powrót do spisu opowiadań

Cmentarna aleja

Jakub "Kuna" Daszkowski


"Idąc cmentarną aleją, szukam ciebie mój przyjacielu.
Odszedłeś bo byłeś za słaby...
Jak suchy liść... Dziś możemy dotknąć się, naszymi pustymi duszami..."

- fragment piosenki zespołu TSA.

    Kolejny wieczór, kolejna samotna noc. Tak jak co dzień, usiadł przy swym starym stole na którym stała wysłużona maszyna do pisania. Wcześniej jednak zgasił światła i zapalił świece. Lubił taki nastrój. Półmrok i całkowita cisza pozwalały mu się maksymalnie skupić.
    Na zewnątrz panował mrok i chłód. Było późne lato, a pogoda zasługiwała na miano paskudnej. Na zmianę deszcz albo chmury. A teraz doszedł do tego wieczorny ziąb. Wychodząc na spacer musiał już się ubierać w polar i długie grube spodnie. Jednak lubił te nocne spacery. Przez ciemny i demoniczny las, długą i krętą ścieżką. Dochodził zawsze do stałego miejsca, gdzie przysiadał na chwilę i rozmyślał. Potem podnosił się z kamienia i wracał tą samą drogą do domku.
    Dom jego mieścił się na skraju lasu, na małej polance. Był to prosty jednopiętrowy domek wykonany z drewna. Nie posiadał ogródka, bo był zbyt leniwy aby się nim zajmować a i trawa nadawała się do ścięcia. Dom ten był zbyt duży jak na samotnego mężczyznę i kiepskiego pisarza. Jednak ów człowiek był z niego bardzo zadowolony, gdyż stał się dla niego oazą spokoju i rozmyślań. A przede wszystkim doskonałym miejscem na skończenie swego kolejnego dzieła. Będzie to kolejne opowiadanie które wyda jakiś drugorzędny szmatławiec, jednak nie było powodów aby się tym przejmować. Bo to będzie dzieło płynące prosto z jego serca...
    Usiadł na wysłużonym krześle. Cała masa papierów zasypywała biurko. Zrzucił z blatu śmieci typu puste opakowania po chipsach, butelki po coli, puste opakowania od papierosów. Włożył koleją czystą kartkę do maszyny. Będzie kontynuować to, na czym wczoraj skończył. W głębi ducha cieszył się, bo jego historia zaczęła dobiegać końca. Będzie mógł o niej zapomnieć. Dzięki Bogu.
    Usiadł wygodnie, zamknął oczy, przeciągnął się, splatając ręce za głową. Zbierał myśli. W końcu odetchnął głęboko, rozmasował kark i zaczął powoli stukać w ciemne klawisze maszyny...
    "... Nie wytrzymał i wbiegł do sąsiedniego pokoju. Wiedział że będzie wielka awantura. Teraz już go to nic nie obchodzi. Wie co zrobić, i jest w stanie to zrobić.
    Nie zastał ich co prawda w jednoznacznej sytuacji, ale po tym co usłyszał był pewien swego. Wpadł do pokoju i pełnym złości głosem rzekł:
    - To tak ci zależy palancie na naszej ośmioletniej znajomości? Dla głupiej dziewczyny jesteś w stanie zaprzepaścić całe koleżeństwo? - krzyczał.
    - O co ci chodzi? - odrzekł kolega. - Przecież my nic nie robiliśmy, tylko rozmawialiśmy. Nieprawdaż?
    - Oczywiście - odparła dziewczyna leżąca obok niego. Widać było po jej wzroku że kłamie w żywe oczy. Po twarzy kumpla również wyczytał kłamstwo i szyderstwo.
    - Nie pieprz Kaśka - krzyknął. - Myślicie że ślepy jestem? Każdy do widzi. A ty może nadal masz zamiar kłamać? - wskazał palcem na "pseudo" kolegę. Jego oczy wyrażały taką wściekłość, że mało co nie eksplodowały z oczodołów. Adrenalina wylewała się każdym otworem. Beszczelność. Podrywać dziewczynę kolegi na jego oczach.
    - Wynocha do siebie, żebym cię tu więcej nie widział. A ty Kaśka, jeszcze sobie porozmawiamy - rzekł wskazując na nią. - Później.
    Rozeszli się. Wiedział że stracił kolegę i dziewczynę. Ale to nie była jego wina tylko ich. I przyjdzie im za to zapłacić. Tak sobie z niego zadrwić. Ale poczeka, jeszcze przyjdzie czas na zemstę...
