Amok

David Moody

David Moody zaproponował swoim czytelnikom jedną z tych powieści, po których spodziewamy się nieskomplikowanej rozrywki opartej na przemocy i makabrze. To przy opiniach tego typu książek często zdarzają się skrajne opinie – mniej wymagający łykną prostą formułę i pochwalą autora za nieowijanie w bawełnę, a ci oczekujący od lektury nieco więcej nazwą ją prostacką. Jest to opowieść o znerwicowanym i sfrustrowanym życiowym nieudaczniku, któremu razem z nieszczęśliwą żoną i rozwszeszczanymi dziećmi przyjdzie stawić czoła niebezpieczeństwu apokaliptycznych wręcz rozmiarów, bowiem oto w mieście nagle pojawiają się napastnicy, zwani przez media Wściekłymi. Ci zaczynają mordować, pozornie bez powodu i bez względu na wcześniejszą zażyłość.

David Moody poległ przede wszystkim na kreacji bohaterów. Rzadko zdarza mi się zapałać do fikcyjnych postaci tak szczerą nienawiścią. Spisane przez autora rodzinne scenki rodzajowe sprawiły, że straciłam resztki instynktu macierzyńskiego i po raz pierwszy w swojej długiej już karierze miłośniczki horrorów życzyłam dzieciom rychłej śmierci. Jeśli nie mogliście znieść chłopca z autralijskiego „Babadooka”, podobne emocje wyzwolą w Was pociechy Danny’ego, ale też i ich nieporadni rodzice, którzy tylko licytują się, kto ma gorzej i czyja kolej zająć się dziećmi. To jak spełnienie najgorszych koszmarów zdeklarowanych singli i aż kusi, żeby zajrzeć do biografii autora. „Amok” z założenia miał przerażać, a jednak najbardziej niepokojący jest styl życia rodziny narratora, której członkowie wypełniają sobie czas wolny jedynie oglądaniem telewizji, a gdy dzieciaki odwiedzają dziadka i grają z nim w planszówkę, ich kochany ojczulek komentuje w duchu, że robią to tylko dla słodyczy. Trudno pojąć, czemu taka kreacja i sceny mają służyć; może pokazaniu, że Danny prawdopodobnie nie tyle zostanie Wściekłym, co raczej po prostu się wścieknie? Nawet już podejrzewałam, że stanie się to podczas walki o pilota.

Gdybym miała wskazać pozytywne strony powieści, zwróciłabym uwagę na umiejętnie przedstawioną eskalację przemocy i klaustrofobiczny strach, gdy Wściekłych zrobiło się tak dużo, że można się było na nich natknąć na każdym kroku. Niezbyt dobre wrażenie zrobiły scenki przeplatające główną narrację, za to kilka bardziej krwawych momentów z opowieści Danny’ego wypadło co najmniej dobrze i wzbudziło tak długo wyczekiwany niepokój, okupiony lekturą irytującej rodzinnej antysielanki. Niestety nawet poważna eskalacja przemocy na sam koniec „Amoku” nie równoważy tak nużącego początku i rozwinięcia. Oczywiście zawsze należy brać pod uwagę fakt, że to tylko pierwsza część dwutomowego cyklu, ale po to właśnie dobrzy pisarscy rzemieślnicy pieczołowicie konstruują intrygujące postaci, by przykuwały uwagę czytelnika zanim fabuła nabierze rozpędu. Niestety Moody położył ten wątek na całej linii. Najwyraźniej zapomniał, że powieść – nawet taka będąca niekoniecznie ambitnym horrorem – nie może składać się wyłącznie z aktów przemocy, a te tzw. „wypełniacze” muszą być co najmniej znośne, by całość dało się czytać. A jeśli tego jeszcze było mało, Amber postanowił położyć już zupełnie książkę słabym tłumaczeniem, które niszczy i tak niezbyt literacki język autora.

Jeśli chodzi o samą Wściekłość to próby jej wyjaśnienia przez bohaterów książki są wyraźną próbą nadania tej powieści jakiegoś głębszego sensu. Krytyka mediów to takie pójście po linii najmniejszego oporu i wypada raczej mało przekonująco, zresztą okazuje się zmyłką. Poza tym sama Wściekłość wydaje się zabiegiem, co do którego należy wysoko zawiesić niewiarę. Nie chodzi tu nawet o samo wyjaśnienie, skąd się wzięła – w pierwszej części tego wytłumaczenia Moody nie podaje – ale o samą egzekucję pomysłu. Ostatni gwódź do trumny wbił sobie autor narracją pierwszoosobową. Żeby nie zdradzać zbyt wiele z fabuły (choć takie rozwiązanie nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem) powiem tylko, że autor pogrążył w ten sposób resztki wiarygodności całego zjawiska Wściekłości.

Nie poleciłabym nikomu „Amoku”. Rozumiem, że powieść miała konkretny cel do spełnienia i należałoby rozpatrywać ją tylko jako coś dla fanów prostej, niezobowiązującej przemocy, ale za dużo jest na rynku pozycji jednocześnie makabrycznych i dobrych, by zajmować się taką niedoróbką. Szkoda czasu.

  • Autor: David Moody
  • Tytuł oryginalny: Hater
  • Przekład: Małgorzata Strzelec
  • Wydawca: Amber
  • Data publikacji: 2009-04-07
  • Format: s. 232, okładka miękka
  • Opis z okładki: Brutalne morderstwa paraliżują społeczeństwo. Napastnicy, okrzyknięci przez media Wściekłymi, uderzają bez ostrzeżenia. Zabijają każdego, kto stanie im na drodze. Ilość przypadkowych napaści przechodzi z setek w tysiące, a potem w setki tysięcy. Każdy, niezależ nie od płci, wieku czy rasy, jest albo ofiarą, albo Wściekłym. W ludziach narasta lęk, że w każdej chwili przyjaciele lub najbliżsi zwrócą się przeciwko nim ze zbrodniczym zamiarem. W szyscy muszą liczyć się z ryzykiem, że zostaną zamordowani. Albo że sami zaczną mordować? Bo Wszystkich Ogarnia Amok Nienawiści.