|
|
|
|
Neil Gaiman podczas swej 3-dniowej wizyty w Polsce, gościł w Warszawie i Krakowie. Pomimo wielu atrakcji jakie zaplanowano na przyjazd pisarza, tylko część z nich została zrealizowana. Wszystkie spotkania autorskie przebiegały w bardzo nerwowej atmosferze (a to ze względu na organizatorów, którzy nie wiadomo czemu, nie pozwalali fanom zbyt długo cieszyć się osobą Gaimana), ale brytyjski autor dla każdego czytelnika znalazł uśmiech i czas. Praktycznie każde spotkanie przeznaczone było na rozdawanie autografów, ale były też krótkie chwile, dzięki którym można było zamienić kilka słów z pisarzem. Poniżej prezentujemy zapis rozmowy jaką udało nam się zarejestrować podczas VI Warszawskich Spotkań Komiksowych.
Czemu ostatnio powstaje więcej adaptacji twoich komiksów niż samych komiksów?
To nie prawda, że nie powstają nowe komiksy. Przez ostatnie cztery lata wydano 20-kilka moich komiksów, napisałem 4 książki i wiele scenariuszy. Prowadzę też blog, więc nie budzę się rano z poczuciem winy, że nic nie robię. Chciałbym pisać więcej, ale też czytać więcej i pracować w ogrodzie, ale jesteśmy ograniczeni przez 7-dniowy tydzień.
Jeśli chodzi o adaptacje to czuję się trochę dziwnie, bo pisałem te historie jako powieści. W każdym razie przypadła mi do gustu "Koralina" i komiks "Nigdziebądź".
Skąd bierze pan swoje pomysły?
Nigdy nie pytaj, skąd pisarze biorą swoje pomysły, bo będziemy sobie z ciebie żartować. Tak naprawdę nie wiemy, jak one powstają i dlatego się naśmiewamy - mój kolega zawsze mówi, że kupuje je w sklepie, a ja, że należę do klubu korespondencyjnego i co miesiąc dostaję gotowe pomysły.
Na pewno nie biorę ich ze snów. Nie nadają się na opowieści. Nawet najciekawszy sen traci cały urok, gdy go opowiadasz. To jakby mówić o tym, jak schodziłem ze schodów ze szczotką z ręce i spotkałem złego czarownika, którego chciałem potraktować szczotką, ale on nagle przemienił się w mojego dyrektora z liceum. To mógł być jeden z najbardziej ekscytujących snów, jak kiedykolwiek miałeś, ale gdy go opowiadasz, brzmi dziwnie.
Niedawno miałem sleep test - taki, w którym sprawdzają jak człowiek śpi. Okazało się, że przechodzę wprost do fazy REM. Prawdopodobnie dlatego po 10-minutowej drzemce jestem przekonany, że spałem całą noc.

Jak doszło do powstania albumu "Melinda"?
Pomysł narodził się podczas mojej wizyty w Krakowie. Był to jeden z tych pięknych zbiegów okoliczności - przechadzaliśmy się po tym mieście, poznałem Dagmarę i potem zapytałem, czy nie chciałaby czegoś narysować. Z tych rysunków powstała "Melinda". Pracujemy razem dalej - ukazało się specjalne wydanie "Chłopaków Anansiego" z jej ilustracjami. Miałem ogromne szczęście, że ją poznałem.
Czy wróci pan do postaci Johna Constantine'a?
Bardzo lubię tego bohatera. Jest mi bliski, bo napisałem historię o nim, gdy dopiero uczyłem się tworzyć komiksy. Nie wiem, czy kiedyś napiszę jeszcze jedną. Poproszono mnie o stworzenie fabuły do sequela filmu, ale odmówiłem, bo boję się, że nie stworzę drugi raz czegoś tak dobrego jak wtedy. Jednak mógłbym wyobrazić sobie pisanie o nim powtórnie.
Jest pan bardzo wszechstronny. Gdyby miał pan wybrać, co wolałby pan robić - pisać książki, scenariusze czy...?
