# inni twórcy
John Ajvide Lindqvist
Powroty zmarłych

Theresa Monsour
Zimna krew

>> archiwum

strona główna
  # pokoje
H.P. Lovecraft
Dean Koontz
Stephen King
G. Masterton
Anne Rice
pokój komiksowy

  # zapraszamy
Forum
Wypowiedz się, zapytaj, ochrzań, pochwal

  # David Levien - "Miasto Słońca"

    Okładka „Miasta słońca” skrzy się wręcz od opinii wielkich nazwisk, które pod niebiosa wychwalają debiutancką powieść Davida Leviena. Zasadniczo nie ma w tym nic dziwnego, jeżeli autor jest uznanym w Hollywood producentem i scenarzystą, a spod jego ręki wyszły takie filmy jak „Ocean’s Thirteen”; „hazardziści”; „Synowie mafii” czy „Ława przysięgłych”. Niestety, takie opinie powodują, że od książki oczekuję, że rzuci mnie od razu na kolana i stwierdzę, niczym te wielkie nazwiska, iż w życiu nic lepszego nie czytałem. Nie mam jednak wielkiego nazwiska. I opinię także nieco inną.
    Historię rozpoczyna zaginięcie dwunastoletniego Jamie Gabriela. Rodzice próbują na różne sposoby odnaleźć chłopca, niestety, policja pozostaje bezradna. Po czternastu miesiącach, które nie przysniosły żadnych konkretnych ustaleń, rodzice zwracają się do prywatnego detektywa, Franka Behra. Ten początkowo sam, później z pomocą ojca Jamiego, podejmuje się poszukiwań, które, w pierwszym momencie bezowocne, zaczynają odsłaniać straszną prawdę.
    Opowieść istotnie rozwija się w błyskawicznym tempie. Jest to moim zdaniem jedyny zarzut wobec powieści, która momentami jest na wskroś amerykańska i przypomina przerobiony na książkę scenariusz. Chodzi mi tutaj konkretnie o samo śledztwo, które, z pozoru niemożliwe do rozwiązania, bardzo szybko się kończy. Bohaterowie w skuteczny sposób docierają do właściwych osób, jeszcze skuteczniej wyciągają z nich zeznania i kolejne tropy, które prowadzą ich do tytułowego Miasta Słońca w Meksyku, gdzie kwitnie handel żywym towarem, a wraz z nim prostytucja, w tym również nieletnich. Ten ciężki temat traci jednak znacznie na wydźwięku w związku z konwencją, która zakłada, że i tak wszystko się uda, a nas czeka happy end. Jeśli jednak przymkniemy oko na ową amerykańskość, okaże się, że mamy do czynienia ze znakomitym thillerem.
    Bardzo dużym atutem utworu są bohaterowie, skreśleni w sposób prosty, lecz bardzo charakterystyczny. Przede wszystkim zaś sprawiający, że możemy wczuć się nie tylko w położenie, ale i sposób myślenia czy to Franka, byłego gliniarza po przejściach, który również stracił przed laty syna i tym śledztwem próbuje udowodnić także coś samemu sobie; czy to Paula, bezsilnego i zrozpaczonego ojca, który zrobi wszystko, by odkryć prawdę, nieważne jak straszna by ona nie była. Przeciwko nim zaś autor ustawił różnorodne grono oponentów, którzy próbują utrudnić śledztwo lub zepchnąć je w martwy punkt. Czasem siłą, czasem pomysłem, przede wszystkim zaś uporem, bohaterowie odkrywają kolejne zasłony tajemnicy.
    Wszystko to zaś podszyte jest znakomitym klimatem kryminałów noir i choć otoczka jest o wiele bardziej uwspółcześniona (choć nie dużo brutalniejsza, jak uważają niektórzy), to nie sposób oderwać się od lektury, a każdy zwolennik tego typu literatury będzie zachwycony. Dodajmy do tego bardzo zgrabne wplecenie wątku dramatycznego i otrzymamy kompletny obraz utworu.
    Podsumowując, powieść „Miasto Słońca” jest istotnie intrygującą i wciągającą książką skierowaną do miłośników kryminałów i thillerów. Osobiście jednak przeszkadzało mi nadmiernie zamerykanizowane prowadzenie fabuły, które bardzo przypominało mi styl Harlana Cobena, nota bene też głoszącego peany na cześć utworu na okładce. Jeśli jednak nie przeszkadza Wam taki styl, możecie brać w ciemno, gwarantuję znakomitą lekturę.

