Hotel Paradise

Martha Grimes

Senne pejzaże

Istnieją powieści magiczne. Powieści, które pozwalają odbyć nam dalekie wędrówki, jak i powrócić  do czasów dzieciństwa. Co do tych ostatnich, to moje nostalgiczne powroty do mniej lub bardziej wyidealizowanego dzieciństwa najlepiej zawierają się w Opowieściach z Narni C. S. Lewisa oraz w Krainie traw Mitcha Cullina. Podobnie sentymentalne klimaty porusza Martha Grimes w Hotelu Paradise. Powrót do lat dziecięcych tym razem odbywa się dzięki dwunastoletniej Emmie Graham i jej wędrówkom przez oniryczne scenerie prowincjonalnej Ameryki z pogranicza jawy i snu.

Tytułowy hotel to przybytek mający lata świetności już daleko za sobą. Utrzymuje się sezonowo ze stałych bywalców, odpłacając im za to wyśmienitymi daniami prosto z hotelowej kuchni. W tym przybytku żyje Emma Graham – inteligentna i rezolutna dziewczynka, mająca słabość do specjałów swojej matki oraz wszelakich tajemnic. Właśnie to zamiłowanie do zagadek kieruje młodziutką Emmę w stronę mglistej historii sprzed czterdziestu lat. Wtedy to w niejasnych okolicznościach tonie dziewczynka – Mary Evelyn Deverau. Dwunastolatka podejmuje w tej sprawie własne, dosyć niecodzienne dochodzenie…

Martha Grimes, mimo że kojarzona z literackim kryminałem, Hotelem Paradise odeszła od jego formy bardzo daleko. Jest tu niby zbrodnia sprzed lat – tajemnica nie do końca rozwikłana, pobudzająca wyobraźnie i stanowiąca oś fabuły powieści. Ale to tylko pozory. Na bazie klisz Grimes stworzyła powieść, która kryminałem wcale nie jest. Przygody młodej Emmy to przewrotnie sentymentalny obraz wyidealizowanej prowincji podszytej sporą dozą zdrowego humoru. Obraz, jaki buduje Grimes, to kreacja oparta na przeniesieniu wspomnień z okresu dziecięcego na karty powieści i podszycie ich rzeczywistą tajemnicą. Któż bowiem nie marzył o takiej  przygodzie będąc dzieckiem?

Najlepiej klimat powieści oddaje jednak jej styl oraz scenografie. Narracja jest nieśpieszna, prowadzona z punktu widzenia Emmy, upstrzona mnóstwem dygresji, przemyśleń oraz prozaiczną codziennością życia. To właśnie styl Grimes najbardziej wciąga. Pozwala rozkoszować się leniwym  tempem wydarzeń, magiczną aurą okolic hotelu oraz barwną tubylczą ludnością. Trzeba przyznać, że Grimes oddała przemyślenia dwunastolatki w sposób perfekcyjny. Nie ma tu miejsca na żadne banalne naiwności, Amerykanka potrafi też solidnie zmusić czytelnika do refleksji nad przemyśleniami Emmy. Sam się często łapałem na tym, że część z rozterek Emmy pozostaje dla mnie otwartych pomimo tego, że dzieciństwo zostawiłem już dawno za sobą.

Akcja Hotelu Paradise rozgrywa się gdzieś na amerykańskiej prowincji. Gdzie dokładnie? To nie ma większego znaczenia. Obraz, jaki roztacza przed oczyma czytelnika Grimes, to galeria sentymentalnych klisz złożonych w fenomenalną całość. Dostajemy więc tytułowy podupadły hotel, wiktoriańskie domki, zapomniane miasteczka, zamglone stawy i opuszczone domostwa. To obraz „dzikiej” Ameryki, jakże daleki od tego czym nas karmi zazwyczaj popkultura. Czasami wręcz klimat powieści ociera się o ten znany z klasycznych gotyckich nowel. Całość jest nasycona lekkim oniryzmem, delikatnym przesunięciem akcentu z pozorów realności na koszt magicznej nostalgii obecnej we wspomnieniach.

Wspominałem już o galerii ciekawych postaci z jakimi spotyka się na swojej drodze Emma. Ona sama jednak również należy do osób, których raczej nie spotyka się na co dzień. Zamiast z rówieśniczkami woli się spotykać ze starszymi paniami, nie goni za gadżetami, modą… Jest jakby wyjęta z innych czasów. Oryginalność kreacji bohaterów jest jednak cechą charakterystyczną dla Hotelu Paradise. Niemal każda z postaci to chodzące indywiduum, niepozbawione własnej oryginalnej, życiowej historii.

Ostatecznie zostajemy wywiedzieni w pole. Pod płaszczykiem kryminału dostajemy powieść, która daje dużo więcej radości i satysfakcji niż zwyczajne powieści tego typu. Wędrując z Emmą Graham  można doświadczyć tego, co dla większości z nas jest już czymś bezpowrotnie utraconym – smakiem dzieciństwa. A smak ten jest wyśmienity. Tak też smakuje Hotel Paradise jeśli tylko pozwolimy się mu uwieść i znów zostać dzieckiem na tropach wielkiej tajemnicy.

  • Autor: Martha Grimes
  • Tytuł oryginalny: Hotel Paradise
  • Przekład: Barbara Kopieć-Umiatowska
  • Wydawca: W.A.B.
  • Data publikacji: 21 września 2006
  • Cena: 34,90
  • Format: 440 s.
  • Seria: Mroczna seria
  • Opis z okładki:
    I znowu nie wiadomo, kto zabił! Szczęśliwie tym razem śledztwo prowadzi najlepszy detektyw w okolicy – dwunastoletnia Emma Graham. Jest sprytna (zgoda: trochę wścibska), inteligentna i bardzo wrażliwa. Poza tym, w przeciwieństwie do wszystkich innych detektywów, Emma ma w bród wolnego czasu i (tak, tak!) praktykę w policji – asystenturę u boku szeryfa przy wlepianiu mandatów. Zbrodnia jest co prawda tajemnicza, sprawa zawikłana, ale i metody śledztwa niekonwencjonalne.
    Powieść Grimes jest znacznie zabawniejsza od klasycznych angielskich kryminałów, w których światu brakuje magii, a detektywom odrobiny szaleństwa w prowadzeniu śledztwa.
    Emma uwiedzie każdego, niezależnie od wieku, kto tylko lubi rozwiązywać zagadki, a Martha Grimes zaczaruje wszystkich miłośników wysmakowanego stylu i pełnego uroku, kunsztownego języka.