KP #59: Kąpiąc lwa

Skura opowiada o najnowszej książce Jonathana Carrolla, „Kąpiąc lwa”. Zapraszamy do słuchania!
  • Szymas

    Biedny kotek ;)

    • SK

      Dopiero teraz zkumałem że LEW nie lubi być kąpany – i teraz muszę od nowa czytac ksiażkę! ;D

  • Agnieszka Brodzik

    Skura, jak słucham o tym, czym wg Ciebie jest realizm magiczny i o czym opowiada książka, to myślę, że to jednak jest po prostu fantastyka, a nie żaden realizm magiczny. Pewnie wydawca uznał, że realizm magiczny się lepiej sprzedaje niż fantastyka.

    • Skura

      To co to jest realizm magiczny? Gdzie to co mówię się nie potwierdza z nim?

      • Agnieszka Brodzik

        No a tak zastanów się, jakby nikt Ci nie powiedział, że to realizm magiczny, to przyszłoby Ci do głowy, że to nie jest fantastyka tylko coś innego?

        • ŻarłokTV__

          Nie wiem czy to obelga czy co ;) No jasne że jakby mi nie mówili to bym zaliczył to do magicznego. Tej książce bliżej do jakiejś basni/bajki niż do fantasy. Ja ją tak bardziej opisałem jako SF niż ona chyba jest sf, żeby zachęcić swojego „idealnego czytelnika” w myśl Umberto Eco. A od pewnego czasu nie wiem czemu w mojej głowie jak nagrywam coś to mi się jawi Mando i jako że on nie lubi realizu magicznego to ja bardziej gadam o tych innych stronach :D

          • Agnieszka Brodzik

            Ale fantastyka to nie tylko fantasy. I ja Cię nie próbuję obrazić tylko podałeś jakieś dziwne wyjaśnienie, czym jest realizm magiczny, więc się zainteresowałam, ale ja też nie lubię prowadzić dyskusji o definicji realizmu magicznego (bo zaraz wpadnie taki Mando czy Cichy i kaplica, nie wyjdziemy z dyskusji do zimy, hehe). Tak tylko chciałam sprawdzić, czy faktycznie jest coś na rzeczy czy to raczej chwyt marketingowy.

          • ŻarłokTV__

            nie no ja żartem to pisałem – bo masz emotkę :) Ztym realizmem jest ciężko :D ogólnie rzecz biorąc, a Mando rzeczywiście czyha za każdym rogiem ;P Ale weź pod uwagę że Carrolla od czasów Krainy Chichów tak klasyfikują. I jeśli wziąć cytat Marqueza ten z wiki, że to jest realizm w którym magia i rzeczywistość tworzą jeden świat, który trudno ocenić gdzie zaczyna się a gdzie kończy magia to jest realizm magiczny – to można to dopasować do dużej ilości książek Carrolla. Ja jestem fanem i Borgesa (mam wszystko co w PL wydali) Cortazara i Marqueza – więc z klasykami realizmu mag jestem obyty ;)
            No a wyjaśnienie było takie na poczekaniu wymyślone odnośnie samego sztafażu .

