Drwal

Michał Witkowski

Kryminał, który nie jest kryminałem

Michał Witkowski przez długi czas był dla mnie przede wszystkim zręcznym PR-owcem. Jego powieści miały być w swoim założeniu złotym środkiem między literaturą „wysoką” a „masową”, jakkolwiek paskudnie brzmi ten podział. Pomysł ten w teorii wygląda bardzo kusząco, w praktyce jednak było tak, że czytałem książki, które były zbyt „pospolite” na literaturę artystyczną oraz zbyt nudne na popularną. Nie były ani złe, ani dobre. A mimo to, proza Witkowskiego nieustannie mnie pociągała. Potęga wizerunku, jaki wykreował, przemawiała do mnie mocniej niż własne doświadczenia. Ta irracjonalna postawa straciła rację bytu wraz z lekturą „Drwala”. Straciła, ponieważ wreszcie odnalazłem dowód na to, że Witkowski to nie tylko sprytny „facet od reklamy”, ale również świetny pisarz.

Główny bohater, będący odpowiednikiem samego autora, zamieszkuje położony na odludziu budynek, którego właścicielem jest tajemniczy drwal. Powody tego niekonwencjonalnego kwaterunku są dwa: po pierwsze, Michał ma fetysz na punkcie małych domków, a raczej ich właścicieli, po drugie zaś – szuka weny do napisania kryminału. Atmosfera ku temu jest wręcz wymarzona: jego gospodarz jest postacią bardzo enigmatyczną, a jak się okazuje po zaciągnięciu języka u miejscowych, z domkiem związana jest historia, która zainteresowałaby niejednego detektywa.

Brzmi jak rasowy kryminał? Brzmi. Czy „Drwal” jest rasowym kryminałem? Nie. Tak naprawdę, to nigdy bym tej powieści nie zaliczył do literatury kryminalnej, ale Witkowski sprytnie się zabezpieczył przed takimi osądami: mamy tam wszystkie elementy, jakie powieść z tego gatunku powinna posiadać. Mamy więc trupa, detektywa, tajemnicę, mafię, prostytutkę oraz strzelaninę. Był nawet wyścig z czasem. A to, że wszystkie te elementy odsunięte zostały na drugi, a nawet trzeci plan, nie powinno (!) mieć znaczenia. Witkowski bawi się czytelnikiem, sprzedając mu pod nazwą kryminału coś, co kryminałem nie jest. I teraz odbiorca może albo tupnąć nogą, że to oszustwo, żądać reklamacji, nadąć się i obruszyć, albo uśmiechnąć się grzecznie, lekko ironicznie i wykorzystać ten utwór do doskonałej i niczym nieskrępowanej zabawy.

Najlepsze w tej powieści jest właśnie nieskrępowanie. „Drwal” jest kwintesencją Witkowskiego, i temu nie można zaprzeczyć. Dlaczego więc podoba mi się ta książka dużo bardziej niż „Lubiewo” czy „Barbara Radziwiłłówna…”? Ponieważ autor wyluzował.  W poprzednich utworach miałem wrażenie, że za bardzo się stara. W „Lubiewie” Michaśka za bardzo chciał być „dżezi”, „krejzi” i „cool”, podczas gdy w „Drwalu” ot, taki po prostu jest. W „Barbarze Radziwiłłównie…” irytował zbyt nachalną intertekstualnością; w najnowszej powieści wszelkie odniesienia są tylko dodatkowymi smaczkami.

Ponadto, Witkowski wzniósł się na prawdziwe wyżyny stylu: narracja jest tak fenomenalna, że nierzadko sama w sobie bywa dużo zabawniejsza niż niejeden żart sytuacyjny. Dawno nie czytałem powieści, przy której rechotałbym jak żabka. Tudzież, nawiązując do fabuły, jak luj oglądający „Daleko od noszy”. Bo relacje głównego bohatera z lujem Mariuszem są napisane na poziomie iście mistrzowskim i nie należy się ze względu na nie obrażać, że kryminał Witkowskiego nie jest kryminałem. W tych fragmentach Michaśka uwodzi nie tylko Mariusza, ale też, a raczej przede wszystkim, czytelnika.

„Drwal” jest świetną powieścią, której poziom zależy jednak w dużej mierze od podejścia odbiorcy: jeżeli ktoś nastawi się na kryminał i twardo będzie się trzymał swojego stanowiska, to niech nawet nie bierze do ręki tej książki. Jeżeli zaś ktoś szuka dobrej literatury, która oferuje kilkaset stron niebanalnej rozrywki, to nie mógł lepiej trafić. Proponuję więc zabawę z Witkowskim w „poudawajmy, że to kryminał”, bo wtedy wygrani będą obaj: i autor, i czytelnik.

  • Autor: Michał Witkowski
  • Wydawca: Świat Książki
  • Data publikacji: 9 listopada 2011
  • Cena: 39,90
  • Format: twarda oprawa z obwolutą, 440 s.
  • Opis z okładki:

    Michał, trzydziestosześcioletni literat wyrusza na nieco niekonwencjonalne wakacje. Późną jesienią wyjeżdża nad lodowate polskie morze, by na zaproszenie mało znanego sobie mężczyzny zamieszkać w zagubionym w lasach domku. Gospodarz otacza się aurą tajemnicy. Zaciekawiony pisarz rozpoczyna amatorskie śledztwo. Wpada na trop zaginięcia przed laty lokalnej piękności. Wszystkie ślady prowadzą do starego rządowego ośrodka wypoczynkowego, który rozkwitał w czasach Peereleu. Bohater nie spodziewa się, że leśniczówka kryje równie mroczną tajemnicę, a jego śledztwo i zarazem próba pisania kryminału rozpęta groźne namiętności.