Biała lwica

Menning Mankell

Kiedy w 1993 roku Henning Mankell pisał „Białą lwicę”, świat wyglądał nieco inaczej niż dziś. Republika Południowej Afryki – kraj, którego historia stanowi główną oś intrygi w tej powieści – była jeszcze państwem w którym panował apartheid, a rząd Fredericka de Klerka przeprowadzał dopiero bardzo ostrożne próby demontażu starego systemu. W tym samym roku, w którym w Szwecji ukazała się „Biała lwica” de Klerk wraz z Nelsonem Mandelą podzielili się Pokojową Nagrodą Nobla. Można więc powiedzieć, że jest to powieść, która w momencie pojawienia się na rynku była szalenie aktualna. De Klerk pojawia się w niej nawet osobiście.
„Biała lwica” to trzeci tom z serii powieści kryminalnych, których bohaterem jest szwedzki policjant, Kurt Wallander. Tym razem jego zadanie polegać będzie na ujęciu mordercy, który w bestialski sposób zabił młodą kobietę, agentkę handlu nieruchomościami. Na starcie ekipa dochodzeniowa Wallandera ma tylko dwie poszlaki: radiostację, produkcji radzieckiej, oraz odcięty palec, należący do czarnoskórego. Mimo że wydawać się może, że poszlaka prowadząca do murzyna to w Szwecji bardzo dużo, polski czytelnik szybko zostanie wyprowadzony z błędu. Gdy Wallander wyrusza tym tropem i dociera do Sztokholmu, Mankell rysuje nam wielokulturowy świat szwedzkiej stolicy, ledwie tylko kamuflując krytykę skierowaną pod adresem wyjątkowo łagodnych władz emigracyjnych, pozwalających osiedlać się w Szwecji rozmaitym indywiduom, nie znającym nawet podstawowych zwrotów po szwedzku.

Drugi trop prowadzi Wallandera do uśpionego agenta starych struktur KGB, który nauczył się przed laty bezlitosnych metod pracy operacyjnej. Jego umiejętności sprawiają, że w realiach wolnorynkowych stał się cenionym specjalistą od szkolenia zawodowych zabójców.

Ten afrykańsko-rosyjski mariaż okazuje się czarnym snem komisarza Wallandera. Gdy dociekliwy policjant zwraca na siebie uwagę dawnego agenta, sam staje się jego celem. Zagrożona jest też rodzina – córka i ojciec Kurta. Kiedy wreszcie czara strachu się przepełnia, w bohaterze następuje niespodziewana przemiana.
Zakończenie powieści to majstersztyk. Wallander zmienia się na naszych oczach w człowieka, który nie przypomina w niczym znanego nam komisarza policji, który martwi się nadwagą i ma problemy z kontaktami z ludźmi. Kurt staje się myśliwym. Poluje na bezwzględnego mordercę i dopada go, w niemal szaleńczym pościgu.
Mankell świetnie łączy ze sobą wątki południowoafrykańskie i skandynawskie. Poznajemy ciekawą historie osnutą wokół schyłku apartheidu, w której rozmaite zależności i skrajne uczucia ludzi mówią nam więcej o tym odległym skrawku lądu, niż powiedziałby nam niejeden podręcznik opisujący historię RPA. Pozwala nam to również zrozumieć psychikę afrykańskiego zabójcy, którego w pewnym momencie sam Wallander zaczyna darzyć szacunkiem.

Podobnie jak w „Psach z Rygi” Mankell dostrzega niebezpieczeństwa związane z rozpadem struktur organizacyjnych KGB. Sporo tu również spostrzeżeń dotyczących zmian w świadomości samych Szwedów. Wallander niejednokrotnie rozmyśla o tym, że czasy kiedy Szwecja była bezpiecznym rajem na ziemi, bezpowrotnie minęły.

Mimo że sama powieść jest niesłychanie magnetyczna (taka już widać siła pisarstwa Mankella), to na tle innych tomów z serii o komisarzu Wallanderze jawi się jako stosunkowo mało wiarygodna. A szkoda, gdyż jednym z podstawowych atutów cyklu jest właśnie doskonały dobór charakterystycznych postaci i ich zachować w sytuacjach niezwykłych, lecz możliwych. W „Białej lwicy” (podobnie jak we wspomnianych już „Psach z Rygi”) wyobraźnia autora chyba nieco za wiele mu podpowiedziała. Nie zmienia to jednak faktu, że na tle setek innych powieści kryminalnych książka ta i tak pozostaje oryginalnym i wartym uwagi dziełem.

  • Autor: Menning Mankell
  • Wydawca: W.A.B.
  • Data publikacji: marzec 2005
  • Cena: 34,90
  • Format: s. 478