Lata ryżu i soli

Kim Stanley Robinson

Chociaż książki przedstawiające alternatywną wersję pewnej części ludzkiej historii od zawsze traktowałem z przymrużeniem oka jako pozycje, które oprócz przedstawienia ekscytującej opowieści do samego historycznego tła nie wnoszą nic wartościowego, tak ostatnio spotkałem się z czymś unikatowym w tego typu literaturze i musiałem zrewidować do pewnego stopnia swe przekonanie.

„Lata ryżu i soli” to dzieło amerykańskiego pisarza science fiction, Kima Stanleya Robinsona, który znany jest z bardzo szerokich zainteresowań społeczno-ekologiczno-duchowo-naukowych, które wplata obficie w swoje książki. Można powiedzieć, że powieść ta to takie podsumowanie jego przekonań i poglądów na temat ludzkiej cywilizacji.

Tym razem elementem, który zmienia bieg historii, jest XIV-wieczna epidemia dżumy, będąca przyczyną śmierci niemal całej europejskiej ludności. W ten sposób dochodzi do tego, że człowiek o białym kolorze skóry jest niezwykłym okazem, trzymanym przez sułtanów w ich pałacach i haremach jako ciekawostkę; chrześcijaństwo jest religią zupełnie marginalną, niczym wierzenia odległych plemion z afrykańskich dżungli, a społeczeństwa mają zupełnie inne struktury i obyczaje. Na tym tle autor snuje rozważania społeczne, religijne i filozoficzne, a podstawowym pytaniem jest: czy naprawdę mamy prawo uważać, że stworzona przez Europejczyków chrześcijańska cywilizacja jest w jakiś sposób lepsza, a jej wierzenia bardziej prawdziwe niż wizje świata buddystów, hinduistów czy wyznawców islamu? Robinson w staraniach uzmysłowienia nam jak istotne jest to pytanie, przedstawia 700 lat panowania nad światem wschodnich kultur, dla których chrześcijaństwo europejskie to coś starożytnego i minionego.

Na początek chciałbym rozważyć, do jakiego gatunku tak naprawdę przynależą „Lata ryżu i soli”, które trudno nawet nazwać fantastyką. Owszem, „powieść” wydaje się tu dobrym określeniem – książka jest długa, pisana prozą, wielowątkowa. Z drugiej strony możemy tu mówić wręcz o epopei – w każdym z rozdziałów mamy historię pewnego człowieka działającego na tle społeczeństwa w przełomowych dla tego społeczeństwa momentach historycznych. Ale czy można nazwać epopeją dzieło opisujące fikcyjną historię? Ja sam przywykłem „Lata ryżu i soli” nazywać „sagą reinkarnacyjną”, gdyż opowiadają one historię pewnej jati, czyli grupy ludzi powiązanych wspólnym losem i natrafiających na siebie w czasie kolejnych żyć na Ziemi w doczesności (choć o tym, że znali się w poprzednich życiach nie zawsze wiedzą). W każdej księdze owej sagi mamy z pozoru różnych bohaterów, tak naprawdę jednak są to kolejne wcielenia tych samych osób, tych samych jaźni, obdarzonych pewnymi specyficznymi cechami i odgrywających w danej epoce właściwą im, całkiem poważną rolę (mamy na przykład typowego naukowca czy buntownika, dzięki którym świat niejednokrotnie prze do przodu). Aby łatwiej rozpoznać kto jest kim, odpowiedni bohaterowie w kolejnych częściach książki otrzymują imiona zaczynające się na tę samą literę alfabetu.

Okazuje się, że reinkarnacja stanowi w tej książce spoiwo pomiędzy różnymi religiami i kulturami. Na kartach powieści autor przekonuje, że należy próbować zjednoczyć wszystkie wielkie wierzenia, gdyż każde z nich tak naprawdę opiera się na współczuciu, równości i harmonii, a wszystko, co złe w religiach (wojny, upokarzanie kobiet, zacofanie umysłowe) stanowi tylko i wyłącznie wynik wypaczeń późniejszych prawodawców, pracujących dla władców pragnących utrzymać despotyczne rządy oparte na strachu. „Słowo Boże spadło na człowieka jak deszcz na ziemię, w wyniku czego powstało błoto, nie zaś czysta woda” – jak przyznaje w książce sufi (muzułmański mistyk) Junnaiyd.

Bardzo dużą uwagę Robinson poświęcił również kwestii równouprawnienia kobiet, zwłaszcza jeśli chodzi o islam. Autor w księdze drugiej przedstawił wywód, że kobietę z mężczyzną zrównuje nawet Koran, a fakt, że żony muszą mimo wszystko chodzić w czadorach i być uległe swoim mężom jest wynikiem tylko i wyłącznie późniejszych prawodawców, którzy chcieli umocnić patriarchat.

I tu powstaje pytanie: jak wiele nazwisk, nazw, wydarzeń i nauk przytaczanych jako tło dla tej opowieści stanowi prawdę zgodną z NASZĄ historią, a jak duża fikcję literacką? Niewątpliwie są w książce odwołania do mało znanych dla Europejczyków faktów z historii Wschodu: niektóre sprawdzałem, trudno mi było jednak znaleźć dostęp do co poniektórych przedstawianych nauk islamskich, więc nie wiem, czy faktycznie ta religia jest tak przekłamywana. W każdym razie z pewnością książka jest mieszanką prawdy i fikcji, co czyni z sagi jeszcze ciekawszą, jeszcze bardziej zapętloną i wiarygodną lekturę.
    Przybliżanie religii i kultury Wschodu przez Robinsona moim zdaniem w głównej mierze miało na celu pokazać zwyczajnemu, europejskiemu czy amerykańskiemu czytelnikowi, że w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy podobni i nie należy pogłębiać różnic etnicznych i rasowych, a je likwidować i starać się stworzyć idealne, pokojowe społeczeństwo. Oczywiście to mrzonki, które śnią się ludziom od setek lat, ale nierealność tego schematu nie leży aż tak bardzo w samej naturze człowieka, co wpajanym weń schematom myślenia. Robinson próbuje pokazać, że są one bzdurą i należy je niszczyć.

