Faceci w Czerni: prawdziwe spotkania

Nicholas Redfern

Widzieliście okładkę tej książki? Mógłbym wymienić wiele powodów, dla których sięgnąłem w 2019 roku po tytuł wpisujący się doskonale w klasyczną foliarską serię Ambera, którą zaczytywałem się piętnaście lat temu, jako licealista. Zostanę jednak przy dwóch: była dostępna w e-booku, a potrzebowałem lekkiej i nieangażującej lektury do łóżka i – tak naprawdę wcale się tego nie wstydzę – po prostu uwielbiam takie klimaty. Wyjaśnię jeszcze tylko na wstępie, że książka ta nie jest beletrystyką ani horrorem, a wrażenia z jej lektury postanowiłem przedstawić wam główne dlatego, że to mimo wszystko pokrewna tematyka i po prostu interesująca lektura.

Nicholas Redfern nie jest tak naprawdę autorem tej książki, ale jej redaktorem, bowiem mamy tu do czynienia ze zbiorem wyznań ponad trzydziestu osób, które w swoim życiu spotkały się z jednym z wariantów nadnaturalnego zjawiska, jakim są tytułowi faceci z czerni. Jeśli nie siedzicie głęboko w teoriach spiskowych, pewnie przychodzi wam do głowy klasyczny film „Men in Black” z Willem Smithem i jest to dobry trop, który jednak wiedzie na manowce. Komedia science fiction Sonnenfelda traktuje bowiem miejską legendę w sposób luźny i powierzchowny, mocno oddalając się od jej ponurych i paranoicznych źródeł. Tak czy inaczej, “Faceci w czerni” prezentują dosłownie cały przekrój przez to zjawisko wraz z przyległościami i trudno szukać tu jednego mianownika, chyba że będzie nim dobra zabawa czytelnika. Naprawdę jest tu wszystko: od tajnych agentów FBI pojawiających się w domach świadków przelotów UFO, przez samych zamaskowanych kosmitów, podróżników między wymiarami aż do czarnookich dzieci (jeden z najlepszych i najbardziej przerażających fragmentów) i cienistych istot, zwanych też hatmanami. Szeroki rozstrzał nie kończy się jednak tylko na samym spektrum zjawiska, ale może nawet przede wszystkim dotyczy autorów kolejnych historii.

Jedni bez skrępowania brną w kompilowanie zasłyszanych legend miejskich, innych relacje są bezpośrednio oparte o własne przeżycia, ale to tylko otwiera nas na kolejne spektrum, w którym mamy narratorów umiarkowanie wiarygodnych oraz takich którzy ewidentnie prześladowani są przez paranoiczne myśli, skłaniające ich do doszukiwania się w przypadkowych sytuacjach wielkich znaczeń (każdy mężczyzna w ciemnym garniturze i o ponurym grymasie może być Facetem w czerni, jeśli czujesz, że być nim powinien). Jedna historia opowiedziana jest przez mężczyznę który bez skrępowania przyznaje się do zażycia wcześniej w dniu incydentu psychodelików, jeszcze inna przez najmniej wiarygodnego narratora, który używa channelingu do wyjaśnienia nam na kilku stronach wszystkich tajemnic zjawiska. Są też tacy, którzy opowiadają swoje sny, tym trudno zarzucić kłamstwo, są też tacy, którzy halucynacje towarzyszące paraliżowi sennemu traktują nad wyraz poważnie. Jeśli liczyliście, że ta książka pozwoli wam przybliżyć się do źródeł zjawiska, możecie poczuć się tylko jeszcze bardziej zagubieni.

Sądzę jednak, że kierowałaby wami raczej chęć rozerwania się przy interesującej, acz nie do końca traktowanej na serio lekturze. W tej dziedzinie, mimo kilku nużących fragmentów, spełni ona znakomicie swoje zadanie. Przy kilku historiach trudno powstrzymać drwinę, lekturę kilku innych odkładałem na rano, bo zbyt mocno mnie straszyły czytane w łóżku przed snem. Domyślacie się też pewnie, że trudno tu o monotonię. Nie będę was zachęcał ani odradzał wam lektury, bo w przypadku podobnych książek nie ma to większego znaczenia, sami wiecie czy bawi was to cz obraża. Na koniec mogę jednak dołożyć własną anegdotę związaną z tematem.

Mniej więcej tydzień temu, gdy zbliżałem się do finału “Facetów w czerni” w wyjątkowo upalną i duszną noc miałem koszmar, w którym niezależnie od mojej woli pomyślałem, że chciałbym znów zobaczyć cienistą istotę, żeby przekonać się o tym, czy nie była ona przewidzeniem. Myśl ta, dalej we śnie, przeraziła mnie do tego stopnia, że zacząłem się z niej wycofywać, ale było już zbyt późno. Gdzieś obok mnie zadzwonił telefon komórkowy, podniosłem go do ucha i usłyszałem w nim basowy, wściekły warkot, który wymawiał niezrozumiałe ale pełne nienawiści słowa. W tym momencie obudziłem się w paraliżu sennym i nie mogąc się ruszyć krzyknąłem przez zaciśnięte gardło, czując że coś przerażającego stoi obok mojego łóżka i czeka. Paraliż przeszedł szybko, ale uczucie strachu trzymało mnie jeszcze może kilkanaście minut nim znów zasnąłem. Ani na sekundę przez ten czas nie otworzyłem oczu, tylko czekałem bez ruchu aż wróci sen. Była pewnie druga-trzecia w nocy i w zupełnej ciszy usłyszałem jak zza okna, spod mojego bloku startuje samochód. Nie pamiętam bym słyszał, jak ktoś otwiera jego drzwi, po prostu uruchomił się silnik i samochód ruszył. Wyobrażam sobie, że musiał to być już stary amerykański wóz w idealnym stanie, jakby dopiero co wyjechał z salonu, tak jak w kilku historiach z “Facetów w czerni”, których rano przed pracą doczytałem do końca. Oczywiście był to zwykły zbieg okoliczności, bo paraliże senne zdarzają mi się rzadko, ale zawsze w duszne i gorące noce, kiedy jestem zwyczajnie przegrzany, a paraliżom sennym zazwyczaj towarzyszą podobne halucynacje. Poza tym mieszkam na osiedlu, w bloku gdzie z pewnością kilka osób pracuje na zmiany, które czasem zaczynają się w środku nocy. Zwróciliście jednak uwagę, na słowo “znów”, które użyłem wcześniej w kontekście cienistej istoty, którą we śnie zapragnąłem wbrew własnej woli zobaczyć? Cóż, istnienie tego zjawiska jest dla mnie faktem, nawet jeśli jego pochodzenie ma jakieś trywialne wyjaśnienie związane z biochemią mózgu. Jeśli jednak kiedyś po tę, lub inną podobną książkę sięgniecie, niezależnie od kierujących wami pobudek pomyślcie, że mógłbym być jednym z jej bohaterów.

  • Autor: Nicholas Redfern
  • Przekład: Jan Złotnicki
  • Wydawca: Amber
  • Data publikacji: 2017
  • Cena: 32,80
  • Format: s. 214, ebok