    Nastał ranek. Dzień wyjazdu "pseudo" kolegi. Miał zostać sam z Kaśką. Dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Na niebie leniwie przewijały się pojedyncze chmurki, a słońce delikatnie ogrzewało skórę.
    Od razu po śniadaniu Michał spakował swoje rzeczy i odjechał. Opuszczał dom w pełnym gniewu spojrzeniu. Nie wiedział że niedługo pojawi się tu znów. Zupełnie w innym celu.
    Kaśka została, jednak nie odzywała się do niego od początku dnia. Obrażona - pomyślał. I dobrze. Już zastanawiał się nad planem zemsty. Wiedział że musi się to stać dziś, gdyż ona jutro wyjeżdża. Było by lepiej dla niej gdyby dziś ze swym kochasiem wyjechała - zaśmiał się szyderczo w duszy.
    Odczekał do wieczora.
    - Kaśka powiedz mi co w nim jest takiego, że jest lepszy ode mnie? - spytał, podczas gdy ona porządkowała naczynia w kuchni.
    - Nie będę z tobą rozmawiać.
    - Kasiu, proszę. Nie będę cię więcej o to pytać. Dam ci spokój. Obiecuje.
    - Lepiej się z nim dogaduje, jest bardziej podobny do mnie. Nigdy nie czułabym się przy tobie tak jak z nim - rzekła i odwróciła się tyłem do niego.
    Taka mała blondynka. Niecałe stosześćdziesiąt centymetrów wzrostu a tak potrafi ugodzić w serce.
    - Dziękuję - odrzekł.
    Podniósł się z fotela i ruszył szybkim krokiem w jej kierunku. Stała odwrócona tyłem i zajęta sprzątaniem. Zbliżył się, chwycił za ciężką metalową patelnię i sprawnym pewnym ruchem uderzył ją w tył głowy. Odbiła się twarzą o ścianę zostawiając na niej czerwoną plamę krwi. Osunęła się na ziemię.
    Wziął do ręki jeden ze świeżo umytych noży i schylił się nad bezwładnym ciałem kobiety. Odczekał chwilę, aby zdążyła otworzyć oczy. Wzrok miała pełen zdziwienia a zarazem przerażenia. Zdążyła zobaczyć tylko błysk ostrza, który następnie wtopił się w jej klatkę piersiową.
    Nie przejmowało go to, że krew zalewa całą podłogę oraz to że został nią ochlapany. Sąsiedzi mieszkali na tyle daleko aby nic nie słyszeć, a ich odwiedziny były bardzo rzadkie. Gdy oczy zaszły jej czerwoną substancją, zadał jeszcze kilka ciosów nożem w i tak już bezwładne ciało.
    Wrzucił nóż do zlewozmywaka i wyszedł z kuchni w poszukiwaniu worka na ciało. Krew zalała już pół pomieszczenia.
    Worek nie okazał się na tyle duży aby bez problemu upchnąć trupa. Tak mocno uciskał iż połamał część kości, w tym i kręgosłup. Następnie przetaszczył wór do schowka pod podłogą, aby nocą go stąd wynieść i zakopać w pobliskim lesie.
    Wrócił do kuchni. Najpierw zajął się krwią z podłogi. Następnie wytarł szmatą ze ściany "odcisk twarzy" Kaśki. Na koniec dokładnie pod ciepłą wodą, używając płynu do naczyń wyczyścił nóż i wytarł go dokładnie. Odwiesił na swe stałe miejsce.
    Teraz pozostało tylko czekanie aby noc dobrze zagościła na zewnątrz. W między czasie zaopatrzył się w łopatę i kilof, jakby spotkał się jakimiś problemami w trakcie kopania. Wyciągnął butelkę zimnej niegazowanej wody z lodówki i schował do plecaka. Na wypadek gdyby zaczęło chcieć mu się pić po pracy fizycznej.
    Wyszedł na taras i rozejrzał się w około. Było idealnie. Żywej duszy w zasięgu wzroku i blask księżyca przysłoniły chmury. Ciemność okalała każdy szczegół świata zewnętrznego. Przejdzie niezauważony. I dobrze. Wrócił do domu i ubrał się w ciepłą bluzę. Wyciągnął wór ze schowka i wyciągnął go na świeże powietrze. Na szczęście las jest niedaleko, więc ryzyko że ktoś go zauważy jest niewielkie. Wiedział już gdzie pogrzebie trupa dziewczyny.