A czy muszę wybierać? Kocham fakt, że jestem jak dziecko zamknięte w cukierni i mogę podbierać słodycze ze wszystkich słoików. Właściwie to najbardziej lubię pisać słuchowiska radiowe. Są one z jednej strony jak komiksy bez gotowych rysunków - obrazy powstają w głowach słuchaczy, a z drugiej strony jak książki i filmy, bo dzieją się w czasie rzeczywistym. Tylko kiepsko za nie płacą, więc tworzę takie słuchowiska raz na trzy lata dla BBC i czuję się, jakbym wypełniał swoją misję.
Z kim najlepiej się panu współpracowało?
Bardzo lubię pracować z różnymi ludźmi, jednak najlepiej wspominam Dave'a McKeana, dlatego że zaskakiwał mnie. Zawsze, gdy go o coś prosiłem, robił coś dziwniejszego, zupełnie innego od tego, co mu kazałem.
Co pan myśli o ekranizacji "Gwiezdnego pyłu"?
Jestem zaciekawiony. Pamiętam, jak parę lat temu w Hollywood Reporter napisano, że jestem pisarzem, który sprzedał najwięcej utworów, których ekranizacje nigdy nie powstały. Teraz kręcone są filmy, które razem mają wartość ćwierć miliarda dolarów.
Jeśli chodzi o ekranizacje komiksów, to uważam, że Alan Moore miał dobre chęci, ale strasznego pecha - 3 filmy na podstawie jego prac były kompletnymi klapami i musiał się potem ich wstydzić. Frank Miller miał więcej szczęścia - gdy oglądałem "Sin City" to tęskniłem za komiksem. Wracając do "Gwiezdnego pyłu" - nie mogłem sam napisać scenariusza, bo pracowałem właśnie nad ekranizacją "Beowulfa", więc znalazłem kogoś do tej pracy i podoba mi się to, co powstało.
Jeśli chodzi o "Beowulfa" to opowiadam w nim ponownie historię znaną od 2000 lat. Będzie to albo świetny film albo kompletna klapa, o której ludzie będą wspominać przez lata. W zasadzie nie wiem, jak będzie wyglądał, bo wszystko powstaje w komputerze. Widziałem aktorów podczas kręcenia oraz gotowe fragmenty i podobało mi się.
Jak powstawało "MirrorMask"?
Pomysł był taki: spędzamy razem dwa tygodnie i piszemy scenariusz. Dave zaproponował, żebyśmy spisywali nasze pomysły na małych karteczkach i potem ułożyli z tego gotowy scenariusz. Dla mnie było to nie od pomyślenia - to jak zaczynać rysować twarz od brwi. Któregoś dnia poszedłem do kuchni i zacząłem po swojemu, starym sposobem spisywać całą historię. Wtedy przyszedł Dave i powiedział: "Źle to robisz!". Kazała mi wrócić do karteczek. Potem zauważył, że mam włączone radio i znowu stwierdził: "Źle to robisz! Nie możesz mieć włączonego radia!".

Jak się panu współpracowało z Alice Cooperem?
Wbrew pozorom to nie było rockowe szaleństwo. Tak naprawdę Alice pije napoje bezalkoholowe i lubi golfa, a ja nie lubię Coli Light, a już na pewno nie golfu. W każdym razie była to świetna zabawa. Rozmawiałem z nim o projekcie, w którym napisałby piosenki o 7 grzechach głównych. Miałem do niego zadzwonić i zapytać o nie, ale boję się, że gdyby zapytał, kiedy zaczynamy pracę, musiałbym odpowiedzieć: "w 2009 roku".
Najbardziej w naszej wspólnej pracy podobało mi się, gdy Alice opowiadał historyjki po tym, jak w naszym hotelu wysiadło światło. Mówił o tym, jak spotkał różne gwiazdy, m.in. Elvisa Presleya, który chciał na nim poćwiczyć karate.
Czy interesują pana legendy nordyckie?
Tak, bardzo. Zacząłem je czytać w wieku 7 lat, gdy w moje ręce trafiły "Opowieści Wikingów" mojego przyjaciela. Gdy wspomniałem o tym w czasie mojej wizyty w Niemczech, mój rozmówca strasznie się zdziwił i zapytał, czy moim zdaniem dzieci powinny czytać takie brutalne historie i czy pozwoliłbym moim dzieciom czytać bajki braci Grimm. Odpowiedziałem, że nie widzę w tym nic złego. On na to: "Nawet Jasia i Małgosię?"