          • Agnieszka Brodzik

            No, ten cytat też przerabialiśmy swego czasu w dyskusji ;) W każdym razie z tą definicją realizmu magicznego jest o tyle problem, że właśnie dużo osób zawłaszczyło sobie go, by unikać brzydkiego słowa „fantastyka”. Niby tylko dziennikarze i wydawcy, ale na bank masa akademików też rozszerza definicję, żeby zagarnąć interesujące ich tytuły, jednocześnie unikając posądzenia ich o zajmowanie się „niepoważną fantastyką”.
            Moim ulubionym przykładem RM jest „Pachnidło”, bo pięknie można pokazać, na czym polega RM – element magiczny nigdy nie jest kwestionowany, ani też wyjaśniany, po prostu jest i koniec, czytelnik musi zaakceptować bez najmniejszego protestu, a jednak cała reszta książki nie ma krztyny fantastyki. Ale też podoba mi się taka interpretacja RM, gdzie to M wyraża się poprzez podejście do wierzeń – np. w jakiejś książce o Indianach po tańcu deszczu rozpętałaby się burza i albo nie wiadomo, czy to przypadek czy magia, albo autor wręcz daje subtelnie do zrozumienia, że po prostu taniec zadziałał. I znowu – wszystko to bez wyraźnego pójścia w stronę fantastyki.
            Ostatnio czytałam thriller, w którym pojawił się tajemniczy wysłannik niebios. Przez całą książkę sugerowano, że to oszustwo, a na koniec okazało się, iż koleś faktycznie potrafił uzdrawiać. Strasznie to ogólnie tanie i beznadziejne było, ale też dobrze pokazuje rm – bo całość jest do bólu typowym thrillerem, nie licząc właśnie tego jednego motywu. I znowu pochodzenie przybysza nie jest wyjaśnione do końca, jego rola i cel też nie. A na koniec ginie i zostają tylko domysły.
            W ogóle wg jednej z definicji to wyjaśnione RM jest już fantastyką, więc w sumie jeśli znasz dokładnie mechanikę działania tego M to już nie ma RM.
            Kurwa, się rozpisałam, zaraz Mando przyjdzie. Jakby co zastrzegam sobie prawo do zamilknięcia bez ostrzeżenia :D

          • SK

            No i tu się własnie zgadzam „Ale też podoba mi się taka interpretacja RM, gdzie to M wyraża się poprzez podejście do wierzeń – np. w jakiejś książce o Indianach po tańcu deszczu rozpętałaby się burza i albo nie wiadomo, czy to przypadek czy magia, albo autor wręcz daje subtelnie do zrozumienia, że po prostu taniec zadziałał. I znowu – wszystko to bez wyraźnego pójścia w stronę fantastyki.”

            Z tymże u Carrolla dochodzą PRZEDMIOTY – czyli CHMURA (w którą bohateowie wkładają ręce) albo RYBA-WEGORZ (kórą ci mechanicy jedzą) – czyli te przedmioty są takim odpowiednikiem tego tańca indian. Tylko że „taniec w prośbie o deszcz”-jego mechanika działania jest zrozumiała, a chmura która daje łączność z innymi NIE-więc Carroll ją musi opisać dodatkowo, ale robi to w sposób zupelnie nie odwołujący się do SF/fantasy.
            U Marqueza w tej wiosce Macquondo czy jak jej tam było też sa podobne numery. Dla mnie Carroll to taki pisarz dobry dla kobiet, a ja próbuję rozszerzyć jego zasięg na facetów ;D
            a ja ogólnie wszystko bym nazywał FANTASY :D Bo kiedyś czytałem ROGERa CALLOISA „Tom Wyobraźni” z wyd SLOWO/OBRAZ/TERYTORIA i tam facet udowadniał że zdjęcie rzadko spotykanego kreta to jest fantasy :D i mnie przekonał ;)

          • Agnieszka Brodzik

            No widzisz, ja bym musiała tego Carolla przeczytać, żeby się z Tobą jeszcze spierać, ale wciąż mnie nie przekonałeś ;) Bo wiesz, równie dobrze możesz napisać, że odpowiednikiem tańca Indian jest magia i nagle z fantasy będzie realizm magiczny, a to nie o to chodzi ;) Ale w literaturze nie ma tak, że coś jest 100% takie albo owakie, to nie matma. Taka na przykład „Droga” McCarthy’ego niby jest postapokalipsą, którą przecież zwykło się zaliczać do fantastyki, a jednak jakoś mainstream nie chce oddać tej powieści. Jakby się uparł to by można powiedzieć, że to też realizm magiczny – bo oprócz apokalipsy, o której nic nie wiemy, to nie ma tam żadnych elementów nadprzyrodzonych i całość jest do bólu wręcz realistyczna i nie przypomina typowych postapokaliptycznych SF-ów. Tak naprawdę nie ma jednej odpowiedzi i możemy tworzyć mniej lub bardziej przekonujące argumentacje. McCarthy raczej nie pisał książki z myślą „nie no, to muszę zrobić tak i tak a nie inaczej, bo mi wyjdzie fantastyka zamiast RM i będzie koniec świata” ;)