Co więcej, stworzona przez niego alternatywna historia świata po epidemii czarnej śmierci ogromnie przypomina historię naszej cywilizacji: odkrycia grawitacji, prędkości dźwięku, reakcji jądrowych, Długa Wojna XX wieku (w książce Robinsona czas liczy się od hidżry, czyli wyjścia Mahometa z Mekki do Medyny w 622 roku, a zatem XX wiek to w „Latach ryżu i soli” wiek XIV) – wszystko to następuje w mniej więcej tym samym czasie, co w świecie rzeczywistym. Według mnie autor próbował tym samym podkreślić, że niezależnie od tego, jak bardzo zmieni się układ sił na planecie, wciąż nieuchronnie zmierzamy w tym samym kierunku. Postęp zawsze byłby ten sam, a to, że ktoś wiedzie prym w odkryciach naukowych wynika jedynie z takich a nie innych okoliczności geograficzno-politycznych. Od nas zależy jedynie, jak będziemy traktować siebie nawzajem.

Co może się nie podobać w książce? Fakt, że czuć na kilometr europejski sposób myślenia autora. Choć nie przeczę, że saga jest naprawdę bardzo bogata w szerszy kontekst kulturowy, przedstawiany w bardzo drobnych szczegółach, to jednak w rozmowach bohaterów książki widać ten charakter rzeczowej rozmowy Europejczyków czy Amerykanów. Nie jestem specem od kulturoznawstwa, ale raziło mnie coś wyraźnie nie tylko w dialogach, ale i sposobie relacjonowania niektórych elementów fabuły. Coś, co nie pasuje do charakteru przedstawianego świata. Autor niestety musiałby się urodzić i przeżyć co najmniej 20 lat w każdej z opisywanych kultur, nim nasiąknąłby duchem prawdziwego buddyzmu czy hinduizmu. Poza tym, jak już ktoś słusznie zauważył, Robinson jest humanistą, toteż nieumiejętnie i mało wiarygodnie przedstawia aspekt naukowy dzieła. Mało przekonująco wypada zwłaszcza księga pt. „Alchemik”, w której bohaterowie wykonują w krótkim czasie dzieło długiego i owocnego żywota sir Isaaca Newtona.

Co jeszcze? Koszmarna redakcja. Książka pełna jest drobnych, ale irytujących usterek typograficznych, momentami interpunkcja szaleje, a gramatyka kuleje. Nie mogłem również wyjść ze zdumienia, gdy widziałem takie kwiatki jak „pacjętów”, „co się rzewnie podoba” czy „przekonywujący”. Koszmar.

Ostatecznie jednak jest to bardzo dobra pozycja, choć jestem zupełnie świadom, że nie spodoba się tym, którzy oczekują od długich powieści wartkiej akcji. Taką znaleźć można jedynie w pierwszej księdze, dalej pojawia się coraz więcej rozważań, długich monologów, opisów i innych mało dynamicznych elementów. Tak czy inaczej są godne podziwu rozmach owej „sagi reinkarnacyjnej” oraz bardzo zgrabne związanie całych tych siedmiuset lat poprzez kolejne wcielenia tych samych bohaterów.

Ostatecznie pozycja ta ma szansę zostać czymś ponadczasowym, choćby dlatego, że traktuje w głównej mierze o takich właśnie rzeczach i jest bardzo udaną próbą „przemycenia” idei i wizji innych kultur na grunt literatury amerykańskiej. Co prawda nikłe są szanse, by zrealizowano główną ideę książki i zapanował powszechny egalitaryzm, pokój i braterstwo, ale warto o takich sprawach mówić i pokazywać różne ich aspekty.

  • Autor: Kim Stanley Robinson
  • Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
  • Data publikacji: listopad 2007
  • Cena: 34,90
  • Format: 672 s.
  • Opis z okładki:

    W swej porywającej, głęboko przemyślanej książce Kim Stanley Robinson, jeden z najznakomitszych żyjących pisarzy SF, snuje wizję, jak mogłaby się potoczyć historia ludzkości, gdyby dżuma w XIV w. zabiła niemal wszystkich mieszkańców Europy, a dominującą rolę na świecie odgrywały imperia arabskie i chińskie. Siedem wieków tej alternatywnej historii świata (aż po współczesność) oglądamy oczami różnych bohaterów w różnych czasach – dusze żołnierzy, niewolników, filozofów, władców powracają co jakiś czas w odmiennych wcieleniach. Losy tych ludzi zależą od świata, ale i oni wpływają na bieg wydarzeń. Stworzony przez Robinsona wiarygodny, realistyczny świat tworzy ramy dla wielobarwnej tkaniny utkanej z filozoficznych, naukowych, teologicznych i socjologicznych wątków, przy czym w centrum zainteresowania autora pozostają zawsze pytania o sens życia i śmierci, istnienie wieczności, wartość ludzkich wyborów. Dzięki temu jest to lektura nie tylko dla wielbicieli fantastyki.