Domek dla lalek

David Hewson

Jeśli choć raz byliście w Amsterdamie, jestem pewna, że do końca życia nie zapomnicie tej specyficznej atmosfery, którą tak trudno ubrać w słowa, a która zapisuje się w pamięci na zawsze. Nie wiem, jak udało się Davidowi Hewsonowi odtworzyć ten charakterystyczny nastrój holenderskiego miasta w powieści Domek dla lalek, ale tego, że wykonał kawał świetnej roboty jestem w stu procentach pewna. Nie chodzi tu bynajmniej o to, żeby nachalnie opisywać miejsca, gdzie można delektować się tym, co w wielu krajach nielegalne, albo ekscytować tak znaną w świecie „czerwoną dzielnicą”, tylko o to, żeby przez chwilę móc znaleźć się w tej niezwykłej, a dość nieobecnej w literaturze lokalizacji. Amsterdam to doskonałe miejsce na osadzenie w nim akcji kryminału. Hewsonowi najwyraźniej pomysł taki się spodobał i stąd pewnie wzięła się ta powieść z dwuznacznym tytułem.

Czemu dwuznacznym? Ano temu, że owszem, można potraktować go całkiem dosłownie i odnieść do kwestii zaginięcia córki głównego bohatera oraz jego nawyku przesiadywania w Rijksmuseum i wpatrywania się w domek dla lalek Petronelli Oortman, lecz tłumaczyć się także może jako wspomniany w tekście „Puppenhuis”, czyli przybytek dla dam niezbyt dobrze się prowadzących. Te dwa znaczenia przeplatają się ze sobą, bo zarówno jeden dom, jak i drugi po prostu służą do zabawy, różniąc się jedynie odbiorcami. Jeśli wziąć jednak pod uwagę, że faceci traktują dziewczęta swobodnych obyczajów jak lalki czy inne zabawki, nietrudno dostrzec iście diaboliczny zamysł autora. Połączyć niewinne z grzesznym – to zawsze działa!

W kontrastach poszedł Hewson jeszcze o krok dalej, proponując kilka innych zderzeń. Pierwszym z nich jest absolutnie cukierkowa i przez to urocza relacja pomiędzy głównym bohaterem, steranym życiem, niechlujnym i skłonnym do przesadzania z używkami detektywem Pieterem Vosem a młodziutką, pochodzącą z prowincji, nieco karykaturalnie pokazywaną policjantką, Laurą Bakker. Ich dwoje w każdej scenie to jest prawdziwa uczta: te dialogi, te niezręczności, te iskrzące się humorem sytuacje oraz beznadziejnie fajtłapowaty pies… Tych dwoje plus kundel to esencja czegoś, czego w kryminale o mrocznej tematyce być nie powinno, ale co tam, skoro już jest romantyzm prosto z Hollywood, to niech sobie będzie. Osładza te momenty, kiedy fabuła nie daje – jak to się kolokwialnie określa – czadu, tylko spowalnia, nużąc nieco złaknionego dynamiki czytelnika.

Jeszcze inny rodzaj antagonizmu opisuje znajomość Vosa z dawnym bossem przestępczego świata, Theo Jansenem. Ci dwa są jak woda i ogień, choć równocześnie potrafią się wzajemnie zrozumieć. O ile jednak Vos to człowiek, który z rzadka pozwala sobie na totalne pogrążenie w szaleństwie (porzucił przecież pracę w policji i obsesyjne pragnie znaleźć zaginioną córkę), o tyle Theo nie waha się przed niczym, byle tyle zutylizować swój gniew. Obaj panowie popełniają błędy, lecz tylko jeden z nich te największe, za które trzeba płacić najwyższą cenę. Od samego początku Jansenowi towarzyszy znamienna aura nadciągającej katastrofy, wyczerpania, zniszczenia. Stary gangster to niezwykle intrygująca postać, bardzo wbrew pozorom niejednoznaczna, choć bez wątpienia najlepiej skonstruowana pod względem psychologicznym.

Kolejny kontrast to ofiary porwań. Pierwszą z nich jest urocza, będąca ucieleśnieniem ideału córka Vosa, zaginiona bez wieści trzy lata przed rozpoczęciem akcji powieści. Druga z dziewcząt to prawie wcielone diablę imieniem Katja – zbuntowana narkomanka (jak Amsterdam, to Amsterdam!), dziecię jednego z najważniejszych polityków w mieście. Tak się telenowelowo składa zresztą, że ów pan jest także ślubnym byłej Vosa.

