Co zdarzyło się w Lake Falls

Artur K. Dormann

Czynnik W.

Co zdarzyło się w Lake Falls” to druga powieść w serii „Mroczne tajemnice” wydawnictwa Prozami. Serii niezwykle dobrze rokującej, gdyż kolejna książka jest nawet lepsza od bardzo udanej „Posiadłości w Portovénere”. Artur K. Dormann zadebiutował imponującym dziełem, które mogłoby przyćmić dokonania niejednego starego wyjadacza. Młodemu autorowi należą się duże brawa.

Początek jest typowy i podobny do „Posiadłości…” – może taka już będzie specyfika tematyki opowieści z „Mrocznych tajemnic”. Victoria, pani doktor po koszmarnie nieudanym małżeństwie z despotycznym tyranem, osiedla się wraz z córeczką Kat w sennym, małym miasteczku Lake Falls. Położone nad malowniczym jeziorem, co lato chętnie odwiedzane przez turystów, wydaje się oazą szczęścia i spokoju, wręczstworzoną dla kobiety po traumatycznych przejściach. Jej życie zaczyna się lepiej układać, młoda matka stopniowo odzyskuje optymizm i nabiera nadziei na przyszłość. Wtedy jednak los uderza nieubłaganie: zapada decyzja o postawieniu tamy i zalaniu całego miasteczka z powodu budowy hydroelektrowni. Dotychczasowa bezpieczna przystań dla obu bohaterek wkrótce przestanie istnieć, zmuszając je do dalszej tułaczki. Nic to jednak w porównaniu z kolejnym ciosem – Kat zapada na bardzo rzadką odmianę nowotworu, co jest jednoznaczne z wyrokiem. Vic przeżywa załamanie, bo choroby nie da się wyleczyć, a więc rychła śmierć dziewczynki jest nieunikniona. Wtedy do jej drzwi puka tajemniczy osobnik, który przedstawia się jako El’lar i proponuje pomoc. Bardzo nietypową, dodajmy. Twierdzi bowiem, że jego krew ma lecznicze właściwości. Jeśli Victorii, bądź co bądź naukowcowi, uda się ten dziwny składnik wyizolować, jej córeczka zostanie uratowana. Zdecydowana na wszystko matka rozpoczyna badania, wiedząc że czasu ma niewiele. Acha, jeszcze jedno: El’lar jest wampirem. I ma w tym wszystkim własny ukryty cel.

Co zdarzyło się w Lake Falls” raczej nie jest powieścią grozy, mimo udziału potwora sztandarowego dla tego gatunku. Nie znaczy to jednak, że nie trzyma w napięciu. Wręcz przeciwnie, z narastającym niepokojem przyglądałem się zmaganiom Victorii z zagrażającym życiu jej córki guzem, podobnie jak ze złośliwym wampirem, który postanawia wprowadzić się do jej domu i udawać prywatnego psychologa. Dla podtrzymania tej iluzji, El’lar każe się od tej pory nazywać Williamem Barrowem (czyżby aluzja do Barlowa z „Miasteczka Salem”?). Jak na podstępną kreaturę przystało, musi roztoczyć swe uwodzicielskie wdzięki. Łącząca tę dwójkę relacja, oparta na wzajemnej wrogości, ale i zarazem pożądaniu, jest głównym motorem książki.  Wszystkie wątki są pozornie statyczne, nie rozwijają się za pośrednictwem szybkiej akcji, a jednak lektura wcale się nie dłuży i wywołuje silne emocje. Za to niewiele w niej strachu. Nie jest to wada, po prostu taki już jej urok. Ja nie nudziłem się ani przez chwilę.

Łączenie sił ze złem w celu czynienia dobra to pomysł w literaturze nienowy, ale w wykonaniu Dormanna wydaje się całkiem świeży. Głównie za sprawą drobiazgowo i realistycznie odmalowanego tła obyczajowego – lwia część powieści to właśnie wzruszająca swym autentyzmem historia psychologiczno-obyczajowa, traktująca o potędze matczynej determinacji. Gdyby odjąć z niej wątki nadprzyrodzone, nadal mielibyśmy do czynienia z wciągającą opowieścią o szukaniu nowego początku w życiu iwalce z bezlitosną chorobą. A także o tłumieniu emocji i seksualności na skutek życiowych rozczarowań, które powodują nieufność wobec płci przeciwnej. Także o ludziach, którzy po wieloletnim zasiedleniu rodzinnego miasta muszą pogodzić się z trudną do zniesienia koniecznością jego opuszczenia.

