Dawka miłości

Dean W. Smith, Kristine K. Rusch, Dave Smeds, M. Dean Bayer, Don Baumgart, Ted White, Ken Wisman, A.R. Morlan, Dean Whitlock, Lucius Shepard

Na początku lat 90-tych ukazały się dwie antologie opowiadań, których głównym tematem był seks w fantastyce. „Gorętsza krew” i omawiana „Dawka miłości” miały stać się przebojami kasowymi, skierowanymi do dojrzewającego czytelnika. Skąd taki wniosek? Otóż poziom opowiadań zawartych w obu zbiorach wyklucza raczej próbę dotarcia do czytelnika dojrzałego. Mimo że znajdziemy tu kilka znanych nazwisk, nietrudno odnieść wrażenie, że teksty do zbioru pochodzą raczej z dna szuflad.

O ile pierwsza antologia skupiała się wyłącznie na horrorze, to druga podzielona jest na dwie części. W „Dawce miłości” otrzymujemy najpierw pełne seksu opowiadania science fiction, później zaś horrory.

Spośród czternastu opowiadań najwięcej – bo aż cztery – wyszło spod pióra Dave’a Smedsa, mało u nas znanego pisarza, który ma na koncie cały autorski zbiór poświęcony erotycznej fantastyce („Earthly Pleasures” z 1996 roku). Patrząc na jego poczynania w tym zbiorze nie dziwię się zbytnio, że nie trafił pod polskie strzechy na dłużej. Może jedynie humorystyczny „Eliksir miłości” jakoś się broni. Z drugiej strony teksty Smedsa kilkakrotnie ocierały się o nagrodę Nebuli, więc może nie są takie złe, jak pokazuje ten zestaw.

Część poświęconą science fiction tym razem przemilczę, skupię się za to na horrorze. Tu zdecydowanie wyróżnia się Lucius Shepard i „Próba wiary”, opowieść, w której tematy sacrum przeplatają się z profanum. Nie najgorzej jest też z opowiadaniem „Podróż w czasie” – M. Dean Bayer bawi się tu nieco motywem znanym z klasyki. Z tego, co udało mi się ustalić, pod tym pseudonimem ukrywa się Joe R. Lansdale, jeden z najbardziej obiecujących autorów schyłku ubiegłego wieku, jego tekst należał do jednego z najciekawszych w antologii „999”.

Da się czytać właściwie tylko jeszcze jedno opowiadanie – „O wampirach i dżentelmenach”, które napisał A.R. Morlan, choć to raczej opowieść dla pensjonarek i o pensjonarkach.

Sporo pretensji można mieć też do tłumacza i korekty – język, którym napisane są polskie wersje wszystkich właściwie historii, jest martwy. Pełno w nim napuszonych sformułowań, słów, które niemal w ogóle nie pojawiają się we współczesnym języku. Zresztą, nie tylko o archaizmy tu chodzi, po prostu nie najlepsze opowiadania zostały dodatkowo pokaleczone przez tłumacza. Dziś książkę tę można kupić tylko w antykwariatach, ale raczej nie polecam wydawania na nią zbyt dużych pieniędzy.