Te relacje międzyludzkie i łączące poszczególnych bohaterów powiązania są siłą napędową powieści. Nie można stworzyć przyzwoitego kryminału nie wiedząc i nie rozumiejąc, w jaki sposób funkcjonują mechanizmy interakcji. Hewsonowi udało się stworzyć tak misterne, a jednocześnie niekiedy tak okropnie kiczowate powiązania między poszczególnymi bohaterami, że czytelnik ma czasem wrażenie, że autor przerysowuje, przesadza, nadużywa i mnoży.

Sama intryga kryminalna niestety okazuje się bardzo kliszowa i nieskomplikowana; tym, co decyduje o ciężarze fabuły są elementy związane z polityczną działalnością ojca porwanej Katji, jego ambicje, grzeszki, manipulacje. Hewson w doskonały sposób potrafi przejść od konwencji kryminału do politycznego thrillera, umiejętnie wprowadzając tak sensacyjne, a doskonale funkcjonujące w powszechnej (literackiej, choć nie wyłącznie) świadomości seks-skandale, szantaże związane z romansami, nagrania pokazujące polityków przyłapanych na „gorącym uczynku”, itd. Jednak te konteksty rozmywają nieco samą zagadkę kryminalną, a dobrej lekturze nie sprzyja też cała rzesza drugo- i trzecioplanowych bohaterów o niemożliwych do zapamiętania nazwiskach robiących mnóstwo niepotrzebnych rzeczy i jeszcze bardziej zbędnego zamieszania. Wreszcie finał, który banalnością po prostu przygniata, jakby te wszystkie incydenty, które dotychczas się wydarzyły, były tylko niewartym zapamiętania sennym koszmarem, który mija, gdy wstaje dzień. A przecież autor nie na darmo chyba uśmiercił te wszystkie postaci, można spytać. Otóż owszem, na darmo, a raczej poświęcił wiarygodność na ołtarzu tęczowego happy endu, kiedy to wszyscy niezbyt źli i na pewno absolutnie wszyscy dobrzy zostają wynagrodzeni za ból i cierpienia. Aż zęby cierpną od nadmiaru niewiarygodności. Czytać, owszem, warto, ale miłośników poprzednich powieści Hewsona spotka gorzkie rozczarowanie. Coś autor nie w formie, oj nie w formie wyraźnie.

  • Autor: David Hewson
  • Przekład: Ewa Penksyk-Kluczkowska
  • Wydawca: Marginesy
  • Data publikacji: 2015
  • Cena: 39.90
  • Format: s. 448, okładka miękka ze skrzydełkami
  • Seria: thriller/ sensacja/ kryminał
  • Opis z okładki:

    Mroczna i nastrojowa powieść Davida Hewsona, znanego polskiemu czytelnikowi z rozgrywającej się w mglistej Kopenhadze serii Dochodzenie.

    Tym razem rzecz dzieje się Amsterdamie, gdzie zaginęła Anneliese, szesnastoletnia córka policjanta Pietera Vosa.

    Poszukiwania nie dały żadnych rezultatów. Ostatecznie porzucił on pracę w policji i zamieszkał na łodzi w Jordaanie, barwnej dzielnicy Amsterdamu.

    Zdruzgotany, regularnie wyprawia się do Rijksmuseum, gdzie godzinami wpatruje się w domek dla lalek – w tajemniczy sposób powiązany ze sprawą zniknięcia jego córki. Właśnie tutaj pewnego dnia spotyka się z Laurą Bakker, osobliwą policjantką z niewielkiego prowincjonalnego miasta, która powiadamia go o zaginięciu córki ważnego amsterdamskiego polityka. Okoliczności zniknięcia nastoletniej Kati Prins bardzo przypominają sprawę jego córki. Włączając się w śledztwo ma nadzieję, że cudem znajdzie wskazówkę prowadzącą do wyjaśnienia sprawy córki

    Pracując na swoimi powieściami, Hewson spędza dużo czasu w miastach, w których zamierza osadzić swoich bohaterów, dzięki czemu świetnie oddaje ich atmosferę i specyfikę.