, przypadający w 18-te urodziny każdego młodego człowieka. Wchodzący w dorosłość mają wtedy wybór – zależnie od swojego sądu mogą wymierzyć „sprawiedliwość”, stając się przez ten jeden dzień katem i kończąc żywot jednego lub obojga rodziców. Podejście do tematu okrężną drogą, ale za to jaka fabuła! (jest delikatnie nakreślona, bez przesadnego polotu, całkowicie wystarcza, by dostrzec jej przesłanie). Jedno z moich ulubionych opowiadań w zbiorze, gdyż skłania do różnorakich przemyśleń, a to się liczy. Oklaski dla pana Dębskiego. W „Demonach” wypadł blado, tu zaś błyszczy niczym klejnot w koronie.

Czwarty tekst (autorstwa Tomasza Kołodziejczaka) to liczący sobie już kilka lat „Wrócę do ciebie, kacie”. Opowiadanie należy zaliczyć właściwie do s-f, choć może bardziej odpowiednia byłaby nazwa social s-f, gdyż wykreowanemu społeczeństwu Kołodziejczak poświęca sporo miejsca. Sama historia jest dość zawiła, a główny bohater, Damien van Dorn, tyleż tajemniczy i skryty, co oddany Prawu. Zgrabnie napisane i mimo iż nie przepadam za tego typu literaturą, tym razem autor zdołał mnie zaciekawić, zwłaszcza że ostatnia część jest całkiem elektryzująca i obfituje w zwroty akcji.

Pierwsze mało znane nazwisko, jakie pojawia się na liście autorów, to Hubert Spandowski, którego debiut literacki „Męska robota” można krótko streścić jako ostrzeżenie, że nie zawsze wychodzi na dobre, gdy mężczyzna przynosi swoją pracę do domu. Dodajmy też, że mężczyźnie temu w życiu nie powodzi się najlepiej, ale swoją pracę kocha niezmiernie. Aby odreagować, wpada na pomysł, który nie wszystkim przypadnie do gustu. Hubert (swoją drogą, mój kolega z redakcji Carpe Noctem) napisał proste i mało skomplikowane opowiadanie. Jest również najmniej wprawiony w literackim fachu, co da się poznać po niewyrobionym stylu i języku, ale w gronie tak dobrych pisarzy (i tak dobrych tekstów) jest to debiut zasługujący na pochwałę. Ma ciekawe przesłanie i dobrze pasuje do antologii.

Jarosław Grzędowicz, którego dzieła podziwiam od jakiegoś już czasu, w swoim „Pocałunku Loisetty” mówi nam o niebezpiecznej fascynacji śmiercią i machiną służącą do jej zadawania, a mianowicie gilotyną. Akcja dzieje się w czasach Rewolucji Francuskiej, a główny bohater – kat – ma ściąć pozbawionego skrupułów i ewidentnie szalonego zbrodniarza. Tekst mocny i wciągający. Jeden z lepszych w zbiorze. Pan Grzędowicz jest w coraz lepszej formie, jak dotąd nie zwiodłem się na nim i wierzę, że będzie tak nadal.

Kolejne dwa nazwiska nie są może znane szerszemu gronu odbiorców, lecz zasługują na uwagę. Kamil C. Alster w „Panikacie” opowiada o tym (w sposób interesujący i przewrotny), jak można wykorzystać dzieci, oraz techniki kontroli tłumu do pozbycia się znienawidzonych urzędników państwowych. Bohaterka planuje zemstę na kobiecie, która wykorzystuje drastyczne filmy, by uświadamiać bardzo młodym jeszcze ludziom, czym może skończyć się zły postępek i grzech. Szczepan Twardoch natomiast w swojej „Historii prowincjonalnej” przedstawił przebieg pewnych zdarzeń z punktu widzenia dwóch osób (młodego i nieopierzonego jeszcze rewolucjonisty, mającego nikłe pojęciu o dobru ogółu, oraz traktowanego jak banitę miejskiego kata, który całe życie podporządkowany jest kultywowanym od pokoleń regułom i zasadom). Jest to moje drugie ulubione opowiadanie z „Małodobrego”. Opowiedziane z werwą i wprawą literacką, a do tego szalenie wciągające i nie pozwalające na odpoczynek do ostatniej literki. Bardzo dogłębna i wzruszająca historia, nie pozbawiona refleksyjnego tonu. Brawa dla autora.

