Dziewczyna z sąsiedztwa

Jack Ketchum

Pamiętacie taki serial „Cudowne lata”? Zabawną i refleksyjną historię dojrzewania Kevina Arnolda – amerykańskiego nastolatka, pełnego hormonów i rozterek, poznającego i rozwijającego uczucia przyjaźni, miłości, przynależności do rodziny. Choć serial produkowano w latach 1988-1993, akcja osadzona jest na amerykańskim przedmieściu roku pańskiego 1968. Małe domki, trawniki, rower, sąsiedzi i rodzice zmagający się z pracą; starszy, denerwujący brat.

Film ten przypomniał mi się przy okazji lektury „Dziewczyny z sąsiedztwa”. Jej akcja dzieje się dokładnie dziesięć lat wcześniej, ale podobne jest zarówno miejsce, jak i panujący w początkowych rozdziałach nastrój. Pierwszoosobowy narrator wspomina epizod ze swojego dzieciństwa, ostrzegając, że będzie to mało przyjemna historia, ale szybko jego ostrzeżenie ginie w odmętach opowieści. David ma dwanaście lat, wychowuje się na spokojnej ulicy, gdzie wszyscy się znają – wydawałoby się, że doskonale – gdzie dzieciaki całymi dniami włóczą się razem, łowią raki w rzece, chadzają raz w roku na karnawał, grają w swoje nie zawsze przyzwoite i akceptowane przez rodziców gry, palą ukradkiem pierwsze papierosy. Słowem – dojrzewają.

W takim miejscu tragedie nie mają powodu się wydarzać. Chyba, że okolicę nawiedziłby mściciel, jak Michael Myers czy upiorny Freddy. Ostatecznie nawet kanibale z debiutu Ketchuma mogliby tam wyemigrować za jedzeniem. Ale nie, do miasteczka przyjeżdżają tylko dwie młode dziewczyny, w dodatku sympatyczne i wprowadzają się po sąsiedzku do domu Ruth – samotnej matki, wychowującej kumpli narratora. Fajna kobieta – na pewno nie obraziłaby się, gdyby tak ją nazwać. Pozwalała mówić sobie na ty, wypić piwo – byle dzieciaki nikomu o tym nie rozpowiadały.

Nowe sąsiadki – o dziwo – również nie mają w sobie morderczych instynktów. Szczególnie czternastoletnia, rudowłosa Meg – piękna jak marzenie i tak sympatyczna, że od razu David się w niej zakochuje. Kto więc może zagrażać mieszkańcom spokojnej ulicy?

Nie kto inny, jak oni sami. Jak czające się w nich frustracje i obłędne żądze. Nie zwierzęce – jak wspomina w pewnym momencie autor – ale najbardziej ludzkie. Takie, jakich sąsiedzi nie widzą, których widzieć by nie chcieli.

Kto by pomyślał, że przesympatyczna, choć rubaszna Ruth może zmienić się w przywódcę grupy młodocianych katów, torturujących Bogu ducha winne dziewczęta? Gdzie to już było? „Władca much” Goldinga? Nie, Ketchum nie potrzebował tej inspiracji. Fabułę swojej najgłośniejszej opowieści oparł na historii, która wydarzyła się naprawdę, wiele lat przed odkryciem głośnej ostatnimi czasy sprawy Josefa Fritzla – Austriaka, który ponad dwadzieścia lat więził swoją córkę w piwnicy, pastwiąc się nad nią i gwałcąc. Na podstawie tych wydarzeń nakręcono także film „An American Crime” – ukazujący przebieg wydarzeń w innym, choć chyba równie porażającym tonie. Tu i tu twórcy pozwolili sobie na stworzenie nieprzesadnie wiernej adaptacji zajścia, ale nie przesadzili ani odrobiny. Potworność zbrodni trudno byłoby im przeskoczyć.

