Halloween

antologia

Czekając na Halloween

Tradycja Halloween na polskiej ziemi dostarcza wielu kontrowersji. Z jednej strony można by mówić, że to kolejny doskonały marketingowy patent mający na celu wyrwanie grosza z konsumenckiej kieszeni. Z innej można by twierdzić, że to obcy zwyczaj, który nijak nie odnosi się do rodzimej tradycji. Z jeszcze innej można by rzec, że to nieunikniony efekt przeplatającej się globalnie kultury. Jednakże pomijając różne stanowiska trzeba przyjąć, że to obyczaj, który coraz śmielej wkrada się w umysły mas. Swój niewątpliwy udział w tym ma popkultura – co za tym idzie także i literatura. 

Wydawnictwo Oficynka podjęła właśnie taką tematykę w zbiorze opowiadań grozy pod wszystko mówiącym tytułem Halloween. Ciekawiła mnie ta antologia od początku. Zestawienie ponad dziesięciu tekstów osnutych wokół jednego tematu wydawało się na tyle intrygujące, co ryzykowne. Wydawać by się mogło, że rozpropagowany przez Amerykanów zwyczaj zamknie twórców w wąskiej ramie, każąc im tworzyć teksty podobne do tych znanych z hollywoodzkich horrorów. Gdybym tylko wiedział, jak przyjemnie dane będzie mi się rozczarować…

Najbardziej klasyczny i „filmowy” jest otwierający tekst Magdaleny Marii Kałużyńskiej Cukierek albo psikus, psikus albo śmierć! Ta poniekąd klasyczna opowieść grozy, silnie osadzona we współczesnych polskich kontrowersjach odnośnie do Halloween, urzeka plastycznością wizji. Jest ona połączeniem kaskadowo postępujących drobnych i dziwnych wydarzeń, prowadzących do misternie rozegranego finału. W przypadku Kałużyńskiej nie przeszkadza wcale fakt, że tekst jest skonstruowany kanonicznie, a zakończenie jest przewidywalne. Styl pisania, a także umiejętnie budowane napięcie podsycane przez kolejne fenomeny daje w rezultacie opowieść, od której nie tylko trudno się oderwać, ale też wywołuje realne ciarki na plecach.

W zupełnie inną stronę poszedł natomiast Łukasz Śmigiel. W swoim opowiadaniu dekoracyjnie najdalej oddalił się od wyświechtanych realiów Halloween na rzecz rozegrania swej opowieści w Mexico City… Tradycyjna anglosaska tradycja ustępuje więc wierzeniom Majów w detektywistyczno-okultystycznej historii podszytej sporą dozą niepoprawnego politycznie humoru. Malkontenci mogli by się przyczepić, że gdzie tu Halloween, lecz Śmigiel wyszedł tylko poza przyjęte ramy przedstawiając nam Święto Zmarłych w odmiennej kulturowo perspektywie. Co jednak najważniejsze, sam tekst broni się doskonale, dając wiele frajdy i serwując czytelnikowi kilka momentów, kiedy trudno oprzeć się wykwitającemu na twarzy uśmiechowi.

Po tych dwóch mocnych punktach następują trzy teksty, które sukcesywnie staczają się po równi pochyłej. Począwszy od Piotra Rowickiego z na poły humorystycznym opowiadaniem Cukierek albo psikus dotyczącym wampiryzmu przedstawionego w swojskich realiach. Napisałem „na poły humorystycznego”, ponieważ ciężko rozpatrywać go inaczej. Tekst ten wcale nie śmieszy, a co najgorsze zamiast stanowić lekkiego czytadła (co było niewątpliwie celem autora) to męczy i pozostawia po sobie pytanie: No dobrze, ale po co to wszystko?

Powyższe pytanie śmiało można odnieść do dwóch kolejnych tekstów, mianowicie Zmarli nie opowiadają bajek Bartosza Czartoryskiego oraz Grobów żywych Roberta Cichowlasa. Pierwszy to bajania zgorzkniałego staruszka snującego straszne opowieści o Halloween. Jest ich w opowiadaniu Czartoryskiego kilka i chociaż indywidualnie są mocne i ciekawe, to przez przyjętą konwencję pozostają niczym więcej, jak tylko wyrwanymi z kontekstu fragmentami zszytymi grubą nicią. Przeczytać można, ale niedosyt pozostaje. Najbardziej rozczarowuje jednak Cichowlas oraz jego opowieść o mężczyźnie nienawidzącym Święta Zmarłych i mającym ku temu swoje powody. Ostatecznie dostajemy jednak tekst nijaki – ani to horror, ani opowieść o psychicznie wyniszczonym człowieku. Finalnie to nic ponad ckliwą opowiastkę z mizernym klimatem.