autor: Łukasz Radecki

    Bezlitosne napięcie. Przerażająca i wiarygodna powieść. Niezwykle dopracowany thriller, złożony i rozdzierający serce – już na wstępie jesteśmy atakowani z okładki mocnymi hasłami, które mają podkreślić wyjątkowość powieści i zachęcić do zakupu. Nowe wydawnictwo na polskim rynku – Papierowy Księżyc, postanowiło pójść w ślady zachodnich wydawców i reklamować książkę całkowicie wyrwanymi z kontekstu zdaniami. Ich zagęszczenie na centymetr okładki jest naprawdę spore. I tak oto „Miasto słońca” przepełnione jest „czystą intensywnością”, jest także „idealną współczesną powieścią „noir””, w dodatku przed przystąpieniem do czytania warto zaopatrzyć się w aparat tlenowy ponieważ „podczas czytania , należy także co jakiś czas brać głębokie, uspokajające wdechy”. Swoją rekomendację na okładce zamieścili również Harlan Coben i Lincoln Child. Czy nie jest to wspaniała reklama dla debiutującego tą książką Davida Leviena, czołowego scenarzysty filmów akcji w Hollywood? Nie pozostaje nic jak tylko czytać i przekonać się ile w tych słowach jest prawdy.
    Na spokojnych przedmieściach Indianapolis dochodzi do zagadkowego zniknięcia. Dwunastoletni Jamie, jak każdego poranka, wsiada na rower i rozwozi gazety. Pedałując obok pogrążonych jeszcze we śnie domów, nie zdaje sobie sprawy, że jest to jego ostatni kurs. Ponad rok później zdesperowani i bezsilni rodzice, ale wciąż żywiący nadzieją na odnalezienie syna, zwracają się z prośbą o pomoc do Franka Behra, prywatnego detektywa – byłego gliniarza, słynącego z błyskotliwego umysłu i niekonwencjonalnych metod. Początkowa niechęć detektywa do podjęcia zlecenia wynika z faktu, że oznacza to rozdrapanie starych ran, o których chciałby zapomnieć. Z czasem właśnie demony przeszłości zbliżą detektywa i rodziców zaginionego chłopca. Ostatecznie postanawia ruszyć tropem siatki pedofilskiej - której macki sięgnęły aż na spokojne amerykańskie przedmieście, by po poszlakach i zgubnych tropach dotrzeć do tytułowego Miasta Słońca.
    Zaczyna się jak w dobrym filmie akcji, od trzęsienia ziemi. Sielankowy obraz przedmieścia zostaje szybko zburzony odgłosem otwierających się drzwi wozu i ciężkich butów uderzających o chodnik. Rodziców poznajemy w ponad rok po tragedii, zmagających się z własnym, niewypowiedzianym cierpieniem i wspólnym problemem małżeńskim. Na tym tle Frank Behr jawi się jako wybawca, doskonale rozumie traumę rodziców i tylko on jest w stanie odpowiedzieć na pytanie - co stało się z chłopcem, bo nie ma nic gorszego niż życie w nieświadomości i bezradność, która niszczy więź małżeńską u podstaw. Ile rodzice są w stanie poświęcić by uzyskać odpowiedź na to pytanie? I czy aby na pewno chcą ją usłyszeć?
    Z jednej strony mam ciekawie zarysowany wątek psychologiczny. Więź, która połączy rodziców z detektywem jest nietypowa i odgrywa znaczącą rolę w „Mieście Słońca”. Nie jest to oczywiście powieść psychologiczna pełną gębą, ale autor w sposób interesujący i zajmujący przedstawił losy małżeństwa po utracie pierworodnego. Szkoda, że po drugiej stronie mamy całkowicie nieudolnie poprowadzone śledztwo, będące głównym wątkiem powieści. Banał i schemat biją z każdej strony. O ile postacie pierwszoplanowe są zarysowane poprawnie, o tyle drugi plan i główny czarny charakter to postacie jednowymiarowe i stereotypowe, a już sam finał powieści uderza tandetą jakiej nie powstydziłoby się Hollywood – sztuczny i poprawny. Kto spodziewa się zwrotu akcji, albo chociaż zaskakującego i porywającego finału, ten odejdzie z kwitkiem. Rekomendację H. Cobena, który zachwyca się bezlitosnym napięciem i L. Childa, który uważa „Miasto Słońca” za najbardziej przerażającą i wiarygodną powieść, na jaką kiedykolwiek trafił można między bajki wsadzić – cóż, widocznie nie czytają tego, co sami napisali.
    Powieści brakuje pazura. Mogła szokować w wielu momentach, a tego nie robi. Mogła zapaść w pamięć, a ulatuje z niej po zaledwie kilku dniach. „Miasto Słońca” ukazało się w serii „Świeża krew”, niestety tej świeżości Levienowi zabrakło i powieść nie zaskoczy niczym wyrobionego czytelnika. Przytoczone w pierwszym akapicie hasła okazują się być tylko pustymi sloganami zachęcającymi do kupna.

autor: Paweł Szczepanik

-------


Wydawca: Papierowy Księżyc
Data wyd.: luty 2009
Liczba stron: 374
Cena: 29 zł


Podyskutuj o książce na naszym forum.

Serwis "Carpe Noctem" oficjalnie rozpoczął działalność 1 września 2003
© copyright by "Carpe Noctem" 2003 - 2006
Wszystkie prawa zastrzeżone
webmaster: Przemysław Romański
stat4u