Moim skromny zdaniem zdecydowanie najlepszym tekstem zbioru jest „Oprawca” Jacka Komudy. Wyróżnia się kilkoma atutami. Przede wszystkim, jest napisane w klimacie rozbójniczych przygodówek poświęconych bandom korsarzy żeglujących po morzach i oceanach. Piraci oraz ich przygody zawsze posiadali ten specyficzny blask i potencjał, którego tutaj autor bynajmniej nie zmarnował. Drugą ciekawą cechę stanowi fakt, iż katem nie jest w tym opowiadaniu człowiek, a statek – mroczny galeon okrzyknięty bardzo złą i mroczną sławą (tytułowy „Oprawca”). Nie zabrakło więc rosłych i śmiertelnie groźnych jednookich korsarzy, morskich bitew, walk, wulgarnego języka (jak na piratów przystało), buntu na pokładzie, litrów rumu i przeklętego skarbu. Występuje nawet bohater Robert Stevenson, którego miłośnicy „Wyspy skarbów” na pewno skojarzą. To najdłuższa historia, lecz opowiedziana tak zwiewnie i w sposób tak wciągający, że nawet nie zauważycie, kiedy ją skończycie. Polecam szczególnie, gdyż to Czarna Perła tej antologii.

Mateusz Bandurski (mój drugi redakcyjny kolega), którego „Łaps” jest również „wypłynięciem na szersze wody”, został umieszczony na przedostatnim miejscu w spisie. Jego zgrabna i ciekawa historia, zakrojona na klimaty Dzikiego Zachodu opowiada o miejscowym szeryfie (pełniącym chcąc nie chcąc rolę kata), który przeciwny jest samosądowi na pewnym bandycie. Opowiadaniu brakuje troszkę przebojowości Komudy, troszkę wyobraźni i stylu Grzędowicza, troszkę uniwersalnego przesłania Dębskiego. Poza tym stoi na równie wysokim poziomie co reszta tekstów, co zważając na fakt, iż jest to debiut, tym bardziej zasługuje na pochwałę. Jestem przekonany, że ten autor jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Podobnie jak w „Demonach”, i tym razem zbiór zamyka Jacek Piekara i jego Mordimer Madderdin w opowiadaniu „Kości i zwłoki”. Jakkolwiek w przypadku „Demonów” tekst z tym bohaterem kompletnie mi się nie podobał, tak tutaj jest jednym z najlepszych. Świetnie sprawdza się jako „historia katowska” – jest sprawniej napisany, z dużą dawką specyficznego, ironicznego humoru, za który szczerze polubiłem Inkwizytora. Poza tym sama fabuła jest bardzo dobrze nakreślona, a pomysł, choć mało innowacyjny (rozdwojenie jaźni), został świetnie zrealizowany. I tak to mamy przykład, iż w skrajnych sytuacjach obrońca i kat mogą być tą samą, spaczoną osobowością. Bardzo dobry, idealnie pasujący na kulminację zbiorku tekst.

Podsumowując, „Małodobry jest strzałem w dziesiątkę. Wszystkie teksty stoją na wysokim poziomie, niektórym może brakuje jeszcze trochę pierwiastka „przeboju”, ale zważając na fakt, że pośród wprawionych literatów mamy tu do czynienia z debiutantami, efekt jest zaiste więcej niż zadowalający. Świetna lektura, którą polecam na długie zimowe wieczory. Dowiecie się z niej wiele o katowskim żywocie, losie oraz powołaniu. Książka warta ścięcia głowy.