Bestia

Marek Świerczek

Ostatnie 3 lata na rynku literackiej grozy w Polsce to istna złota era. Po całych dekadach posuchy, spowodowanej nie tylko już komunistycznym rygorem (łaskawszym dla rodzimego nurtu science-fiction), ale i chyba jakąś klątwą niepopularności polskiej literatury grozy początku czasów demokracji, czytelnicy zostali wręcz zasypani lawiną nowych tytułów i sporym gronem młodszych i starszych literatów, tkających kolejne pajęczyny mrocznych opowieści. Przestano wreszcie odkurzać dawne wolumeny prozy Grabińskiego i Siewierskiego, przetykane lekturami dzieł autorów zagranicznych. Na tej właśnie fali nowego polskiego horroru wypłynęła też debiutancka powieść Marka Świerczka, którą wypatrzyłem pewnego letniego dnia w częstochowskiej księgarni Taniej Książki. Zapoznając się z wydawniczymi pochwałami na jej cześć i wzmianką o nagrodzie Nowej Fantastyki dla opowiadania autora Bestii zdziwiłem się jednocześnie, w jaki sposób interesująco zapowiadająca się pozycja trafiła do działu radykalnie przecenionych tekstów. I ponadto: dlaczego wcześniej o niej nie słyszałem? Ale po kolei. 

Czasy Powstania Styczniowego. Kapitan Julian Basowski w pojedynku zabija księcia Obłońskiego. Pomimo wsparcia sławetnego Wieszatiela, generała Murawiowa, traci zaufanie na dworze rosyjskim i zostaje wysłany na teren Litwy, aby dołączyć tam do rotmistrza Wasiliuka. Zadaniem Polaka jest rozwiązanie zagadki morderstw rosyjskich żołnierzy na tym terenie, unicestwianych w czasie nocnych służb przez nieznaną istotę (najprawdopodobniej dzikie zwierzę). W jego misji towarzyszą mu Krzysztof Herling (Polak, wypierający się swego pochodzenia na rzecz niemieckich korzeni) i Czeczen Anton Murat. Basowski przed wyjazdem zleca jeszcze swemu bratu, Bogumiłowi, opiekę nad chorą matką, i pożegnawszy się z kochanką Zitą wyrusza do Kiejdan. Na miejscu, w skutej zimową surowością litewskiej krainie, dowiaduje się iż dowództwo nad oddziałem Wasiliuka przejął jego dawny znajomy ze szkoły wojskowej, sadystyczny major Meigel. Przeszukiwania okolicznych wsi oraz przesłuchania ludności na okoliczność znalezienia mordercy sołdatów, Basowski i jego kompani przeplatają zakrapianymi alkoholem wieczornymi rozmowami i recytowaniem poezji. Popadają też szybko w konflikt z Meiglem, uważającym ich niejednoznaczną narodowość (wszak sam Basowski jest Polakiem w armii carskiej) za przyczynek do nieposłuszeństwa i zdrady. Tymczasem ludzie wciąż giną w tajemniczych okolicznościach, a po następnych perypetiach Basowski wpada na trop prowadzący do posiadłości rodu Wołkowyskich, zrujnowanej w czasie walki z powstańcami… 