    Szedł swą ulubioną trasą. Leśną ścieżką i kierował się na małą polankę. Było ono idealnym miejscem na miejsce ostatecznego snu. Pomimo iż była to mała kobieta to jednak miał problem z przetransportowaniem jej. Co chwila o wór zaczepiały jakieś gałęzie, albo kamień leżący na ścieżce zatrzymywał się na martwym ciele. Nie obchodziło go to wiele, ona była nieżywa i nic nie mogło jej zaszkodzić.
    Podróż na polankę zabrała mu prawie godzinę czasu, gdy normalnie dochodzi tam w dwadzieścia minut. Usiadł na kamieniu i oddychał głęboko. Czuł się zmęczony. Napił się parę łyków wody, bo wiedział że musi mieć siły na główną część tej scenki. Kopanie grobu.
    Powstał, wziął do ręki łopatę i znalazł idealne miejsce. Miękka ziemia niedaleko brzozy, otoczona małymi kamieniami zdawała być jakby stworzona na miejsce pochówku.
    Chmury odsłoniły blask księżyca ukazując tego wysokiego, i potężnie zbudowanego mężczyznę w pełnym wysiłku skupieniu. Z każdą chwilę dół się pogłębiał. Co chwila przecierał pot z czoła i sapał coraz głośniej. Pracował szpadlem do momentu aż grób osiągnął odpowiedni rozmiar. Wrzucił worek z ciałem do dziury i zaczął zasypywać. Na koniec ubił ziemię i położył w miejscu spoczynku swej byłej dziewczyny wielki kamień. Prowizoryczny nagrobek. Za parę dni zarośnie trawą i nie będzie żadnego śladu...
    Dopił wodę do końca, złożył narzędzia w jednym miejscu. Stanął nad grobem. Czuł się tak, jak myśliwy który stoi nad upolowaną zwierzyną. Wpatrując się w kamień, rozmyślał nad kruchością ludzkiego losu, planując kolejną zbrodnie. Pragnął by nowy chłopak Kaśki znalazł się koło niej. Tak, to było jego marzenie. Połączy ich razem na całą wieczność, którą spędzą obok siebie. W grobie. Cudowny pomysł. Podbudowany tą myślą zebrał narzędzia i ruszył w drogę powrotną..."
    To chyba dobry moment na skończenie rozdziału - pomyślał odrywając palce od maszyny do pisania. Powstał, pokręcił głową aby rozluźnić mięśnie szyi. Schylił się do szafki poniżej i wymacał ręką paczkę papierosów. Wyjął jednego i zapalił. Zawsze palił po zakończeniu rozdziału. Zaciągnął się głęboko. Piękny delikatny smak wpłynął w jego płuca. Cudowna chwila uniesienia, z poczuciem że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Poszedł do kuchni zrobić sobie herbatę. Stojąc nad parującą wodą zastanawiał się jak dalej mają potoczyć się losy jego bohatera. Jeszcze nie miał do końca ułożonego planu, ale już niedługo będzie wiedział jak kontynuować swą powieść.
    Usiadł w przy stole. Była już późna noc. Zgasił papierosa w popielniczce. Zaczął popijać gorącą herbatę, uważając by nie oparzyć się w język, zagryzając herbatnikami. Dopił napój do połowy, wstał i posprzątał po sobie. Wyczyścił również nóż, który od pory obiadowej walał się w zlewie.
    Wyszedł z kuchni i udał się w kierunku przedpokoju. Otworzył drzwi od piwnicy. Ogarnął go ziąb dochodzący go z dołu. Zszedł delikatnie po schodkach zapalając małe światełko. Wszędzie było pełno kurzu i śmieci. Wszystko porozwalane dookoła. Jednak jego interesowała jedna rzecz.
    - Czas na spacer stary. W końcu dokończę naszą powieść - rzekł. - Znajdziesz się przy boku ukochanej...
    Kopnął w worek nogą z całej siły, aż się on przewrócił na ziemię. Wyciekł z niego cienki czerwony strumyczek krwi. Wiedział, że jutro skończy swoje dzieło. Dzieło życia.
    Wrócił na górę i poszedł po łopatę...

Koniec


Podyskutuj o tym opowiadaniu na naszym forum.

Serwis "Carpe Noctem" oficjalnie rozpoczął działalność 1 września 2003
© copyright by "Carpe Noctem" 2003
Wszystkie prawa zastrzeżone
webmaster: Przemysław Romański
stat4u