Czy zamierza pan stworzyć coś wspólnie z Tori Amos?
Właściwie mamy mały sekretny plan, którego rezultaty zobaczycie za 3 lata. Chociaż właściwie to nic wam nie powiedziałem i nawet jeśli nagranie z tego spotkania pojawi się na youtube.com to i tak zaprzeczę.
Poniżej publikujemy dodatkowo wywiad, jaki przeprowadził z Neilem Gaimanem, nasz rodzimy pisarz i publicysta Łukasz Orbitowski. Rozmowa dokonała się drogą korenspondencycją na moment przed przyjazdem autora Amerykańsakich Bogów do Polski.
We wszystkich swoich pracach, także w swojej ostatniej książce, używasz wielu nawiązań. Czerpiesz z różnych źródeł - od mitologii, po pop kulturę. Czasem nawiązania są bardzo zagęszczone. Pojawia się więc pytanie - jak wiele Gaimana jest w Gaimanie?
To niemal jak pytanie jak wiele świata jest w świecie? To cały ja, lub ewentualnie świat przefiltrowany przeze mnie, tak jak to jest w przypadku każdego kto pisze chyba że urodził, lub urodziła się w śnieżnobiałym pokoju, którego od tego dnia nie opuszcza i wówczas zacznie pisać książki, nie adresując ich do nikogo konkretnego. Nic nie bierze się znikąd, przynajmniej jeśli chodzi o fikcję. Nawet Władca Pierścieni jest pełen nawiązań - znajdziesz na przykład mnóstwo krasnoludów i Gandalfa w Eddzie. To oczywiście nic złego.
Piszesz książki, scenariusze komiksów, wiersze, kręcisz też filmy. Chciałbym Cię zapytać kiedy następuje wybór - kiedy dana historia zakwalifikuje się do książki, kiedy trafi gdzie indziej? Nie chodzi mi tu o wybranie najbardziej właściwego medium, lecz o to kiedy dokonujesz tego wyboru. To dla nas ważne pytanie, bo w naszym kraju komiks uważany jest przez wielu ludzi za coś gorszego, za mniej poważne medium.
Myślę, że to dziwne. Medium to po prostu medium - to osobliwe, że film cieszy się większym szacunkiem ludzi, podczas gdy dla mnie to medium jest znacznie prostsze w wyrazie, niż jakakolwiek książka czy komiks. Z pewnością łatwiej napisać scenariusz filmowy, niż powieść czy scenariusz do komiksu. Z kolei wiersze są zwykle znacznie krótsze. Dla mnie najciekawsza jest jednak możliwość przenoszenia się z jednego medium na drugie, z jednego gatunku, na inny.
Powiedziałeś kiedyś "Jestem opowiadaczem, nie pisarzem". W Rzeczach ulotnych wracasz do swojego ulubionego rozwiązania - opowieści w opowieści. Nie mogę więc nie zadać pytania: "Dlaczego?" Czyżbyś chciał zdystansować się od swoich własnych historii?
Czasami takie rozwiązanie jest właściwe. Czasami nie. Owszem, są opowieści w opowieściach w Rzeczach ulotnych, ale są też proste historie. Niektóre obrazki lepiej wyglądają w ramkach. Nie uważam tego za rodzaj dystansu - czasem to sposób na rzeczywiste wciągnięcie czytelnika. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Zanim rozpocząłeś pracę nad scenariuszem, historie o Sandmanie były dość przeciętne, żeby nie powiedzieć mierne. Twój udział okazał się być przełomowy. Czy każdą historię można opowiedzieć w oryginalny sposób? Czy też czasem zdarza się, że czujesz się bezradny?
Nie, nie czuję się bezradny, może czasem tylko sfrustrowany. Tak, myślę że można opowiedzieć historię na własny sposób. To właśnie część zabawy. Napisałem właśnie krótkie opowiadanie, składające się z serii odpowiedzi na kwestionariusz. Ale oryginalność to nie wszystko. Roger Zelazny powiedział mi kiedyś, że wydawcy myślą, że kupują historię, ale tak naprawdę, kupują sposób jej opowiedzenia.
Co jest najważniejsze w opowiadaniu historii?
Przyciągnięcie uwagi. I czasem, jeśli potrafisz, opowiedzenie historii która coś znaczy.

|
|
|
|