Dziwne zjawiska

Arthur Conan Doyle

Conan Doyle to jeden z tych pisarzy, których bibliografia była na tyle obszerna, by doczekać się osobnej strony na Wikipedii. Ale wrażenie może robić również jej różnorodność: od opowiadań detektywistycznych, przez proto-science-fiction, powieści i opracowania historyczne, dalej poezję, do kilkunastu dzieł na temat spirytyzmu i zjawisk paranormalnych. I literatury grozy, rzecz jasna.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że tylko niektóre spośród zawartych w Dziwnych zjawiskach mogą być klasyfikowane jako horror, choć już łatka opowieści niesamowitych znakomicie pasuje do całości. Najlepszym z nich jest rozpoczynający tom Kapitan „Gwiazdy polarnej”, gdzie udało się zgrabnie połączyć literaturę marynistyczną z nadnaturalną grozą w sposób, który momentami może przywodzić na myśl Terror Dana Simmonsa. I choć opowiadanie nie jest równie monumentalne i pełne rozmachu jak wspomniana powieść, trzeba przyznać, że udało się Doyle’owi stworzyć intensywny, mroźny i klaustrofobiczny nastrój.

W Sprawozdaniu J. Habakuka Jephsona pozostajemy nadal w morskich sceneriach, za to w o wiele cieplejszym klimacie. Opowiadanie budzić może mieszane uczucia, gdy okazuje się, że bliżej historii do Wyspy skarbów Stephensona niż Opowieści Arthura Gordona Pyme’a. Z niepokojącego horroru o znikającej załodze zmienia się w mroczną powieść przygodowo-awanturniczą. Zwrot akcji robi wrażenie, ale też budzi rozczarowanie czytelnika oczekującego niesamowitości.

Wspaniały eksperyment w mieście Keinplatz i Mozaika literacka to odpowiednio groteskowe proto-science-fiction i humoreska parodiująca klasyków literatury anglojęzycznej. Niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek grozą, natomiast warto zauważyć, że podobne utwory miał w swoim portfolio choćby Edgar Allan Poe czy Gustav Meyrink. I niemal wszystkie z nich tracą wiele w oczach współczesnego czytelnika, który niezaznajomiony jest z niuansami kulturalnymi tamtej epoki i miejsca.

Trzy kończące tom opowiadania to znów pełną gębą horror nadnaturalny. John Barrington Cowles wprowadza motyw upiornej femme fatale, który jednak nie doczekał się wyrazistego rozwinięcia, przez co opowiadanie nie wzbudza większych emocji. O wiele lepiej prezentuje się Pasożyt, będący najdłuższym i obok Kapitana „Gwiazdy Polarnej”, najlepszym tekstem zbioru. Spisana w formie pamiętnika historia młodego naukowca-sceptyka, który postanawia zmierzyć się z hinduską spirytystką, stanowi doskonały wyraz fascynacji Doyle’a tematami paranormalnymi. Od początku do końca to świetnie napisana proza. Wyrazista, sugestywnie operująca wiedzą autora, wreszcie: spuentowana tak, iż można poczuć ciarki na plecach.