Powieść pana Świerczka jest mieszaniną dramatu historycznego, sensacji, wątków obyczajowych i horroru – choć akurat ten ostatni gatunek, wbrew pozorom, nie jest dominującym. W fabułę Bestii były student wydziału historii wplótł nieco faktów i postaci z przeszłości Polski i jej obecnych sąsiadujących krajów (jak chociażby księcia Odrowąża), cytując i przemycając tu i ówdzie także nawiązania do literackiej klasyki, zwłaszcza dzieł Żeromskiego i Słowackiego. Bo wszak nieprzypadkowo znajomą wydaje się osoba Salomei Branickiej? Sęk tkwi jednak w tym, że najbardziej jawne cytaty i aluzje przekazane są w słowach przytaczanych przez bohaterów powieści poematów. Biorąc poprawkę na ich czyny i nierzadko hulackie postępowanie, taki zabieg autorski można uznać raczej za próbę usilnego „uduchowienia” przyziemnych w gruncie rzeczy wojaków. Fabuła bynajmniej nie gna do przodu: Świerczek sporo miejsca przeznacza opisom miejsc i czynów, przytacza treści dokumentów, konstruuje partie dialogowe – po to, by po jakimś czasie dodać nieco akcji i znowu powrócić do rozmów Basowskiego i jego towarzyszy. Nie brak tu standardowych pojedynków, scen palenia wsi i przesłuchań ludności, wątków miłosnych. Słowem, czego dusza zapragnie. Autor nie ucieka także od dość drażliwego wątku konfliktu nacji i próby znalezienia tożsamości politycznej i narodowej ludzi biorących udział w Powstaniu (co jest i było kwestią powtarzającą się w naszym narodzie od wieków). Buduje solidne tło polityczne i obyczajowe, ale także nie waha przed sformułowaniami z języka rosyjskiego i niemieckiego, przez co dodaje powieści oryginalnego kolorytu. 

Pozostaje pytanie o horror. Pojawia się, i owszem, w retrospekcjach, powraca w opisach miejsc zbrodni – ale przez całość lektury miałem wrażenie, że tropienie tytułowej bestii jest tylko pretekstem dla wprowadzenia wyżej wymienionych wątków. Kulminacja grozy następuje oczywiście w finale, który – co jednak zdarza się nawet najlepszym autorom – sprawia wrażenie napisanego na chybcika i rozczarowuje. 

Reasumując plusy i minusy, Bestia to całkiem solidne czytadło. Lektura urozmaicona, stanowiąca mieszankę stylów i nastrojów (w tym także akcentów humorystycznych, o których wcześniej nie wspomniałem), ale jednak nie rzucająca na kolana i powodująca opad dolnej szczęki. Przeto wszelkie peany na cześć debiutu Świerczka jakie znajdziecie na tyle okładki, z przekraczaniem ram gatunku na czele, musicie przyjąć z dużą dozą ostrożności. Dobre zajęcie na kilka wieczorów, może nawet was zaciekawić. Ale po odłożeniu na półkę, szybko paruje z pamięci. 

  • Autor: Marek Świerczek
  • Wydawca: Otwarte
  • Data publikacji: 2007-04-26
  • Cena: 29 zł
  • Format: 320 s.
  • Opis z okładki:
    Rok 1864. Powstanie styczniowe dogorywa. Kapitan Julian Basowski, Polak w carskiej armii, zabija w pojedynku jednego z petersburskich notabli. By wrócić do łask generała Murawjowa, usiłuje rozwiązać zagadkę brutalnych mordów, których ofiarą padają rosyjscy żołnierze. Przekonuje się jednak, że chłodny racjonalizm, któremu hołduje, zawodzi w obliczu ponurej prawdy.
     
    Debiutancka książka Marka Świerczka zawiera wszystko, co powinno cechować klasyczną powieść grozy: dwuznacznego, a zarazem urokliwego głównego bohatera, napięcie, dynamiczną akcję i fascynującą tajemnicę.
    Bestia przekracza jednak ramy swego gatunku. Prowokuje do przemyśleń na temat historii Polski i daje dużą satysfakcję z rozwiązywania licznych zagadek literackich rozsianych w całym utworze.
     
    Z doniesień księcia Piatnickiego […] wynika, że ślady wokół ciał, pozostawione w błocie, mogły wskazywać na napaść wilka, niedźwiedzia lub po prostu całkiem zdziczałych psów […]. Towarzyszący księciu Piatnickiemu włoski lekarz, przyrodnik i mistrz szpady, Alfonso di Cappo, także pisał w listach o tym, że w noce, kiedy dokonywano zabójstw, zarówno zwierzęta obozowe, jak i leśne wykazywać miały wielkie zaniepokojenie i lęk niezwykły. […] Podkreślał jednakowoż w swoich epistołach, że jeżeli było to dzikie zwierzę, to z pewnością wyjątkowo groźne, gdyż nawet szkolone posokowce nie chciały podjąć śladu, zdradzając przy tym niezwykły dla psów myśliwskich lęk.