Dylematy Dextera

Jeff Lindsay

Bazując na rosnącej popularności serialu „Dexter”, wydawnictwo Amber pokusiło się o wznowienie pod nieco zmienionymi tytułami i w okładkach wykorzystujących filmowy design dwóch pierwszych części cyklu tj. „Demonów dobrego Dextera” i „Dekalogu dobrego Dextera” (odpowiednio: „Demonów Dextera” i „Dekalogu Dextera”). Jak widać, zgodnie z nowym nazewnictwem Dexter Morgan stracił nie licujący z jego krwawym hobby przydomek. Nie chcę tu spekulować, czy był to efekt protestów organizacji katolickich niezadowolonych z gloryfikacji seryjnego zabójcy, czy też typowo marketingowy zabieg, w myśl którego czym krótszy tytuł, tym lepszy, fakt faktem, że rzeczona korekta wydaje się równie udana, co polityka zagraniczna naszego kraju.

Przejdźmy jednak do meritum, czyli do trzeciej odsłony cyklu, zatytułowanej po prostu: „Dylematy Dextera”.
    Po raz kolejny nasz antybohater staje do walki z nieuchwytnym i wyrachowanym przeciwnikiem, który – by sprawę jeszcze skomplikować – czyha nie tylko na niego, ale na najbliższe mu osoby. Trup ściele się gęsto, atmosfera gęstnieje ze strony na stronę…

Jeff Lindsay znów oferuje nam sprawdzony mix umiejętnie dawkowanego humoru, świetnie oddanych relacji międzyludzkich i ciętych niczym żyleta dialogów. Zresztą, pomimo nieciekawych okoliczności przyrody, a także tego, co sugeruje tytuł powieści, sam Dexter niezmiennie pozostaje w świetnej formie… Ujmujący, inteligentny, obowiązkowo wyobcowany, no i zabójczo niebezpieczny. Przynajmniej dla tych, którzy mają nieczyste sumienie.

Pomimo tego, że głównego bohatera omawianej książki bez trudu można określić mianem odrażającego psychopaty, jest on zarazem na wskroś ludzki. Ciężko pojąć ten pozorny paradoks komuś, kto nie czytał żadnej z książek o Dexterze, czy nie oglądał poświęconego mu serialu. Już choćby po to, by przekonać się, że jest to możliwe, warto sięgnąć po „Dylematy Dextera”.

Sądzę, że nie tylko w moim odczuciu Dexter Morgan staje, a może już stał się fenomenem, zjawiskiem nieomal bez precedensu, o ile oczywiście zapomnimy o póki co wciąż bardziej rozpoznawalnym Harry Potterze.
    Co jeszcze? Cóż, na szczególną uwagę zasługuje rozpoczynający powieść kilkustronicowy opis genezy powstania Mrocznego Pasażera. Rzecz zastanawiająco niejednoznaczna i… no cóż, czerpiąca pełnymi garściami z fantastyki.

Post Scriptum

Do wrześniowych zapowiedzi wiadomego wydawnictwa trafiło „Dzieło Dextera”, dzięki któremu będziemy mieli szansę poznać Morgana w roli świeżo upieczonego małżonka, który na swe nieszczęście… ląduje w Paryżu. Nie wiem jak wy, ale ja czekam z niecierpliwością.

  • Autor: Jeff Lindsay
  • Wydawca: Amber
  • Data publikacji: marzec 2009
  • Cena: 29,80
  • Format: 280 s.
  • Opis z okładki:
    Gdzie się podział Mroczny Pasażer – drugie ja Dextera, wewnętrzny głos, który szepce mu do ucha z tylnego siedzenia i od czasu do czasu przesiada się za kierownicę, żeby zawieźć go do parku rozrywki, o jakim się nikomu nie śniło?
    Czy Dexter ma teraz sam wymierzać swoją sprawiedliwość innym potworom – pechowcom, którzy wpadli w ręce jego, nie policji? Jak ma wybierać spośród – och, jakże licznych w Miami – kandydatów tych, którzy najbardziej sobie zasłużyli na miejsce w jego skromnym panteonie?
    Dexter zostaje sam – z bolesną świadomością, że bez Mrocznego Pasażera nawet jego niepośledni talent ma swoje granice… tym bardziej, że tropi go tajemniczy prześladowca.