Czego nie słyszał Arne Hilmen

Iwo Zaniewski

To, co napisał Zaniewski

Iwo Zaniewski swoim debiutem próbuje przedrzeć się z działki reklamy, w której to odnosi kolejne sukcesy, na ważki grunt literatury. Z jakim skutkiem? Cóż, co do tego mam mieszane uczucia.

Akcja powieści Czego nie słyszał Arne Hilmen rozgrywa się w Norwegii, gdzieś w bogatym mieście przemysłowym, malowniczo położonym wśród gór i lasów. Właśnie tam w komisariacie jednej z bogatych dzielnic pracuje Arne Hilmen. Codzienność na posterunku zajmuje mu przede wszystkim wypełnianie kolejnych stosów dokumentów, aż do czasu, kiedy dostaje zgłoszenie o zaginięciu służącej starszej kobiety. Sprawa, która z pozoru wydaje się banalna, w połączeniu z serią fałszywych alarmów przeciwwłamaniowych w okolicznych domach, coraz bardziej intryguje Hilmena. Czy te zdarzenia mają jakiś związek? A jeśli tak to jaki? Oficjalne postępowanie zostaje zamknięte z braku dowodów przestępstwa. Arne postanawia jednak wszcząć własne, trochę z nudów, trochę z wrodzonej dociekliwości. Sam też nie wie czy jakieś przestępstwo miało miejsce, a wszystkie te wydarzenia to zwyczajny zbieg okoliczności. A może on sam popada w paranoje?

Pomysł na fabułę jest świetny. Taka dekonstrukcja formuły kryminału, gdzie nie wiadomo czy przestępstwo miało miejsce, jest intrygująca i podsyca ciekawość. Czytelnik nie wie czy śledztwo ma sens czy też jest to bajanie podstarzałego policjanta, który pragnie się jeszcze czymś wykazać. Takie wątpliwości ma też sam bohater. Balansuje na granicy normalności i paranoi pchany jakąś niewidzialną potrzebą. Przez pierwszą połowę książka jest świetna. Trzyma w napięciu, rozbudowane spekulacje nie wykluczają różnych fantastycznych wyjaśnień i pobudzają apetyt. Niestety im dalej tym gorzej. Gdy akcja powinna nabierać tempa, zaczyna robić się nudno. Zaniewski rozwleka tempo, główna idea powieści schodzi na dalszy plan, a kolejne nowe elementy coraz mniej przekonują czytelnika.

Według wydawcy Czego nie słyszał Arne Hilmen to thriller o nietypowej konstrukcji. O ile ta druga cześć opisu to prawda, to powieść Zaniewskiego z rasowym thrillerem ma niewiele wspólnego. Dreszczyk emocji pojawia się w zaledwie kilku momentach. Całość ratuje trochę oryginalny pomysł na rozwiązanie fabuły oraz jej zakończenie, przepełnione kolejnymi zwrotami akcji. Całość jednak nie przekonuje. Czytelnik oscyluje gdzieś między momentami zachwytu a nudą. Z dużą przewagą tej ostatniej. Niestety.

Ciężko też polubić samego Hilmena. To mężczyzna po czterdziestce, wiecznie noszący skórzaną kurtkę i bez powodzenia usiłujący skończyć remont mieszkania. Hilmen jest jak cała powieść Zaniewskiego – oscyluje między długimi etapami marazmu i nagłymi wybuchami energii. Reszta postaci gdzieś ucieka. Naszkicowane są pobieżnie i schematycznie.

Nie bardzo też rozumiem po co akcja powieści umiejscowiona jest w Norwegii. Może to czysty przypadek a może sympatia autora. Prawdę mówiąc, fabuła mogłaby się jednak dziać się w dowolnym mieście na kuli ziemskiej. Wspomniane jest, że powieść rozgrywa się podczas nocy polarnej, nie ma to jednak żadnego wpływu na wydarzenia i jest raczej szybko zapomnianym elementem scenografii niż jakimś niezbędnym czynnikiem determinującym kształt fabuły.

Od strony edytorskiej książka prezentuje się bardzo dobrze oraz… ciekawie. Na okładce możemy bowiem zobaczyć samego autora. Druk jest przejrzysty, tylko sporadycznie pojawiające się literówki psują doskonały obraz. W kontekście fabuły powieści, interesujący jest również sam tytuł. Nic nie zdradzę mówiąc, że nie jest on wcale przypadkowy.

Tak jak pisałem, już na początku debiut Zaniweskiego budzi mieszane uczucia. Z jednaj strony, to na pewno ciekawy eksperyment. Z innej, to powieść tylko i zaledwie przeciętna, chwilami nawet nudna. Nie można przy tym jednak odmówić autorowi odwagi i naprawdę ciekawego pomysłu na fabułę. Zdecydowanie bardziej oryginalnego niż wszystkie, które serwują nam zachodnie thrillery. Na uznanie zasługuje też styl jakim napisana jest powieść. Nie czuć tu ręki debiutanta, narracja swobodnie płynie, a samo czytanie sprawia przyjemność. Mimo wszystkich mankamentów tej książki jestem ciekaw kolejnej powieści Zaniewskiego. W Czego nie słyszał Arne Hilmen jest potencjał. Może niewykorzystany do końca, ale widoczny. Bardziej niż w dziesiątkach innych thrillerów jakie są dostępne na rynku.

  • Autor: Iwo Zaniewski
  • Wydawca: WAB
  • Data publikacji: październik 2012
  • Cena: 39,90
  • Format: s. 352
  • Opis z okładki:

    Czego nie słyszał Arne Hilmen to thriller o nietypowej konstrukcji, ponieważ zasadnicze pytanie nie brzmi: „kto zabił?", ale: „czy w ogóle jakaś zbrodnia została popełniona?". Powieść utrzymuje czytelnika w napięciu wywołanym przez narastające nieznane zagrożenie i nie rozczarowuje rozwiązaniem. Narracja jest jednowątkowa, wiemy dokładnie tyle co główny bohater.
    Akcja toczy się w Norwegii podczas nocy polarnej w bogatym mieście przemysłowym. Szef małego komisariatu w sennej dzielnicy willowej podczas rutynowych zajęć obserwuje szereg z pozoru błahych zdarzeń, które łączą się ze sobą, stwarzając wrażenie istnienia zagrażającego życiu zjawiska nieznanej natury. Nastrój grozy pojawia się powoli i jak gdyby znikąd, nabiera charakteru horroru i przechodzi w spekulacje z obszaru technical fiction. Sens śledztwa, które prowadzi Arne Hilmen, niemal do końca wydaje się urojony.