Po tej lekkiej niestrawności czytelnik dostaje jednak rekompensatę w postaci prawdziwej uczty. Zaczyna się od krótkiego tekstu Łukasza Orbitowskiego Dobry człowiek. Ta pokrętna, miejscami psychodeliczna opowieść wsącza się głęboko w psychikę i emocjonuje bardziej niż najlepsze filmowe horrory. Poruszony w niej problem pedofilii przedstawiony jest z odrobinę innego ujęcia niż zazwyczaj, co pozwala poprowadzić fabułę tak, abyśmy mogli sami być kibicami na arenie rozgrywających się w opowiadanie wydarzeń.

Katarzyna Rogozińska w Rodzinie jeży zepchnęła Halloween na drugi plan, wysuwając i uwypuklając w swej opowieści problem antysemityzmu jak i rasizmu w ogóle. Opierając swoje opowiadanie na klasycznym motywie zemsty z zaświatów rysuje obraz wypaczonego światka neonazistów. Wszystko to zostaje przepuszczone dodatkowo przez gęsty, paranoiczny filtr osobowości protagonisty, dając przytłaczający efekt końcowy. Jak widać, Halloween niejedno ma imię.

Kazimierz Kyrcz z kolei serwuje nam koszmar zwolnionego z pracy mężczyzny, który przy okazji Święta Zmarłych postanawia dokonać przewrotnej i makabrycznej zemsty na swoim przełożonym… Jak się okazuje, kolejna opowieść o okrutnym mordzie nie musi być wcale ani nudna ani niesmaczna – opowiadanie po raz kolejny pokazuje, że Kyrcz w krótkiej formie czuje się jak ryba w wodzie.

Krzysztof Maciejewski znany z tomiku opowiadań Osiem tym razem także prezentuje wysoką formę, sięgając do genezy Halloweenowych tradycji, czyli obrządków celtyckich. Przenosi je jednak na grunt całkiem współczesny, wręcz można powiedzieć – dzisiejszy. Prezentowane bowiem w opowiadaniu wydarzenia są żywcem wyjęte z serwisów informacyjnych i odnoszą się głównie do sympatyków pewnej stacji telewizyjnej…. Na tym atrakcje się jednak nie kończą. Dostajemy wartką akcję, zgryźliwy, choć zamaskowany humor komentujący bieżącą codzienność, a także przewrotną intrygę, w której nie wszystko jest takie jak się wydaje.

Przedostatni tekst autorstwa Dawida Kaina, chociaż najmniej związany z Halloween jest najmocniejszym punktem całego zbioru. Ta przerażająca, ale również fascynująca dla miłośnika książek wizja przedstawia świat, w którym literatura jest jak… narkotyk. Książki sprowadzają człowieka na margines, uzależniając jak najcięższe używki. W tym świecie przepełnionym literacką patologią Kain snuje opowieść o życiu wiecznym, zazdrości i chorej miłości – wszystko to jest zaś odbite w przerażająco groteskowym krzywym zwierciadle. To kawałek literatury najwyższej próby.

Zamykające zbiór opowiadanie Izabeli Szolc to z kolei spokojna i nastrojowa opowieść o śmierci i lęku przed nią. Szolc doskonale pokazuje odrobinę przerysowany obraz oswajania się z czymś, co jest niemożliwe do oswojenia.

Halloween pokazuje jak bogaty jest nasz rodzimy rynek horroru dużo bardziej niż inne antologie tego typu. Czemu? Być może dlatego, że twórcy zostali zmuszeni do podjęcia wspólnego tematu, który pozwalał albo wejść w schemat albo się z niego wyłamać. Zbiór Oficynki to nie tylko doskonały pean na cześć nadchodzącego Halloween, ale po prostu kawał świetnej literatury, który jeśli tylko zignorować drobne wpadki zaspokoi czytelniczy głód na długie jesienne wieczory. I jak już napisałem wcześniej – Halloween niejedno ma imię – to właśnie uświadomiła mi ta książka.

  • Autor: antologia
  • Wydawca: Oficynka
  • Cena: 35,00
  • Seria: ja gorę
  • Opis z okładki:

    W Halloween nikt i nic nie umknie mrocznej wyobraźni mistrzów polskiego horroru!

    Czy jesteście gotowi zmierzyć się z prawdziwą grozą? W czas Halloween, kiedy umarli przedostają się do świata żywych, a żywi muszą się zmierzyć z niewyobrażalnym, może się wydarzyć wszystko. Wiedzą o tym tacy pisarze, jak Izabela Szolc, Magdalena Kałużyńska, Katarzyna Rogińska, Łukasz Orbitowski, Krzysztof Maciejewski, Kazimierz Kyrcz, Bartosz Czartoryski, Robert Cichowlas, Łukasz Śmigiel, Piotr Rowicki i Dawid Kain.

    Niebawem dowiecie się i wy…