Demon ruchu i inne opowiadania

Stefan Grabiński

Esencja twórczości Grabińskiego

Kiedy przekartkowałem spis treści „Demona ruchu i innych opowiadań”, poczułem lekki zawód – zbiór ten zawiera najbardziej reprezentacyjne i przekrojowe nowele Grabińskiego, tworzące swoisty podręcznik jego twórczości: znajdziemy tam solidną bazę, pozbawioną jednak niespodzianek. Zaraz potem jednak się opamiętałem: przecież tak powinno być! Nasz polski Poe doczekał się wreszcie pełnoprawnej, przeznaczonej dla szerokiego grona odbiorców publikacji, która jest szansą na to, by z odmętów zapomnienia wypłynął na szerokie wody polskiej fantastyki. A do takiego przetarcia szlaków potrzebne są nie wygrzebane z archiwów ciekawostki, a maksymalnie stężona esencja pisarstwa rodzimego klasyka. I znajdziemy ją właśnie w tym zbiorze.

„Demon ruchu i inne opowiadania” jest kompilacją 25-ciu utworów Grabińskiego. Najwięcej z nich pochodzi oczywiście z tytułowego zbioru, znajdziemy tam jednak pokaźną liczbę nowel z innych tomów, takich jak „Księga ognia”, „Niesamowita opowieść”, „Namiętność”, „Szalony pątnik” czy też nawet debiutancki „Z wyjątków. W pomrokach wiary”. Ze względu na sporą ilość tych tekstów, nie ma najmniejszego sensu recenzować każdego z nich po kolei, zwłaszcza, że każda z opinii byłaby pisana według jednego i tego samego schematu: zachwyty – utyskiwanie na małą popularność tej prozy – rekomendacja – rozmarzenie się o przyszłej sławie autora. Pozwólcie więc, że uogólnię moje wrażenia.

Zacznijmy od zachwytów: Grabiński jest doskonałym przykładem na to, że przeszłość może tchnąć powiewem świeżości. Ze współczesnej literatury grozy powoli, ale systematycznie wyodrębniają się dwie szkoły: jedna straszy flakami, ucinanymi kończynami i perwersyjnym seksem, druga natomiast za serce horroru uważa ludzką psychikę, której mroczne zakamarki stają się pretekstem do snucia przerażających historii. Inne sposoby straszenia należą do zanikającej mniejszości. Tym mocniej uderza więc proza Grabińskiego: jest to prawdziwa groza, archetyp strachu nieskażonego ludzką racjonalnością.  Lęk wywołany tą lekturą nie ma podłoża przyczynowo-skutkowego: to straszy, bo obrzydliwe, a to, bo pokazuje, jak nieobliczalny jest człowiek. Proza autora „Demona ruchu” straszy Nieznanym. Nieznanym, które mimo tego, że bywa czasem ubrane mundurki każdej z wymienionych wyżej szkół, nadal w swojej istocie pozostaje czymś nieuchwytnym i wymykającym się ludzkiemu poznaniu.

Czas przejść do mniej przyjemnego akapitu, czyli do utyskiwania. Nie będę się jednak ograniczał tylko do tego, że twórczość Grabińskiego jest mało znana, ale skupię się raczej na tym, że nie robi się wszystkiego, by to zmienić. Przy całym szacunku dla pracy włożonej w tak przepiękną wizualne publikację „Demona ruchu i innych opowiadań”, nie sposób nie zwrócić uwagi na brak jakiegokolwiek wstępu, posłowia czy choćby komentarza dotyczącego wydanych utworów. Wydaje się to być niezbędne, jeżeli chce się, aby Grabiński przestał być w końcu rozpoznawany jedynie w hermetycznym środowisku jego sympatyków.

Mimo tego dość odczuwalnego braku, „Demon ruchu i inne opowiadania” jest pozycją obowiązkową dla każdego fana grozy. Nie dlatego, że klasyka. Nie dlatego, że nasze. Dlatego, że genialne. Grabiński jest jednym z niewielu twórców, który dał się wyprzedzić jedynie czasom. Bo mimo tych ponad 70-ciu lat, które minęły od jego śmierci, nie znalazł się chyba nikt, kogo można by postawić przed naszym pionierem. Wielu potem wchodziło na wydeptaną przez niego ścieżkę, jeszcze więcej próbowało wytyczyć z niej nowy szlak, ale mimo to właśnie on jest niekwestionowanym królem polskiego horroru.

Wraz z tą rekomendacją zbliżamy się do końca recenzji. Zostało już tylko rozmarzenie się: mam szczerą nadzieję, że „Demon ruchu i inne opowiadania” okaże się kamieniem węgielnym w budowaniu sławy naszego klasyka. Mimo braku fachowego opracowania, ma ku temu wszelkie predyspozycje: fenomenalną, budzącą zachwyt treść, sprawnie poprowadzoną na szeroką skalę kampanię promocyjną oraz sprzyjający czas – twórczość Grabińskiego przeżywa w tym roku (również za sprawą innych wydawnictw) swój niewielki renesans, więc wydaje się to idealny moment na wyniesienie polskiego Poe na należny mu tron. Aż ciśnie się na usta: teraz albo nigdy. Mam nadzieję, że teraz, czego życzę naszym czytelnikom, wydawcy i oczywiście sobie.

  • Autor: Stefan Grabiński
  • Wydawca: Zysk i S-ka
  • Data publikacji: 20 września 2011
  • Cena: 39,90
  • Format: twarda oprawa, 544 s.
  • Opis z okładki:
    Demoniczna lokomotywa mija stację… w oknach wagonów brakuje szyb, a z pustki przedziałów zieje piekielna groza… Wraz z gwizdem rozchodzi się jęk potępionych dusz widmowych pasażerów… Wędrowny demon kolei przetacza się po chłodnej stali torów, pałając żądzą prędkości. Zbliża się herold śmierci…
    „Demon ruchu” to zbiór najlepszych opowiadań Stefana Grabińskiego, mistrza grozy, nazywany polskim Edgarem Allanem Poe i H.P. Lovecraftem. Historie wypełnione są tym, co dla Grabińskiego najbardziej charakterystyczne – potrzebą eksploracji tajemnych sił w gwałtownie zmieniającym się świecie początków XX wieku. Od widmowych pociągów, przez demony zamieszkujące kominy, po żywiołaki wzniecające pożary – horror Stefana Grabińskiego smakuje jak nigdy przedtem. I straszy, jak niewielu dzisiaj.
    Wszyscy na pokład! Demon ruchu odjeżdża. Podróż będzie niesamowita!
    Na początku zeszłego wieku ten niedoceniony wówczas polski pisarz zdawał się zauważać grozę nawiedzającą współczesność. Jego duchy i demony nie zamieszkiwały cmentarzy czy ruin, ale gnieździły się w parowozach, kablach elektrycznych czy gwałtownie rozrastających się miastach. To antyteza nostalgicznej fantastyki!
    — China Miéville, autor „Dworca Perdido” oraz „Miasto i miasto”