Krew i stal

Jacek Łukawski

W czasie wojny, w której wojsko korzystało z pomocy magów, doszło do zderzenia dwóch potężnych czarów, co wywołało przedziwną reakcję – wytworzenie Martwicy, czyli dużego obszaru, gdzie zamarło wszelkie życie. Po kilku pokoleniach pojawiły się pogłoski, że Martwica zaczyna się cofać. Wtedy z Wondettel zostaje wysłany oddział żołnierzy, a ich zadaniem jest odnalezienie najpierw przejścia, a potem świątyni i znajdujących się w niej magicznych ksiąg. Tak się rozpoczyna debiutancka powieść „Krew i stal” Jacka Łukawskiego, która za kilkanaście dni trafi do sprzedaży. I chociaż to fantasy, z całą pewnością jest dostatecznie dark, by trafić na łamy Carpe Noctem.

Nie widać zupełnie po Łukawskim braku doświadczenia w pisaniu tego typu tekstów, wręcz przeciwnie – autor bardzo sprawnie prowadzi dialogi i narrację, a w stylizacji mowy bohaterów wręcz się lubuje. Chociaż dialogi tworzone w tym stylu szybko mi się przejadły – m.in. za takie stylizacje nie przepadam za tą konwencją – to jednak trzeba przyznać, że przygotowane są na wysokim poziomie.

I w zasadzie na nic więcej narzekać nie mogę, bo cała reszta to całkiem fajna i równie fajnie prowadzona książka. Łukawski zadbał o różnorodność: mamy w powieści nie tylko sceny walk między ludźmi, ale też ataki potworów, niebezpieczne przeprawy, podstępy, etc. W zasadzie Łukawski nie wymyślił niczego nowego, bo jak się zastanowić to każdy motyw czy scena z powieści są znane w gatunku fantasy, ale dzięki wykorzystaniu słowiańskich stworów oraz wyczuciu autora udało się stworzyć coś świeżego, co czyta się zupełnie bez poczucia, że to odgrzewany kotlet. W literaturze popularnej wiele jest książek, które teoretycznie nie pokazują niczego nowego, a jednak zachowują wysoki poziom i przyjemnie się z nimi obcuje – „Krew i stal” do nich należy.

A czuję, że Łukawski może się rozkręcić i w następnych tomach zaprezentować coś jeszcze lepszego. Zwłaszcza, jeśli zdecyduje się pozostawić tę trójkę głównych bohaterów, których na koniec pierwszego tomu czytelnik zdążył poznać i polubić. Na początku brakowało mi właśnie takich wyrazistych postaci i z czasem się ich doczekałam, choć nadal będę twierdzić, że to nie postaciami stoi powieść Łukawskiego. Moim zdaniem książkę czyta się tak dobrze, bo jest dobrze wyważona i opowiedziana – autor się nie śpieszy, a do tego dobrze planuje kolejne etapy i przystanki w historii, dbając o różne jej warstwy i zazębianie się poszczególnych elementów. Brzmi to bardzo technicznie, ale właśnie o to chodzi: stworzenie tego rodzaju opowieści wymaga dobrego planowania i sprawnej narracji, a Łukawski opanował jedno i drugie.

Bardzo podobały mi się elementy horroru. Nie dość, że właśnie one w największym stopniu wyróżniają książkę pośród masy innych tytułów fantasy, to jeszcze zostały napisane z wyczuciem i wprawą. Martwica jest świetnym pomysłem i aż żałuję, że nie ma jeszcze większego wpływu na otaczające ją obszary. Chciałoby się, żeby w następnych tomach akcja działa się na wyzwolonych spod jej wpływu terenach, które będą w jakiś sposób przez nią zmienione, nawet jeśli na powrót żywe. Podobał mi się pomysł z upiornym quasi-laboratorium wieszcza, a Łukawski w przeciwieństwie do wielu autorów z gorszym warsztatem oparł się pokusie przeładowania opisu tego miejsca lovecraftowskim przymiotnikami. Generalnie autor wykazał się bardzo zdrowym dystansem do swojej prozy, co się bardzo chwali i co niestety jest rzadkością wśród debiutantów.

Reasumując, Łukawskiego poleciłabym bez wstydu każdemu, kto ma ochotę na dark fantasy: albo bardziej dokładnie: na klasyczne, oldschoolowe fantasy ze sporą domieszką horroru. Dodam jeszcze na koniec, że nie jestem fanką tej konwencji, więc możliwe, iż miłośnik fantasy książkę oceni jeszcze lepiej.

  • Autor: Jacek Łukawski
  • Wydawca: Sine Qua Non
  • Data publikacji: 2016-02-17
  • Opis z okładki: Gdy krew bohaterów zrosi Martwą Ziemię, stal będzie musiała dosięgnąć zdrajców. Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie. Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata. Krew i stal to mocny debiut Jacka Łukawskiego, w którym klimat wczesnego średniowiecza znakomicie miesza się ze słowiańskim kolorytem.