Kartagina

Joyce Carol Oates

Najnowsza powieść Joyce Carol Oates opowiada historię zaginionej dziewczyny, Cressidy Mayfield, której zniknięcie kładzie się długim cieniem na jej najbliższych oraz mieszkańców miasteczka. Dzięki umiejętnie prowadzonej akcji powieść Oates, choć to nie kryminał i nie thriller, trzyma w napięciu. Umówmy się jednak od razu, że traktowanie „Kartaginy” jako kryminału opakowanego w wątki obyczajowe to gruba pomyłka. Tak samo rozliczanie pisarki z tworzenia intrygi jest niesprawiedliwe, bo powieść nie stoi intrygą. To jakby narzekać, że w „Zbrodni i karze” morderca jest znany od samego początku i czytelnik nie ma żadnej niespodzianki.

Czym w takim razie jest „Kartagina”? Książką o zbrodni, lecz nie tej oczywistej, krwawej i fizycznej – choć ta, w postaci poważnie okaleczonego na wojnie młodego kaprala, też występuje – a raczej mocno dyskusyjnej, nieprzyziemnej, lecz jednocześnie jakby bardziej bolesnej, bo pewne rany się nie goją. Nawet kapral, dręczony przez własne ciało, pozszywane z porozrywanych wojną kawałków, równie mocno cierpi z powodu wyrzutów sumienia, które – nieuzasadnione – zatruwają resztki jego złamanego życia i prowadzą, jak to się ładnie mówi, do tragedii. Można by tu się czepiać, że niejedną już mieliśmy taką historię, ale nie ma u Oates miejsca na banał, nie ma niepotrzebnego rozwodzenia się nad cierpieniami młodego kaprala, jego boleść ujęta jest krótko i dosadnie, dopiero z czasem czytelnik pozna jej pełne rozmiary, gdy zrozumiałe stają się wszystkie konsekwencje.

Najnowsza powieść Oates jest książką o samobiczowaniu i samoudręczeniu. O cierpieniu, jakie zadają inni, ale też jakie zadajemy sobie sami z powodu wstydu lub nadmiernej wrażliwości. Ten drugi wątek wydał mi się najbardziej fascynujący, ponieważ dotyka problemów, o jakich teraz wiele się mówi – o odpowiedzialności za decyzje podejmowane w chwili załamania albo przez osobę, która, ujmując to najbardziej oględnie, nie do końca radzi sobie ze swoimi emocjami. Cressida Mayfield, główna bohaterka powieści, ma w sobie coś z rozpieszczonego dziecka albo rozedrganej damy z romantycznych powieści grozy, którym przesadna wrażliwość (bądź też, w innym ujęciu, zgodna z literackim kanonem kobiecych postaci) nie pozwala zmierzyć się z najmniejszą tragedią. Cressida tapla się w swojej rozpaczy jak świnka w błotku, choć nie można powiedzieć, by się z tym obnosiła – siła tej postaci, choć momentami wprost wkurzającej, tkwi w braku ostentacyjności i zafałszowania; Cressida nie udaje, Cressida jest. Właściwie nie do końca wiadomo, co jej dolega i czy w ogóle coś jej dolega. Być może psychiatra znalazłby dla niej odpowiednią jednostkę chorobową i wcisnął w zgrabną szufladkę, lecz Oates unika sprowadzania osobliwości Cressidy do zdefiniowanych zaburzeń, bo wtedy wszystko byłoby zbyt proste, ocena zbyt kategoryczna, odpowiedzialność zbyt oczywista. A całość za mało literacka.

I właśnie poprzez Cressidę Oates w „Kartaginie” mówi też o odmienności, lecz nie w pozytywnym – nowoczesnym, chciałoby się rzec – świetle, lecz o odmienności nie dającej się ująć w konkretne ramy diagnozy, nieugładzonej, niegroźnej tylko pozornie. Jest to powieść o tak uniwersalnych kwestiach jak wina i kara, lecz nigdy w prostym ujęciu, raczej, rzekłabym, wysoce literackim. W ogóle postaci, jak to zwykle bywa u Oates, są właśnie mocno literackie – nieco egzaltowane, nieco przesadzone, skonfliktowane same ze sobą. Taka jest twórczość Oates, wystarczy wspomnieć główną bohaterkę „Zbłoconej”, pozornie silnej i niezależnej kobiety, która okazuje się krucha i słaba (choć sam ten opis, bez znajomości fabuły, brzmi na wskroś banalnie).

„Kartagina” mogłaby się wydawać bliska „Niebieskiemu ptakowi”, powieści wydanej u nas siedem lat temu. Tam autorka również romansuje z kryminałem, lecz fana pulpowych kryminałów wynudziłaby na śmierć. Oates jest wyraźnie zafascynowana tym, co Anglosasi nazywają gothic fiction – tajemnicą, zbrodnią, mrokiem i brudem – a przy tym pisze prozę wyrafinowaną i wysmakowaną, choć bez zabawy formą i postmodernistycznego udziwniania na siłę. Niezadowoleni czytelnicy lubią nazywać jej twórczość „pretensjonalną”, bo to zgrabny wytrych, gdy się woli literaturę w wersji pop, ja jednak uważam, że Oates zwyczajnie nie schlebia masowym gustom. I za to ją cenię.

  • Autor: Joyce Carol Oates
  • Tytuł oryginalny: Carthage
  • Przekład: Katarzyna Karłowska
  • Wydawca: Rebis
  • Data publikacji: 2017-05-23
  • Format: okładka twarda z obwolutą; s. 552
  • Opis z okładki: Tytułowa Kartagina to amerykańskie miasteczko otoczone malowniczymi górami Adirondack – wśród nich ginie bez śladu Cressida Mayfield, wyobcowana nastolatka, odstająca od swojej powszechnie szanowanej rodziny. Policja i ojciec Cressidy podejrzewają, że za jej zniknięciem stoi bohater wojny w Iraku, Brett Kincaid, były narzeczony starszej z sióstr Mayfield, pięknej i „grzecznej” Juliet, w którego towarzystwie widziano dziewczynę po raz ostatni. Brett twierdzi jednak, że niczego nie pamięta, ale to dopiero początek łańcucha zdarzeń tej mistrzowskiej opowieści z suspensem, porywającej i jednocześnie przemawiającej do wyobraźni współczesnego czytelnika.