Lektura „Dziewczyny z sąsiedztwa” to estetyczno-moralny koszmar. W swoim debiucie zatytułowanym „Poza sezonem”, Ketchum stworzył rodzinę półdzikich kanibali, którzy masakrowali grupę młodych turystów w sposób wielce brutalny i efektowny. Było tam rozrywanie na kawałki, gwałty, amputacje, wcinanie zawartości ciepłych jeszcze jelit i tyle innych atrakcji, że jeść się odechciewa. W opisywanej tu powieści jest inaczej. Przemoc jest bardziej intymna, bezpośrednia. W dźwiękoszczelnej piwnicy grupa oprawców wymyśla coraz to nowe tortury, którym poddać mają młodą dziewczynę. Zaczynając od więzienia jej przez noc, związanej w niezwykle niewygodnej pozycji, poprzez głodzenie, mycie wodą tak gorącą, że wywołującą poparzenia, poprzez gwałt, oddawanie moczu na twarz do okropności, które ostatecznie nawet narrator pomija. Przemoc jest tu kontrolowana, precyzyjna. Ma łamać przede wszystkim psychikę, ma zaspokoić gniew i podnietę kata.

Choć takie potworności powinny odrzucać, od powieści wprost nie sposób się oderwać. Napisana jest lekko, precyzyjnym i oszczędnym, ale bardzo sugestywnym językiem. Ketchum doskonale kreuje napięcie, operując suspensem często i chętnie, ale w taki sposób, że daleki jest od irytowania czytelnika.

To prosta, niedługa historia, ale jednocześnie skończona i pełna. Nie trzeba nic dodawać, gdy zakończy się lekturę. Tylko usiąść i dumać nad istotą człowieczeństwa. Tylko wyjrzeć przez okno na dom sąsiada, zastanowić się: „co też może znajdować się w jego piwnicy?”.

Proza Ketchuma nie nadaje się do definiowania horroru. Korzysta z jego bogactwa, by stwarzać rzeczy nowe, a jednocześnie cudownie oczywiste. Brutalność tej prozy jest wręcz ogromna – mimo iż choćby Masterton potrafi mocniej zaprząc wodze fantazji i stworzyć bardziej wyszukaną, obłędną masakrę. Tutaj jednak ból ofiary dotyka czytelnika, chciałoby się zamknąć oczy, razem z głównym bohaterem krzyknąć „nie róbcie tego”, ale trudno jednocześnie oderwać się od lektury.     Należą się słowa pochwały wydawnictwu Papierowy Księżyc, bo to dzięki nim możemy w końcu zaznajomić się z czołowym twórcą grozy ostatnich lat. W końcu doczekaliśmy się też Campbella, wypuszczono sporo McCarthy’ego, Amber wydał kilka lepszych czy gorszych horrorów pisarzy w Polsce wcześniej nie znanych. Idzie chyba ku lepszemu, popularność grozy rośnie i rośnie, a jednocześnie tych kilku sztandarowych autorów, których czytamy od lat, przestało wystarczać. Fantastycznie by było, gdyby Papierowy księżyc kontynuował wypuszczanie kolejnych dzieł Ketchuma, do wyczerpania ich zapasu. Chętni na takie lektury znaleźliby się na pewno. Choć może czasem to wstyd się przyznać, że czyta się tak okrutne rzeczy.

  • Autor: Jack Ketchum
  • Tytuł oryginalny: The Girl Next Door
  • Przekład: Łukasz Dunajski
  • Wydawca: Papierowy księżyc
  • Data publikacji: 21 października 2009
  • Cena: 29,90 zł
  • Format: 300 s.
  • Opis z okładki:

    Przedmieścia. Ciemne ulice, przystrzyżone trawniki i przytulne domy. Miła, spokojna okolica. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. W domu Chandlerów, przy ślepej uliczce, w ciemniej, zawilgoconej piwnicy, Meg i Susan zdane są na łaskę kapryśnej i cierpiącej na ataki szału ciotki, którą szybko ogarnia szaleństwo. Szaleństwo, którym zaraża swoich trzech synów – oraz w końcu całą okolicę. Jedynie jeden, zatroskany chłopiec stanie niepewnie, pomiędzy Meg i Susan a ich okrutną, bolesną śmiercią.