Punkt wyjścia

Dawid Kain

Witamy w białej chacie

Horror w Polsce ma się z roku na rok coraz lepiej. Nade wszystko jest go więcej – renesans zainteresowania przeżywa twórczość zagraniczna, gdzie po dawnej fali Mastertonów i Herbertów w końcu większe grono fanów zdobyły nowe i coraz to ciekawsze nazwiska, jak Lee czy Ketchum. Wyrosło nam także sporo rodzimych twórców – zarówno znakomitych, mogących śmiało konkurować z zagranicznymi mistrzami, jak i pisarzy przeciętnych; epigonów, którzy również mają swoje ważne miejsce na scenie.

Nowa powieść Dawida Kaina promowana jest jako horror metafizyczny – etykietka ta nie mówi czytelnikowi, czego dokładnie może się spodziewać, ale już samo nazwisko autora powinno być konkretną wskazówką. Można więc przypuszczać, że będzie to rzecz co najmniej dobra i jak najdalej uciekająca od gatunkowej sztampy.

Czytelnicy znający wcześniejsze powieści autora z pewnością zauważą w Punkcie wyjścia wiele podobieństw do poprzednich utworów. Już choćby w narracji, która w większości dzielona jest między bohatera dramatyczno-patetycznego a wulgarnego sybarytę. Nieco podobnie jawi się też świat przedstawiony, będący siedliskiem deprawacji i dewiacji. Nie ma zatem żadnej niespodzianki czy nagłego twórczego zwrotu – początkowo poczułem się rozczarowany, zdawało mi się bowiem, iż powieść będzie niemal kalką swoich poprzedników.

Oczywiście, było całkiem inaczej – z podobnych początkowych założeń autor ukuł historię inną, ale równie dobrą.

Trudno zliczyć, ile intrygujących, a zupełnie ze sobą niespójnych elementów wkomponował Kain w swoją powieść. Obok obłąkanego, przewrażliwionego pisarza, który pisze dziwaczne strofy w momentach twórczego obłędu, autor maluje nocny klub przywodzący na myśl tajemne stowarzyszenia z Fight Clubu Palahniuka czy Oczu szeroko zamkniętych Kubricka. Na przemian z narracją chorego poety opowieść snuje wulgarny osiłek, posługujący się znakomicie spisaną masłowszczyzną; w lesie szukać można tajemniczej Białej Chaty, w której leczy się chore dusze, ale i wynieść z niej można groźną zarazę. Jest też miejsce dla aniołów i chłostanych batem businessmanów. Mam wyliczać dalej? Szkoda czasu. Kto Kaina czytał, ten wie, co mam na myśli – kto nie czytał i tak nie uwierzy, że da się tak pisać. Bo autor potrafi wspaniale operować kontrastami, szukać nowych sensów w bałaganie, bawić się słowami, stawiać mowę okrutnie potoczną obok natchnionych wersów. Nie tworzy przy tym całości harmonijnej i wyważonej – wręcz przeciwnie! Punkt wyjścia może czytelnika zmęczyć, zniesmaczyć i zostawić z mętlikiem w głowie – ale niech mi ktoś powie, że nie było warto!

Z ręką na sercu przyznaję, że Za pięć rewolta – a więc powieść poprzednia – zrobiła na mnie większe wrażenie. Była bardziej intensywna i zwarta, mocniej trafiła do mojej wrażliwości, choćby brutalnym i doskonale zaplanowanym zakończeniem, które w Punkcie wyjścia aż tak mnie nie powaliło. Tym jednak stwierdzeniem nie chciałbym wystawiać negatywnej cezury najnowszemu dziełu – bo i co mogę mu zarzucić? Postmodernizm mnie bawi, popkultura nie jest moim konikiem, ale nie mam też nic przeciwko, styl jest równie dobry jak wcześniej, fabuła skomplikowana i przemyślana, intrygująca niejednoznacznością, która z pewnością pozwoliłaby na odkrywanie nowych elementów przy ponownej lekturze.

Dawid Kain jest zdecydowanie jednym z ciekawszych pisarzy na naszej polskiej scenie horroru (i okolic). Mam wrażenie, że pisałem o tym już przy okazji poprzednich jego powieści, ale stwierdzenie to wcale nie straciło na aktualności. Ciekaw jestem ogromnie, jak wyglądać będzie jego kolejna książka – jego styl i koncepty ogromnie lubię, ale czy Kainowa formuła nie okaże się w pewnym momencie zużyta? Ja jestem dobrej myśli i niewiele jest krajowych premier, na które czekać będę z równą niecierpliwością.

  • Autor: Dawid Kain
  • Wydawca: Oficynka
  • Data publikacji: 2012-02-24
  • Cena: 30
  • Format: s. 240, okładka miękka
  • Seria: ja gorę
  • Opis z okładki:

    Zaskakujący horror metafizyczny!
    Punkt wyjścia to historia trzech mężczyzn, których losy zbiegły się w pewnej białej chacie – tajemniczym miejscu, gdzie nawet najcięższe choroby zmieniane są w literaturę. To mroczna opowieść o neurotycznym pisarzu Damianie, żyjącym na krawędzi Rafale i bezimiennym uzdrowicielu, który jest w stanie wyleczyć każdą dolegliwość z taką samą łatwością, z jaką zaraża ludzi strachem i odbiera im duszę.

    Podejrzane kluby nocne, w których główną atrakcję stanowią tortury, ukryte w leśnych gęstwinach pradawne sekrety, szokująca terapia sztuką i słowa potrafiące zainfekować szaleństwem…