W poprzedzającym go Pierścieniu Thota Doyle doprowadza do spotkania pewnego naukowca z nieśmiertelnym kapłanem dawnych egipskich kultów. Warto zostawić go na koniec i zatrzymać się przy nim dłużej, bo w gruncie rzeczy może się stać kluczem do spojrzenia na cały tom w odpowiednim świetle. Niemal całość fabuły rozgrywa się nocą w Luwrze. John Vansittart Smith, członek Towarzystwa Królewskiego, prowadzi w jednej sal badania naukowe. Wreszcie późnym wieczorem, znużony, zasypia na stanowisku pracy. Budzą go w środku nocy czyjeś kroki: skradającym się jest pracownik muzeum, który ewidentnie nie powinien znajdować się w pracy o tej porze. I tym bardziej nie powinien gmerać przy pradawnych eksponatach muzealnych. Przyłapany na gorącym uczynku, opowiada o tym, po co znalazł się w tym miejscu i o swoim trwającym tysiące lat życiu. Trudno poważnie traktować patetyczną i momentami ckliwą historię, nawet mimo jej dramatycznego finału. Ale wyobrażam sobie, że będąc nastolatkiem, odczułbym ją o wiele intensywniej. Podobnie jak w przypadku właściwie całości zbioru. Nie wiem, w jakiego odbiorcę celował Doyle, pisząc Pierścień Thota czy Kapitana „Gwiazdy Polarnej”, ale mogę podejrzewać, że czytelnika młodego. I o ile starzy wyjadacze mogą się poczuć lekturą rozczarowani, o tyle świetnie sprawdzi się jako wstęp do klasyki grozy dla młodzieży. Dodam: może niekoniecznie jej najmłodszej części, bo choćby po Pasożycie mogą się spodziewać solidnej porcji koszmarów. Sam jednak byłbym absolutnie zachwycony tym zbiorem, gdybym trafił na niego w gimnazjum. Tak jak teraz czytałem go w większości z umiarkowaną przyjemnością, tak dawniej byłaby to dla mnie mrożąca krew w żyłach lektura. To, co teraz łatwo mi odebrać jako wadę, wtedy stanowić mogłoby wręcz zaletę. Przymknąłbym oko na naiwność historii egipskiego kapłana, ciesząc się jej dramatyzmem. Eksperyment w Keinplatz obserwowałbym z zaciekawieniem, a finał historii opowiedzianej przez Habakuka Jephsona zmroziłby mnie do kości, pogłębiając koszmary spowodowane przez polarne widma i grozę utraty woli w czasie hipnozy. To nie jest wymuszona apologia nieudanego tomu. Poważnie zachęcałbym do podrzucania Dziwnych zjawisk młodym i obiecującym czytelnikom. Nim się obejrzycie, połkną Bibliotekę grozy w całości i z przyległościami.

  • Autor: Arthur Conan Doyle
  • Tytuł oryginalny: Strange Occurrences
  • Przekład: Ewa Rudolf
  • Wydawca: C&T
  • Data publikacji: 2015-09-03
  • Opis z okładki:

    SIEDEM OPOWIEŚCI GROZY Z NAJWYŻSZYM ZNAKIEM JAKOŚCI Arthur Conan Doyle (1859-1930) to twórca postaci Sherlocka Holmesa, choć ma w swoim dorobku literackim także kilkanaście opowiadań i dłuższych nowel spod znaku grozy. Niniejsza edycja zawiera siedem z nich. Sześć pierwszych znalazło się w zbiorze „Kapitan Gwiazdy Polarnej” wydanym w roku 1890 nakładem londyńskiego Longmansa. A tytułowy utwór okazał się tak wyśmienity jako opowieść grozy, że jest często zamieszczany w antologiach najlepszych przykładów tego gatunku. Legendarna, dłuższa nowela grozy „Pasożyt” – zamykająca nasz wybór tekstów Conan Doyle’a – jedynie potwierdza, że autor „Psa Baskerville’ów” nie tylko w literaturze kryminalnej ujawnił swój talent…

  • maszynistaGrot

    „Kapitan Gwiazdy Polarnej” jest najlepszym opowiadaniem w zbiorze. Zgadzam się Paweł w 100 %. Reszta można by dyskutować, choć muszę przyznać zgrabnie recenzje napisałeś, sam bym chyba tak nie potrafił, za bardzo się uprzedziłem co do niektórych opowieści w tej książce. Jednak jak każda książka w serii Biblioteki Grozy zasługuje na uznanie taki i Doyle. Na pewno będę chciał kiedyś jeszcze poczytać” Kapitana Gwiazdy…” bo to prawdziwa perełka w tym zbiorze. Jeszcze pod koniec też był dość ciekawy utwór – jakoś z Grabińskim mi się skojarzył.

    Czekam z niecierpliwością na kolejne tomiki.