Warto też zaznaczyć, że analiza chemiczna, którą Victoria prowadzi przez większość fabuły, jest opisana drobiazgowo i weryfikowalna naukowo, a zarazem wzbogacona o elementy fantastyczne. Dlatego w pewnym stopniu przypisuję powieść do literatury science fiction. Nie jest to jednak wymagający wątek, toteż czytelnicy nie przepadający za SF nie powinni mieć z przyswojeniem książki większych kłopotów. Ten aspekt dodaje zróżnicowania i czyni opowieść jeszcze bardziej interesującą.

Mógłbym się natomiast przyczepić do finału książki. Jest on trochę zbyt pośpieszny, jakby Dormann nie mógł się doczekać, żeby uciec z Lake Falls. Zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, co budzi lekki niedosyt. Chyba że ma ono stanowić furtkę do ewentualnej kontynuacji, wtedy łatwiej je zaakceptować. Czas rozstrzygnie, jak to będzie wyglądało. Nie całkiem przypadły mi też do gustu pewne rozwiązania fabularne zastosowane pod koniec, przypominające raczej filmy o Indiana Jonesie, niż mroczną opowieść o wampirzych machinacjach. To zupełnie inna stylistyka i nie pasuje do całości.

Podobnie, jak poprzedni tytuł z serii, także „Co zdarzyło się w Lake Falls” ma gustowną szatę graficzną. Książka wygląda bardzo estetycznie, w dużej mierze dzięki idealnie oddającej nastrój ilustracji na okładce, zdecydowanie zachęcającej do zagłębienia się w treść. Niestety, jak i w „Posiadłości w Portovénere”, również i w tej powieści roi się od literówek. Wysoki poziom pisarstwa Dormanna daje dużo przyjemności, której błędy w druku nie odbiorą, ale naprawdę warto byłoby postarać się o lepszą korektę w przyszłych „Mrocznych tajemnicach”. To zbyt dobra literatura, by kalać ją taką niedbałością i wydawnictwo Prozami powinno w przyszłości bardziej się przyłożyć do pracy redaktorskiej. Zwłaszcza, że sama selekcja materiałów do publikacji jest, jak na razie, godna pochwały.

A skoro mowa o pisarskim kunszcie autora: Artur K. Dormann może okazać się jedną z najjaśniejszych gwiazd pośród polskich pisarzy tego pokolenia. Mimo młodego wieku – zaledwie 26 lat – już teraz robi ogromne wrażenie swoim warsztatem, sugestywnością opisu i pogłębioną charakterystyką. Co prawda postaci drugoplanowe są dość pobieżnie zarysowane, przez co nie tak wiarygodne, jak główni bohaterowie, ale ogólne wrażenie jest ogromnie pozytywne. Mając tak dobre pióro mógłby sobie bez problemu poradzić nie tylko z fantastyką, ale nawet z cięższą gatunkowo literaturą głównego nurtu.

Jestem bardzo ciekaw jak będzie wyglądała przyszłość „Mrocznych tajemnic”. Zapowiada się na to, że może stać się ona jedną z lepszych serii fantastycznych w Polsce. Obie dotychczas wydane pozycje gwarantują wciągającą lekturę, która dobrą rozrywkę łączy z niebanalnymi refleksjami. Mimo drobnych edytorskich niedociągnięć, wydawnictwo Prozami zasługuje na uznanie.

  • Autor: Artur K. Dormann
  • Wydawca: Prozami
  • Data publikacji: 2012-11-15
  • Format: s. 368, okładka miękka
  • Seria: Mroczne tajemnice
  • Opis z okładki:

    Victoria, samotnie wychowująca córkę, po trudnym rozwodzie przybywa do Lake Falls, miasteczka położonego w malowniczej górskiej dolinie. Zaczyna układać sobie życie. Z trudem odbudowywane poczucie stabilizacji niszczy wiadomość o zdiagnozowaniu u córki nieuleczalnej choroby. W chwili, gdy kobieta znajduje się na skraju załamania, pojawia się nadzieja. Obcy mężczyzna oferuje swą pomoc, ale umowa między nimi ma drugą, mroczną stronę, a koszty okażą się znacznie wyższe, niż przewidywała.

    Staje przed wyborami, których konsekwencji nie potrafi przewidzieć. Każda postać z jej otoczenia okazuje się kimś zupełnie innym, niż myślała.  Nie wiedziała, że Lake Falls od początku skrywało tajemnicę: rozegrane pięćdziesiąt lat wcześniej krwawe wydarzenia, których nikt, nawet  zadomowiony przybysz, nie miał prawa poznać.