Bez litości

James Scott

Każda zbrodnia narusza ustalony porządek rzeczywistości, stając się tak ogromnym zaburzeniem równowagi, że jedynie wykrycie i ukaranie sprawców może być rekompensatą, a jednocześnie powrotem do uprzedniego modelu istnienia świata. Tyle że niekiedy owo dążenie do ujawnienia prawdy staje się początkiem drogi ku odkrywaniu jeszcze większych i gorszych sekretów niż tożsamość zbrodniarzy. Czasem okazać się może, iż wszystko to kłamstwo, a ufać nie wolno nikomu.

Taka konkluzja nasuwa się czytelnikowi po lekturze powieści Jamesa Scotta pt. Bez litości, kiedy okazuje się, że zbrodnia popełniona na dzieciach i mężu Elspeth staje się preludium do odkrycia o wiele bardziej szokujących prawd, półprawd, iluzji i kłamstw. Wracając z długiej podróży, bohaterka odkrywa, że jej rodzina została zastrzelona, ocalał jedynie dwunastoletni Caleb. Oboje bez wahania podejmują decyzję, aby odnaleźć i bezwzględnie ukarać winnych. Wprawdzie żadne z nich nie ma pojęcia, gdzie szukać zbrodniarzy, lecz kierowani zdrowym rozsądkiem i (chyba) instynktem, trafiają do miasta, w którym może zrealizować się ich zamiar.

Znamienne, że w tym pędzie ku zemście żadne z bohaterów nie pyta o powody, dla których trzech dorosłych mężczyzn miałoby zabić mieszkającą na odludziu spokojną, bogobojną rodzinę. Kwestia tego, kto popełnił zbrodnię przeważa tutaj nad jej motywami, choć te powinny wydawać się przecież najważniejsze. Tak Elspeth, jak i Caleb, niewiele czasu spędzają zresztą na myśleniu; ich domeną jest działanie – nie zawsze skonkretyzowane na określony cel, lecz często trafnie wybrane.

Te dwie osobowości skonstruowane zostały przez Scotta w zadziwiający sposób. Żadne z protagonistów nie jest bowiem sympatyczne, nie wzbudza litości, a jednak powieść czyta się ze zdumiewającą fascynacją. Oboje – matka i syn – nie mają specjalnie rozwiniętego życia wewnętrznego, istnieją schowani poza maskami, które umożliwiają im funkcjonowanie pośród innych. Są tak transparentni dla ogółu, że przypuszczać można, iż nie kryje się w nich nic – a ni mrocznego, ani dobrego. Wbrew jednak pozorom nie są to jednostki zwyczajne. To dwoje ludzi, dla których świat jest areną dziwów, a ludzie niepojętymi, zmiennymi istotami, z którymi niekiedy dobrze jest być, a kiedy indziej trzeba od nich uciekać.

Sformułowanie to odnieść zresztą można do całej powieści Scotta, będącej dziwaczną, pełną niedomówień, urywanej narracji, często niespójną powieścią, w której punkt widzenia protagonistów nie zawsze jest łatwy do zaakceptowania przez odbiorcę.

Rzeczywistość kreślona przez autora kryje w sobie wiele tego rodzaju niejednoznaczności, a prawda jest tylko dla tych, którzy zdołają ją dostrzec lub o nią zawalczyć. Zwraca tez uwagę fakt, że wszechobecna jest śmierć, ale nie ta złowroga, lecz towarzysząca każdemu. Ona się zdarza, lecz jest jedynie cząstką istnienia. Może być traumatyczna w oczach żyjących, może być codziennością dla zabójcy i determinantą dla mściciela. Jest wszędzie i w każdym, lecz nie budzi lęku, nie staje się przedmiotem obsesji. Po prostu jest i taką oglądają ją ludzie.

Intrygująco pokazane zostają relacje na linii matka-syn, do samego końca bardzo niejednoznaczne i niełatwe w odbiorze. Cała zresztą powieść taka właśnie jest – zdarzają się zgrzyty, bywają momenty przestojów, niedopowiedzeń, zaskoczeń. Szokuje tu przede wszystkim usilne odchodzenie od schematu; wbrew pozorom Bez litości nie jest tekstem traktującym o zemście czy jej poszukiwaniu, a raczej o wychodzeniu z traumy, definiowaniu siebie po utracie tożsamości. Kwestia identyfikacji jest tutaj także migotliwym leitmotivem, albowiem bezustannie powracają pytania (i odpowiedzi) związane właśnie z tym aspektem, a liczebność interpretacji tego motywu zdumiewa. Scott pisze oszczędnie, lecz treści w tym, co stworzy, zawiera obfite. Nie jest to może dzieło wybitne, lecz warte uwagi, także przez wzgląd na realia i niezwykle ekscentryczne dialogi odzwierciedlające mentalność prostolinijnych mieszkańców niedużego miasta z dawnych czasów. Ot, taka ciekawostka w sztafażu dziewiętnastowiecznym.

  • Autor: James Scott
  • Tytuł oryginalny: The Kept
  • Przekład: Jerzy Malinowski
  • Wydawca: W.A.B.
  • Data publikacji: 2015
  • Cena: 34,90 zł
  • Format: s. 397, okładka miękka
  • Opis z okładki: Koniec XIX wieku, Stany Zjednoczone, groźna natura i wstrząsająca historia, która rozgrywa się na prowincji. Gdy trzech mężczyzn dotarło do samotnego domu w głębi lasu, z całej rodziny tylko Elspeth, położna z małego miasteczka, i jej syn Caleb cudem uniknęli śmierci. Po tej rzezi matka i syn podążają tropem morderców, by za wszelką cenę dowiedzieć się, kto i dlaczego dokonał straszliwej zbrodni…
  • maszynistaGrot

    Książki nie czytałem ale bardzo ciekawa recenzja. Uwielbiam takie tajemnicze zwroty;

    ,,Cza­sem oka­zać się może, iż wszystko to kłam­stwo, a ufać nie wolno nikomu.”

    ,,zbrod­nia popeł­niona na dzie­ciach i mężu Elspeth staje się pre­lu­dium do odkry­cia o wiele bar­dziej szo­ku­ją­cych prawd, pół­prawd, ilu­zji i kłamstw.”

    Tak sie zapytam, czy to coś zbliżonego do atmosfery z wyśmienitej powieści Henry Jamesa „W kleszczach lęku” ?